Login:     Hasło:           Zarejestruj się / Zapomniałem hasło

Zimne światło rtęci/ Hg-lamp


Ten blog należy do użytkownika: Hg-lamp.



Strona główna blogu

Kanał RSS

RSS FeedJeśli chcesz dodać ten blog jako kanał do Twojego czytnika RSS, kliknij na logotyp:

Wszystkie blogi

Odwiedź pozostałe blogi lub załóż swój własny!

...wszystkie blogi

nowszy wpis | starszy wpis

Opuszczona fabryka
Opublikowany: 02.03.2008, 20:51:35. Kategoria: bez kategorii

Jestem oczywiście w moim mieście. Błądzę sobie po nieznanej mi dzielnicy. Są tam dziwne bloki, niby zamieszkałe, ale jakieś dziwnie martwe, bez żadnych kwiatków na balkonach, te balustrady pordzewiałe,odpada z nich płatami czerwona farba olejna, bloki mokre, szare. Lecz całość osiedla sprawia wrażenie dziwnie schludnego, nawet bardzo, jak na takie martwe miejsce. Hmm? Nawet otaczał je metalowy wysoki płot. Czyżby było chronione? Niby dla kogo? Wszędzie pusto. No trudno, pomyślałam sobie i przefrunęłam na drugą stronę jakiejś największej ulicy, raczej szosy, bo to były peryferia. Gdzieniegdzie przystanki autobusowe, jakaś pętla, trochę warsztatów i magazynów. Druga strona szosy była znacznie zieleńsza, przez to chyba przyjemniejsza. Dużo drzew, ogródków działkowych, a dalej o dziwo jakby wśród tej intensywnej zieleni wyrosło mini – miasto, bardzo ładne. To była dzielnica, ale sprawiała wrażenie takiego małego miasteczka, bardzo sympatycznego i przytulnego, życie toczyło się tam odrębnym rytmem, jakby osobno, oddzielone od kolosa. Jedna rzecz tylko tam była nie sielska i nie wesoła jak te wszystkie ryneczki i ogródeczki dookoła. Znajdowała się z boku głównego rynku, a ludzie nie chcieli tam się zbliżać za bardzo, sama nie wiem dlaczego. A tym bardziej wchodzić do środka. Stała mianowicie tam stara opuszczona fabryka, połączona z poplątanych, połączonych ze sobą domów. Cała budowla składała się z tych budynków zwijających się z tyłu w dziwny labirynt, tworząc dziwny hybrydowy twór. Nie można niby wchodzić? Jak to???!!! Niby dlaczego mam nie wejść? A może nikt nie chce tam wejść. Chyba tchórze, pomyślałam. Może mają rację... - Zawahałam się. Ale nie! Ja muszę tam wejść. Chyba spłonęłabym z ciekawości. Nie mogę się powstrzymać. Jak nie wrócę, to trudno. Weszłam od frontu przez małą wybitą szybkę, która była jedną z wielu małych szybek w ogromnym oknie, takie, jak to bywają w starych fabrykach. Rozejrzałam się dookoła. Byłam w ogromnej hali, wszystko zasnute było wielkimi pajęczynami jak w starym teatrze, zresztą te pajęczyny sprawiały wrażenie kurtyn i girland, takie były stare i wielkie! No chyba tu raczej nikt nie chodził. Pochodziłam troszkę po hali, pod butami chrzęściły mi odłamki szkła, gruz i kawałki nieokreślonego żelastwa, wznosiły się tumany kurzu, chwytały mnie stare pajęczyny. Trochę głupkowato krzyknęłam Hi! I zamachałam ręką w geście powitalnym. Z kim się witałam? Sama nie wiem. Chyba z fabryką (sic!). No cóż, jeśli ktoś tam był i mnie zobaczył, to raczej sobie coś pomyślał o mnie i o tym głupkowatym geście powitalnym, takie słodkie hi! Poszłam trochę w lewo do mniejszego holu, prawdopodobnie to był taki przedsionek hali fabrycznej, bo z tyłu za mną były ogromne drzwi wejściowe, zastygnięte w swej rdzy na wieki. W ścianie był okrągły duży czarny tunel. Czerń z niego dosłownie ziała. Zwieńczenie dosłownie otulały kotary pajęczyn. Niby dla żartów zahuczałam sobie w ten tunel. Echo mi odpowiedziało znacznie głośniej, jakby wzmocnione, przytłumione, matowe. Dziwne... Zrezygnowałam z odwiedzin tunelu. Kto wie... Wróciłam znów do głównej hali, dalej znalazłam się w dziwnych, długich korytarzach, pozawijanych gdzieniegdzie, ale częściej prostych. Tu też czas dał o sobie znać. Z sufitów farba odpadała płatami, oczywiście dominujący motyw, to te pajęczyny, cała ich ekspansja, na skrzypiących, klawiszujących klepkach, co wyściełały te korytarze, przyrósł niegdyś chyba czerwony dywan, tak mi się przynajmniej zdawało, czasami po drodze pojawiały się na górkach gruzu poduchy mchu, kępki paproci i traw. Pięknie to bardzo wyglądało, tak sentymentalnie, jakieś rzeźby i sztukaterie z amorkami na gzymsikach. Czasem drogę zagradzała mi jakaś deska lub dziwna, zardzewiała, nieokreślona machina. Idę, wtem patrze, a tam na dywanie śpi ogromny pies obronny, chyba rasy brazylijskiej, podfrunęłam nad nim, obudził się, myślałam że będzie jakaś kicha, ale ja do niego tylko powiedziałam „cześć piesku”, on otworzył najpierw jedno oko, później drugie, przeciągnął się, ziewnął i znów zasnął słodko. Korytarz ten znajdował się jakby poniżej parteru, ale jeszcze nie w piwnicy. Gdzieniegdzie świeciły małe okienka, spomiędzy grubych murów. Nagle natknęłam się na dziwne drzwi. Wchodzę. Nie wierzę własnym oczom, jakbym była w grze komputerowej. Ogromna sala, z kolumienkami, lustrzanymi jakby ametystowymi podłogami, z gładkich tafli, te kolumienki zdobne, wszystko takie nierealne, w konwencji elfickiej, jakbym znalazła się w RPG – u. Po środku tej nierzeczywistej w wyglądzie sali stał ogromny tron, srebrno – ametystowy,wyściełany pluszem ametystowego koloru, a na nim siedziała królowa, o dziwo owca, ze srebrną koroną z ametystami na głowie, w ametystowej szacie. Dziwne miała sutki, takie podwójne, nie o to chodzi, że miała dwa sutki, tak jak to mają owce, tylko ona miała sześć sutek z podwójnymi końcówkami. Bardzo się zdziwiłam tym widokiem. Jeszcze jakiś facet klękał przed nią. Też był w stroju z dziwnej epoki, jakby średniowiecznej. Wyszłam z tej sali z jakimś dziwnym uczuciem, trochę skonsternowana. Duży obronny pies odprowadził mnie do wyjścia. Podziękowałam mu i pożegnałam się z nim


Liczba wyświetleń: 583

nowszy wpis | starszy wpis



Komentarze do tego wpisu

Strona przeznaczona jest dla otwartych umysłów co swoje sny zgłębiać pragną. Wszelkie materiały umieszczone na stronie podlegają prawom autorskim i nie mogą być one rozpowszechniane w żadnej postaci bez zgody ich autora. Główne tematy strony to: znaczenie symbolika interpretacja snów, sennik, sny erotyczne, świadome śnienie, senniki, sny. Wykonanie i utrzymanie strony - www.itbvega.pl

web stats stat24