 |
To i owo z mojej głowy. ;D
Ten blog należy do użytkownika: Linea.
Mleko, przetrzymywanie w laboratorium i zlot.
Opublikowany: 24.03.2009, 02:18:52.
Kategoria:
bez kategorii
Zepsute mleko
Byłam w kuchni. Stałam przy zlewie i chciałam wlać mleko ( było w kartonie ) do dużej szklanki z herbatą ( szklanka półlitrowa i ciemna... w sumie taką mam w domu ). Zauważyłam, że jest zepsute dopiero, gdy odrobinę dodałam do herbaty. Wlałam całe do garnuszka. To była sama woda z białymi grudkami. Miałam nadzieję, że jak je przegotuje i wymieszam to wróci "do siebie". Na tym sen się zakończył.
Kosmici na monetach
Stałam na dachu budynku. Przede mną latali kosmici na olbrzymich monetach z doczepionym lodem ( Na każdej był tylko jeden i byli dużo mniejsi od nich ). Mówili, że lód się stopi i wtedy monety spadną i że są w niebezpieczeństwie. Słuchałam ich w skupieniu i nagle zobaczyłam kanarka Tweetie i Sylwestra. Kot był ode mnie ze cztery razy większy, a kanarek miał jakieś pół metra wysokości. Oboje siedzieli na tych olbrzymich monetach. Lód spod tej, na której siedział Tweetie zaczął się topić i kanarek wskoczył na Sylwestra ( doczepił się jego ucha ), żeby nie spaść. Moneta spadła na ziemie. Jeden kosmita zaczął gadać do kolegów, bał się, chciał jakoś ich uratować i w tym momencie jakiś chłopak się odezwał ( jakim cudem się przy mnie znalazł niestety nie wiem... ) i ochrzanił ich za to, że dbają tylko o swoje bezpieczeństwo i się nie przejmują tym, że mogą nas skrzywdzić. Monety zaczęły spadać. Widziałam też jakieś palące się obiekty lecące nad budynkami. Zobaczyłam inną część miasta z góry. Widziałam, że monety spadają. Jedna prawie spadła na chłopaka z plecakiem ( chyba był na rowerze ). Znalazłam się tam gdzie był i zaczęłam uciekać, bałam się, że któraś mnie zmiażdży.
Po tym śnie doszłam do wniosku, że nie jestem całkiem normalna.
A tu starsze sny, które zapomniałam wcześniej zapisać. Teraz mi się przypomniało  :
Laboratorium
Widziałam wszystko co się ze mną działo z boku. Byłam tam, bo ponoć stwarzałam zagrożenie. Miałam jakieś niewidzialne ręce, które mogły zabić ludzi. Miały koło czterech metrów ( w ogóle ich nie czułam ). Dwa metry ode mnie stało dwóch naukowców. Jakoś udało mi się uwolnić i zaczęłam biec w stronę wyjścia. Ludziom, którzy mnie badali nie zrobiłam żadnej krzywdy. W drodze do wyjścia się potknęłam i zgubiłam but ( trampki miałam ). Wróciłam po niego i dalej uciekałam.
Zlot
Siedziałam na kanapie w jakimś pokoju ( był dość zagracony ). Byli tu ludzie z jednego forum, na którym się udzielam, moja matka i babcia. Zaczęłam gadać z dziewczyną jednego użytkownika ( była ładna ) i powiedziała mi, że ma pracę powiązaną z biżuterią. Pokazała mi zapakowane złote łańcuszki, kolczyki i bransoletki. Były śliczne. W myślach sobie powiedziałam, że na pewno kupię kiedyś, niektóre z nich. Chłopakowi dziewczyny jakoś zepsuł się humor i kazał mi to oddać, żeby schowała. W pokoju był komputer, biurko stało na środku jakoś tak krzywo. Siedziała przy nim moja babcia. Trochę dziwnie się czułam. Dziwiło mnie to, że nie usłyszałam nic na temat mojego wyglądu, bo przecież jeszcze mnie nie widzieli. Było mi też głupio z powodu mamy i babci. Widziałam jeszcze administratora tego forum i jednego chłopaka, z którym stale rozmawiam. Ludzie wyszli, został tylko użytkownik, który przyszedł z dziewczyna i ten chłopak. W pokoju był jeszcze prysznic. Rozebrałam się i weszłam pod niego. Namydlałam się, myłam gąbką. Wyżej wymienieni stali przede mną i się przyglądali. Źle się z tym czułam. Próbowałam się jakoś zasłonić. Przez myśl mi nie przeszło, żeby poprosić ich, żeby wyszli.
