nowszy wpis | starszy wpis
25 maj - slub
Opublikowany: 25.05.2008, 10:04:44.
Kategoria:
dziennik snów.
Jestem z rodzina na pikniku. Wysiadamy z samochodu, slonko lekko przeswituje przez chmury,, jest tez lekka mgła i bardzo wilgotno. Stwierdzam, ze chyba za wczesnie pzyjechalismy i musimy poczekac az pogoda sie wyklaruje. Obok jest stadnina i proponuje synowi, ze moze pojezdzi na koniach to sie nie bedzie nudził ale on nie chce.
Jedziemy gdzies, wysiadamy w jakims garazu. Wchodzi do niego nagle tez znajomy, ktorego nie widzialam juz kiklanascie lat. Dziewie sie, bo wyglada mlodo, bardzo mlodo, jak by odmlodnial ze 20 lat. Wita sie ze mna bardzo przyjaznie i czule. Rozmawiamy.
Nagle orientuje sie, ze moj syn zniknal i nigdzie go nie ma, szukam go i wolam nerwowo.
Nie ma go. Wchodze do duzego budynku i jest tam. okazuje sie ze jest to dom dziecka. Moj syn jest cały i zdrowy ale ma obdarte ubrania. zaklada buty. inne niz miał. 2 rozne buty - czarny i biały. Na dodatek sa dziurawe, poł podeszw nie ma, jakby wydeptane i darte sa a na palcach dziury. zabieram go ze sobą.
Idziemy dalej i spotykam znajomego. Moj maz jest wsciekly i wyraznie zazdrosny. Podchodzi do niego i uderza go. On sie przewraca na kraweznik i zdziera sobie pol czola, slora mu odstaje. krzycze ze go zabil. zabieramy go do szpitala.
Ide ulica, ludzie sie mnie patrza. zauwazam, ze jestem w samej bieliznie i szpilkach. Przez sekunde jestem przerazona ale zauwazam, ze mezczyznom sie podobam, wiec pewnym kokiem, nie przejmujac sie ide dalej.
Wchodze do duzego budynku i ubieram sie. Orientuje sie, ze jest to kosciół. Zakladam suknie, bo za chwile ma byc moj slub. Nie ma swiadkow. Wychodze na zewnatrz i czekam na nich. ida. Mowia ze ladnie wygladam. dziekuje ale okazuje, ze mam pognieciona sukienke, jest atłasowa i latwo sie gniecie. Nie dosc ze pognieciona to czarna. W sumie dobrze, bo inaczej bede szla do slubu niz wszyscy, nie w bieli tylko w czerni, tak jak lubie, czarny to moj ulubiony kolor ubrania. idac do kosciola podziwiam okolice - piekne pola i kwiaty. Zrywam male kolby kukurydzy i je zjadam. Sa słodkie i soczyste, pyszne.
Wchodzimy do tego koscioła. Kosciol ma ogromne, bardzo wysokie 2 wierze. Stoje chwile i podziwiam je. Stwierdzam, ze po slubie chce tu zrobic zdjecia, zeby uchwycic piekno tych wierzy i calego budynku. zauwazam tez, ze ten kosciol jest cały z drewna.
Wchodzimy i widze tam tego pobitego znajomego. dobrze sie juz czuje, ma tylko blizne na czole. Jednak w tym kosciele pol budynku to kosciol a pol to szpital. Rozmawiam z kolega, siadam mu na kolana, placze i przepraszam za meza. on mowi ze sie nie gniewa i odchodzi.
Liczba wyświetleń: 269
nowszy wpis | starszy wpis