nowszy wpis | starszy wpis
przemiany urbanistycznych infrastruktur
Opublikowany: 02.03.2008, 20:32:19.
Kategoria:
bez kategorii
W tych dwóch snach zaobserwowałam motyw jakiejś pozytywnej przemiany chyba, tak mi się przynajmniej wydaje, oto one:
Sen 1: Wybrałam się z grupką moich znajomych, zresztą ze stałą ekipą w podróż, nie wiem gdzie, ale to był mój kraj. Płynęliśmy starym zgniłozielonym pontonem, każdy z nas miał wiosło, na podłodze leżał nasz bagaż, ponton był dość spory. Rzeka była, szeroka, dosyć głęboka i rwąca, chodź na taką nie wyglądała. Przede wszystkim była dość brudna. Spokojna na zewnątrz i mętna, żółtawa, czasem brunatna zabierała po drodze różne śmiecie i gałęzie, czasem jakąś padlinę. Wypłynęliśmy daleko poza miejscowości, wylądowaliśmy na pustkowiu, wokół tylko łąki, drzewa z opadłymi liśćmi i nic. Jesteśmy bardzo zmęczeni. Nagle przed nami pokazał się dziwny budynek, który stał w tej rzece. Zbudowano go z czerwonej cegły, był na podobieństwo fortu, stary dość, z przerdzewiałą bramą. Nie mogliśmy się wydostać z rzeki aby ominąć budynek, bo z dwóch stron otoczyły nas mury. Nie mieliśmy wyjścia, jak tylko płynąć przez budynek. Ale jak? Brama była bardzo ciężka, nurt rzeki na nią napierał, zawiasy zardzewiałe, praktycznie nie do ruszenia. Na dodatek jeszcze zebrały się wokół nas śmiecie, badyle, spróchniałe pnie i paskudna biało – brunatna piana, która to wszystko zebrała. My w tych śmieciach, zmęczeni, w tej brudnej pianie, na dodatek w pontonie zmniejszyło się ciśnienie powietrza, z racji zimnej wody w rzece musimy się przedostać przez tą cholerną ciężką zardzewiałą bramę do środka, nawet nie wiedząc, co może nas tam spotkać. Wspólnym wysiłkiem udało się nam dostać do środka. Pomieszczenie było dosyć ciemne, duże, w kącie oczywiście zebrały się śmieci z obrzydliwą pianą i paskudnie śmierdziało, jakby ściek, jakbyśmy się znajdowali w podziemnym kanale. Takich pomieszczeń było wiele, drzwi były w środku wszędzie pootwierane, były jakby lufciki na górze, takie wywiewy, nawet dosyć jasno, tylko ta pierwsza sala taka ciemna. Ponton coraz bardziej flaczał, nam siły odchodziły, byliśmy na skraju rezygnacji, mieliśmy takie wrażenie, że budynek się wydłuża, w miarę naszego płynięcia, te pomieszczenia jak na złość pomnażają się i te zardzewiałe bramy nie chcą wypuścić nas z tych sal cuchnących, zatęchłych. Gdy już byliśmy na skraju wyczerpania, budynek się nagle skończył, i wypłynęliśmy na ładne tereny, kwieciste łąki.
Sen 2 ;A to będzie przykład drugiego snu z motywem budynku, przez który przepływa rzeka, ale w bardziej pozytywnym wydaniu rzeka, budynek i wszystko. Porównajcie sami:
Sen ten miałam bodajże w rocznym odstępie od poprzedniego, który opisałam.
Pojechaliśmy, oczywiście stała ekipa w góry tym razem, do jakiegoś małego miasteczka które było kurortem. Miasteczko umiejscowione było nad rzeką, też głęboką, z dosyć wartkim nurtem, lecz bardzo czystą, momentami z turkusową tonią, która mnie zachwycała. Wzdłuż rzeki, stał budynek osiemnastowieczny, długi, złożony z wysokich ogromnych halli i innych mniejszych pomieszczeń, oraz przestronnych kręconych klatek schodowych, gdzie zamiast sufitów były witrażowe kopuły .Słońce padało przez szkiełka dając ciekawe efekty. Cały budynek sprawiał wrażenie luksusu, lecz nie przepychu, wszystko było urządzone ze smakiem i każda rzecz na swoim miejscu. Nic dodać, nic ująć. Podobno niedawno budynek był odrestaurowany.
