nowszy wpis | starszy wpis
Inne sny komputerowe II
Opublikowany: 05.05.2008, 22:55:35.
Kategoria:
Senne Archiwum.
Pewnej nocy 15 kwietnia 2007...
Jest 6:25. Trochę wcześnie skończyły mi się te sny, ale było w nich dużo wrażeń. Na początek opowiem o paru epizodach, a potem przejdę do głównego snu.
niedziela, 15 kwietnia 2007
GAME OVER
***
Śniło mi się na przykład, że mój kuzyn Tomek K. przyjechał do nas swoim samochodem, który nie dawno kupił. Ostatnio jednak zrobiło się ciepło i ten jego samochód miał otwarty dach co nadawało mu bardzo sportowy wygląd. Tomek K. dał mi się nawet nim przejechać. Wsiadłem do niego z moją siostrą. Trochę trudno mi było sięgnąć do pedałów, ale jakoś sobie poradziłem. Również przednia szyba była jakby za duża. I gdzie tu poczuć ten wiatr we włosach? Poczuła go tylko moja siostra, gdy wspięła się wyżej…
***
Potem pamiętam, że z kimś tzn. prawdopodobnie z jakąś dziewczyną a raczej chyba z moją siostrą jeździliśmy jakimiś samochodami po naszej wiosce. Pędziliśmy aż się kurzyło. Mój samochód był chyba niebieski. Jej chyba żółty. I tak dojechaliśmy do sklepu płytowo-zabawkowego. Tak najlepiej można to wyrazić. Moja siostra Agnieszka chciała kupić jakąś grę komputerową. Ja szukałem jakiejś płyty CD audio. Płyty CD audio były jednak za drogie więc nic nie kupiłem. Moja siostra natomiast kupiła chyba jakąś grę lub gry. Gdy wychodziliśmy ze sklepu, przypatrzyła się jeszcze zestawowi klocków lego, które można po złożeniu jakiegoś tam modelu (chyba modelu samochodu) pomalować pędzlem…
***
Byłem na placu zabaw. Zauważyłem tam bawiących się szóstoklasistów z naszej podstawówki. Może i byli też jacyś młodsi. Ale tylko dwie osoby zwróciły moją uwagę. Reszta dzieciaków była tylko tłem. Jedną z nich była moja sąsiadka K*********, która na razie chodzi do szóstej klasy podstawówki. Kątem oka zauważyłem, że nie chce tu mojej obecności. Przyszedł do niej jakiś chłopaczek (chyba też z szóstej klasy). Ta dała mu całusa w policzek. Trochę im zazdrościłem, że już tak wcześnie się niby zakochują…
***
No i właśnie wtedy obudziła się we mnie natura romantyka. Najpierw trochę smutny, wałęsałem się gdzieś po parku. Potem poszedłem do P**** odpalić którąś z nowych gier. Uruchomiłem tą grę na jakiejś konsoli. Wyglądała mi bardziej na starego Pegasusa niż na jakieś Play Station czy Xbox. Ta gra była jednak bardzo interaktywna. Grając w nią wlazłem w cały ten wirtualny świat. I obraz tego świata był w stu procentach realny. Nie było widać żadnych pikseli czy czegoś tam. Po prostu byłem w tym wirtualnym świecie. Ta gra miała jeden cel. Dobiec do S******… mojej pierwszej miłości (tak jakoś podświadomie się dowiedziałem. Tak na marginesie, mogę wspomnieć, że kiedyś widziałem ją parę razy w moich snach, jeszcze parę lat temu gdy nie prowadziłem tego dziennika snów). Zasady gry były takie: miałem uciekać przed wrogami i unieszkodliwiać ich, a na pokonanie takiego był tylko jeden sposób. Trzeba było rzucić w niego pistoletem. Ważne były złote pistolety. Do czego one służyły? Nie pamiętam. Ale nimi też można było rzucać w przeciwników. Dobra, przejdźmy do akcji gry.
Uciekałem ile sił w nogach. Jak leżał pistolet to od razu nim rzucałem. Raz po raz jacyś goście mnie gonili. Ale było ich coraz więcej. W końcu mnie schwytali. I game over. I koniec snu. A szkoda…
Liczba wyświetleń: 429
nowszy wpis | starszy wpis