W następnym momencie byłam w jakimś porcie. Patrzyłam na duży, biały statek pasażerski. Weszłam na pokład ( właściwie wskoczyłam, bo statek był oddalony o jakiś metr i nie było nic po czym mogłabym wejść ), bo zobaczyłam, że coś się na nim błyszczy. Była to bransoletka i naszyjnik, widziałam porozrzucane kawałeczki biżuterii. Takie same błyskotki miała dziewczyna, z którą rozmawiałam. Zaczęłam to wszystko zbierać. Gdy już zebrałam zeskoczyłam ze statku. Zaczęłam przeglądać to, co znalazłam i zauważyłam, że czegoś brakuje. Chciałam wrócić i tego poszukać, ale sobie odpuściłam i schowałam to co miałam, bo zobaczyłam kobietkę od biżuterii. Później widziałam ten sam statek, na który wskoczyłam w przybliżeniu, gdy był daleko od brzegu. Sterował nim kolega, który przyglądał się mi, gdy byłam pod prysznicem.
Niby to tylko sen, a mi i tak jest strasznie głupio.
Nieprzygotowanie do lekcji
Szłam do szkoły drogą, którą nigdy nie chodzę. Miałam ze sobą psa. Uciekł i podbiegł do pana, który otwierał akurat wyszedł z domu. Wszedł do środka. Chciałam go zabrać, ale z jakiegoś powodu sobie odpuściłam. Ruszyłam dalej. Byłam spóźniona na lekcję. Szatnia, w której się przebierałam wyglądała jak ta, która była w szkole podstawowej, do której chodziłam. Zauważyłam, że nie miałam plecaka. Zaczęłam go szukać. Pytałam siebie jakim cudem go zgubiłam skoro miałam go ze sobą ( dziwne, że byłam o tym święcie przekonana, bo jak szłam z pieskiem to miałam tylko smycz ). Powiedziałam sobie "no nic. Pożycze od kogoś kartkę i długopis" i ruszyłam do klasy. Trochę mi głupio było wejść tak bez niczego, ale jednak weszłam. Poszłam na sam koniec pożyczyłam od koleżanki, która jest bardzo wesoła i sympatyczną osoba kartkę. Nawet nie zapytałam czy mogę ją pożyczyć. Długopis mi sama dała. Usiadłam koło niej i odwrócił się do mnie chłopak, który jest bardzo cichy i miły. Powiedział "Gdzie byłaś? Wybroniliśmy Cię przed jedynką" i po chwili dodał "k**wo". Byłam w szoku. On coś takiego powiedział? Czemu? Jak go zapytałam to sam nie wiedział. W tym momencie nauczycielka zaczęła coś mówić, a ja zauważyłam, że... Mam mój plecak! Dziwiło mnie to, że się tu znalazł. Był trochę większy od plecaka, który noszę na codzień, ale jednak mój.
Komentarze: 0
Ściganie kryminalistów, satelita i znajomy z podstawówki.
Opublikowany: 17.03.2009, 22:43:07.
Kategoria:
bez kategorii
Satelita
Byłam z jakimś chłopcem nocą na łące ( moim kuzynem, choć pewności nie mam ). Chyba się czegoś obawiał, bo go uspokajałam. Nagle nad naszymi głowami zobaczyłam coś metalowego i dużego. Wystawało z tego kilka metalowych, chudych części i kilka kwadratowych, płaskich. Leciało dość nisko i bardzo wolno. Powiedziałam do chłopca "Popatrz, samolot" i wskazałam na to. Coś mi nie grało. To leciało za wolno i za nisko. Przyjrzałam się i spostrzegłam, że to nie jest samolot tylko satelita ( Nie wiem jakim cudem zmienił kształty... ). Przyglądałam się cały czas. Po chwili widziałam nas patrzących dalej na tego satelitę. Oprócz tego widziałam drzewo parę kroków od miejsca, w którym staliśmy. Nic więcej.
Znajomy
Wyszłam z moim szczeniakiem na dwór. Poszłam na podwórko dawnego znajomego. Trzymałam cały czas mocno psa, bo strasznie ciągnął. Grzegorz ( bo tak się nazywał znajomy ) wyszedł z swoim psem. Byłam trochę ździwiona, bo dawno go tu z nim nie widziałam.