Oczywiście musiałam go całego zwiedzić, tak skusiły mnie te klatki schodowe. Dotarliśmy najpierw do głównego hallu .Miał z boków kondygnacje, jakby wielkie antresole, półpiętra. W środku płynęła rzeka. Podłoga była marmurowa, zdobiona w różne wzory z różnokolorowego kamienia. Stały tam ujęcia źródełek leczniczych, odbywały się koncerty kameralne, najczęściej kwintetów smyczkowych, stały metalowe białe stoliki z krzesłami, klimat dość staroświecki, tak jak to bywa w centrach kurortów. Ścieżka nad rzeką była deptakiem dla odwiedzających. Dalej już nie było aż tak staroświecko, architektonicznie nadal, ale kawiarnie już w takim współczesnym klimacie, awangardowym, jakieś centra kulturalne, teatry, kina, kluby i restauracje. Wszystko się mieściło w tym budynku co by mogło przyciągnąć przyjezdnych i skusić ich do jakiegoś zakupu lub rozrywki. Takie mini miasto w dość i tak już małym mieście. Całe życie się skupiało w tym kolosie na rzece.
A tu będzie następny przykład dwóch snów. Tym razem te dwa sny przyśniły mi się w dwuletnim odstępie mniej więcej:
Jadę, nie wiem z kim, ale z osobami dobrze mi znanymi od dawna. Przejeżdżamy przez różne miasta, miasteczka, większe i mniejsze. W końcu dotarliśmy do celu. Nieznane mi miasto, a raczej jego peryferia raczej, za blokowiskiem i trochę starych kamienic tam stało, taka ulica wylotowa. Dojechaliśmy do dworca. Były tam perony i stanowiska autobusowe. Sam budynek dworca był raczej niewielki, z czerwonej cegły, z różnymi balkonikami i drewnianymi ozdobami, ażurami, kryty dachówką ceramiczną. Wszystko takie smętne, rozsypujące się z lekka, podupadające. Sprawiało to trochę smętne wrażenie, poczekalnia duża, ciemna, ponura. Pusta strasznie, tylko z lewej stronie w ścianie mieścił się mały kiosk, działający cudem. Na podłodze porozwalane gdzieniegdzie jakieś puszki, śmieci. Poszliśmy dalej. Błądziliśmy po tym smętnym dworcu opustoszałym, jak po labiryncie, napotykamy w tej plątaninie korytarzy małe sklepiki. Nawet nie wiem po co na ten dworzec przyjechaliśmy, jak tam pusto było i autobusu żadnego i ludzi, lecz jednak wszystko działało.
Teraz będzie sen po czteroletnim odstępie bodajże z tym samym dworcem, tymi samymi motywami, lecz inny. Oto on:
Znów jadę z tymi samymi osobami, tą samą drogą i mieliśmy dotrzeć na ten sam dworzec. Już skręcamy w uliczkę, wjeżdżamy na parking i nie wierze oczom. Zamiast obdrapanego, podupadającego budynku, ślicznie zadbany dworzec. Wszystko odrestaurowane. Zostały zachowane wszystkie detale zgodnie w ówczesnym stylem architektonicznym. Weszliśmy do środka, a tam mały, elegancki pasaż handlowy. Wszystko w środku odnowione, nawet powstał mały hotelik z pokoikami w starym stylu, wszystko takie ładne i czyste w porównaniu do stanu poprzedniego. Bardzo mnie to ucieszyło, że budynek został odnowiony.
Następny przykład dwóch snów z czteroletnim lub pięcioletnim odstępie:
1: Byłam na peryferiach mojego miasta, mijałam blokowiska z płyt, które dosyć dobrze znałam. Nagle wyszłam na otwarty teren, wszędzie błoto poorane koparkami, jakieś dziury i rowy. W tych rowach kładziono magistralę cieplną i inne rury. Gdzieniegdzie w dali widniały zaczątki nowego osiedla, chyba deweloperskiego, z apartamentowcami. Budynki, które powstały miały białą elewację i czerwone dachy. Tyle, co zapamiętałam o tym osiedlu. Miało być duże, więc parę lat miała potrwać budowa całego.
2: Pojawiłam się znów na tym samym płytowym blokowisku. Trochę sobie pochodziłam po nim i wyszłam nagle na bardzo eleganckie osiedle. Budynki były nowe, z czerwonymi dachami i białą elewacją. Błądziłam sobie po uliczkach, było ich bardzo dużo, osiedle bardzo rozbudowane. Zachwyciłam się wtedy rozwojem infrastruktury urbanistycznej. To było to samo osiedle po czterech latach. Już nie było skrawka pustego błotnistego terenu pooranego koparkami.
Liczba wyświetleń: 601
nowszy wpis | starszy wpis