...czarny kot leniwie się przeciągał, wstał i delikatnie zaczął się łasić. To był Czarek ulubiony kot mojej mamy. Na boku, tuż przy ogonie miał duży otwór w skórze,
z którego po chwili wyszedł mały, kremowy kociak.
Osoba, która stała obok mnie złapała to maleństwo i zaczęła je ściskać, złapała za jego szczękę i wyciągnęła ją tak, że teraz miała prawie 20 cm. Chciałam to naprawić, wyrwałam kociaka i zaczęłam tak nią modelować, aby powróciła do pierwotnych rozmiarów. Kociak zesztywniał, wysechł, moje próby naprawy spowodowały, ze zupełnie zgubił swoją formę.
Zrobiłam więc z niego małą kulkę i posadziłam ją w ziemi kwiata doniczkowego, który stał obok. Po chwili to niby ziarenko zaczęło kiełkować, ziemia się poruszyła, ale zamiast roślinki pojawił się mały, czarny diabełek. Powiedział, że mnie ukarze, za to co mu zrobiłam. Chciałam protestować, ale on powiedział, ze mam uważać bo czeka mnie pierwsze zadanie.
Pojawił się duży stwór z maczugą, niby żołnierz, a zwierzę, wymachiwał nią na oślep. Udało mi się skądś zdobyć kij bejzbolowy i jakimś trafem po krótkiej walce pokonałam go. On znikł, ale diabołek przygotował już następne zadanie. Na podłodze pojawiły się trzy może cztery pluszaki, które swoim kształtem przypominały długowłose gąsienice rozmiaru sporego jamnika. Poruszały się bardzo szybko w moim kierunku, na tych swoich małych, krótkich, pluszowych nóżkach. Niczym prawdziwe owady uczepiły się ubrania. Byłam tak zaskoczona, że jedyne co przyszło mi do głowy to je głaskać, przytulać, pieścić. Po chwili wykonywania tych pieszczot maskotki znikły i zostałam sama z diabełkiem.
Zapomniałam jakie było trzecie zadanie, hmm...a może go nie było. W ciągu tego krótkiego czasu zrozumiałam jedno, że bardzo polubiłam tego czarnego diabełka, wydaje mi się, że tak naprawdę nie chciał mnie skrzywdzić i wiem, że mi wybaczył...
Jeżeli ktoś ma odwagę skomentować to z miłą chęcią wysłucham.
Liczba wyświetleń: 487