nowszy wpis | starszy wpis
dziwny chłopiec, dziwne odczucia..
Opublikowany: 08.10.2008, 19:53:02.
Kategoria:
bez kategorii
Położyłam się, na krótką drzemkę poobiednią, zasnęłam momentalnie i bardzo głęboko...
śniło mi się, że wbiegałam po schodach na kilka pięter do góry w pewnym budynku, nie wiem po co, za chwilę zbiegałam z powrotem w dół, wiedziałam że mam iść do jednej z sal, ale stało się coś dziwnego...
jak byłam jeszcze na górze, kątem oka zobaczyłam kilku gości do których podbiegł pewien chłopiec i pytał o coś, oni wskazali na mnie, zauważyłam to ale zbiegałam w dół, chyba mi się spieszyło żeby się nie spóźnić, jednak ten chłopiec biegł za mną, dogonił mnie, złapał za rękę, odwróciłam się (ale nie byłam zaskoczona bo wiedziałam, że to on) popatrzyłam mu w oczy - były całe czarne i głębokie, nie posługiwał się on zwykłym językiem, dlatego nie od razu zrozumiałam o co mu chodzi, musiałam dopytać czy coś się stało, dopiero wtedy zrozumiałam, że chce mnie dokądś zaprowadzić i komuś ważnemu przedstawić (jednak nie wiem w jakiej sprawie ani dlaczego), powiedziałam, że teraz to powinnam iść do tamtej sali ale jemu bardzo zależało więc poszłam z nim...
zeszliśmy na sam dół schodami, przez szklane drzwi na zewnątrz budynku, tam jeszcze po kilku stopniach w dół... ale już od wyjścia widziałam, że po drugiej stronie ulicy, na chodniku stoi jakiś mężczyzna, starszy ode mnie, pomyślałam, że to pewnie ojciec tamtego chłopca, bo na jego widok bardzo się ucieszył i utulił go, miał na sobie zieloną kurtkę podobną do tej w której ja byłam jak się wtedy okazało- z wrażenia aż sobie kołnierz w niej chciałam poprawić choć było wszystko ułożone ok, poczułam, że mamy coś ze sobą wspólnego, ale nie mogłam określić co, podeszłam bliżej, ten chłopiec i chyba jego mama, która się wtedy pojawiła wykonali coś w stylu przedstawienia mojej osoby temu mężczyźnie, wyciągnęliśmy dłonie na powitanie, uśmiechnął się, ale wyglądał tak jakby nie dowierzał albo obawiał czegoś, zapadła krótka cisza, wszyscy czekali aż coś powiem, nie wiedziałam o co im chodzi, któreś z nich, chyba kobieta, podpowiedziało mi że powinnam go pozdrowić, więc powiedziałam Pozdrawiam, on się uśmiechnął już wyraźnie zadowolony...
po tym nagle znaleźliśmy się wszyscy koło jakiegoś domku drewnianego, przy stole wystawionym na zewnątrz, szykowali się do wspólnego posiłku, brakowało jeszcze kilku krzeseł, nie wszystkie zdążyli wystawić przed naszym pojawieniem się, więc nie czekając długo poszłam do środka i przyniosłam kilka, okazało się że już były wszystkie a nawet więcej niż potrzeba...
jeszcze jedna dziwna rzecz, przy tym domku i stole nie wiadomo skąd znaleźli się moi rodzice, mama była bardzo zadowolona, rozmawiała z tamtą rodziną z taką wręcz euforią, zdenerwowało mnie to- odsunęłam ją na bok na chwile i mowie, z czego się mamuś tak cieszysz, ja nie znam tych ludzi...
tylko tyle pamiętam
Liczba wyświetleń: 1852
nowszy wpis | starszy wpis