Opublikowany: 03.05.2008, 08:55:51.
Kategoria:
bez kategorii
Idę ulicą. Nagle widzę wielkie drzewo. na tym drzewie owinięte są 2 ogromne, srebrne węże. ktoś idzie ze mną i się ich boi. tłumaczę, że nie ma co sie bać, to nie tygrysy i nie atakuja ot tak. Idziemy dalej. Przy ścieżce, którą idziemy leży powalone ogromne drzewo, jakby troche wydrążone w srodku. W tym otworze znowu są 2 węże. Odoba, która idzie ze mna, chyba meżczyzna, jest bardzo wystraszona i chce sie ukryć. Zgadzam się dla swiętego spokoju ale najpierw głaszcze te weże. Kolega ucieka przerazony widząc to, wiec biegne za nim, Wbiegamy pod schody i orientuje się, ze te węże nas gonią. Tamten w panice ucieka, że nie wiem gdzie jest ale nagle słysze, ze ktos, coś schodzi po tych schodach i zbliża sie. Myślę, że to wąż ale widzę nagle ze jednak się myliłam.
Przede mna pojawia sie pół koń poł człowiek. Nie wiem co che zrobić, przygląda się mi i chyba cos mówi. Zamienia sie nagle węża i chce mnie połknąć. Sen się urywa.
Siedzę teraz w jakims domu. Jest pełno ludzi, chyba jakas impreza. Ja robie obiad, wiem, ze sa tam moi nieżyjacy juz dziadkowie i przyjaciółka z dawnych lat. robie ten obiad i co chwile ktos mi przeszkadza, zagaduje mnie albo cos chce. Makaron się rozgotował, zielmniaki to samo. Ja za to pogodziłam sie z dawna przyjaciółką i zostałam zatrudniona do pilnowania jakiegoś dziecka. Jest to dziewczynka około 2 letnia. Mała co chwilę wychodzi na balkon a ja tłumaczę, ze nie wolno, jest wysoko, można spaść.
Pilnuję jej na tym balkonie, Mała stoi trzymając się obiema rączkami barierek. Nagle wkłada nóżkę pomiędzy barierkę, przechyla sie i wypada. Łapię ją w ostatniej chwili za nóżke ale za końcówkę stopy. dziecko sie szarpie, ja wołam gosci, którzy siedzą w pokoju na pomoc, nikt nie przychodzi, nóżka dziecka wyslizguje mi się z reki i dziecko spada. Wychylam się prze ten balkon i widzę, że chyba leży martwa na trawie. wchodzę do pokoju, jestem roztrzęsiona, w szoku, tłumaczę, ze dziecko wypadło, próbowałam ratować ale sie nie udało, to była sekunda. Wszyscy zbiegają na dół a aj dalej nie moge dojść do siebie.
Po jakimś czasie wszyscy wchodzą do domu i mowią ze chyba bedzie zyła, tak lekarz powiedział ale nie wiadomo, pytam sie co jej jest a oni móiwą, ze nie wiadomo ale musiałam dobrze ja ratowac bo ma połamaną kostke, musiałąm dobrze trzymać, śmieją się. Pocieszają mnie, że mam się nie martwic, wszystko bedzie dobrze.
nagle ktoś mówi, ze mam o tym juz zapomnieć i bierze mnie za rękę i prowadzi gdzies.
Idziemy ulicą a tam leżą jakies rzeczy, ubrania, dokumenty, pytam dlaczego to tu tak leży, przecież to są dobre, ważne rzeczy. Osoba odpowiada mi, ze mam sie tym nie przejmowac i zajac teraz sobą. Mam zapomnieć o tym wszystkim i o tym co było. teraz jest wszystko nowe a tamtego już nie ma.
EDIT
ps.
tego dnia, wieczorem, zgubiłam torebke. Torebka po 3 godzinach sie znalazła. Wszystko zostało ukradzione (pieniądze, kosmetyki) ale torebka i co najważniejsze dokumenty zostały mi zwrócone.
Liczba wyświetleń: 89