Ściganie kryminalistów
Stałam przed sklepem. Koło mnie przebiegłu kilku podejrzanych mężczyzn. Wbiegli do biurowca, który składał się z samych szyb. Podeszłam do wejścia z ciekawości, ale gdy zobaczyłam biegnących policjantów to zaczęłam iść tak, że ich minęłam. Wolałam, żeby się nie czepiali. Któryś z nich powiedział, że muszą ich złapać. Stanęli przed biurowcem i wypuścili na chodnik jakieś małe mechaniczne robaczki, które świeciły. Widziałam to wszystko tak jakbym była w ciele jednego z tych policjantów. Robaki ruszyły do środka.
Stworek
Byłam w jakimś pokoju. Było tam jakieś dziwne stworzenie przypominające lalkę. Mówiło do mnie. Bałam się tego czegoś. Mówiło straszne rzeczy i strasznie wyglądało. W pokoju była chyba jeszcze jedna osoba. Później szliśmy jakimiś korytarzami, uważaliśmy na to, żeby nie dorwały nas jakieś dziwne stworzenia.
Żałuje, że tak mało zapamiętałam z tego snu. Było tam tyle (nie)ciekawych sytuacji.
Komentarze: 0
Duszki, UFO i Kapitan Hak.
Opublikowany: 15.03.2009, 23:50:44.
Kategoria:
bez kategorii
Duchy
Byłam w nocy na spacerze z jakąś osobą. Obserwowałam "tańczące" listki. Zauważyłam kilka półprzezroczystych duszków, które przypominały wróżki z Piotrusia Pana. Latały wolno i nie widać było u nich emocji. Zapytałam osoby, która koło mnie stała czy to widzi. Nie powiedziała nic. Zaczęłam się przyglądać listkom unoszonym przez wiatr i chmurom. Przemieniały się w te duszki. Byłam tym oczarowana. Dokładnie lustrowałam duchy. Gdy przestałam zauważyłam dziecko w wózku. Było maleńkie i przypominało lalkę. Wyglądało na to, że jakimś cudem się zgubiło ( do głowy mi nie wpadło, że ktoś je po prostu zostawił ). Było mi go trochę szkoda i chciałam je zabrać ze sobą, ale było coś, co mi nie pozwalało. Po chwili zrozumiałam, że ludzie go nie widzą i że to kolejny duch. Na drugi dzień poszłam do znajomej i zobaczyłam, że opiekuje się tym właśnie duszkiem. Strasznie mnie to ździwiło. Nawet nie zapytałam czy go widzi.
Chyba odbija mi się czytanie mang o duchach. Oj, tak.
UFO
Byłam w domu i zobaczyłam za oknem światło. Podeszłam do niego. Zobaczyłam latający talerz. Światło było skupione w jednym punkcie, jakby zamierzali coś/kogoś porwać. Wystraszyłam się i odsunęłam. W duchu modliłam się, żeby mnie nie zauważyli. Czułam, że jakoś mnie wykryli. Z jakiegoś powodu wyszłam na dwór. Teraz statek kosmiczny był nad moim podwórkiem. Przyglądałam się temu, chociaż strasznie się bałam. To coś było głośne, ale nie atakowało. Po prostu wisiało w powietrzu. Reszty snu nie pamiętam.
Kapitan Hak
Siedziałam obok Kapitana Haka z serialu "Piotruś Pan". Był ode mnie ze dwa razy większy. Rozmawialiśmy o czymś. Statek stał koło nas. Przeleciał Piotruś i Hak zaczął się złościć. Zaczęłam mu tłumaczyć, że nie może się denerwować za każdym razem, gdy widzi Piotrusia, przecież on nawet mu nic nie zrobił. Trochę się bałam Kapitana.
Komentarze: 0
Badania, przetrzymywanie wbrew mojej woli.
Opublikowany: 27.02.2009, 23:22:54.
Kategoria:
bez kategorii
Tytułowy sen
Byłam przesłuchiwana i badana w jakimś ośrodku. Gdy skończyli, prowadzili mnie dokądś. Ściany były białe, jak świeży śnieg. Drzwi również były białe i miały szyby na środku. Weszłam do jednego z pomieszczeń. Na krzesłach siedzieli moi dwaj koledzy z klasy, Paweł i Łukasz ( jednego darzę dużą sympatią, a drugiego już nie... ). Obok nas były drzwi wyjściowe. Zaczęliśmy rozmawiać i nagle Paweł powiedział, że chce iść. Wstałam i w tym momencie włączył się alarm, ktoś mówił, że nie mogą pozwolić im wyjść. Otworzyłam drzwi gwałtownie, przytrzymałam, bo bałam się, że się zamkną i więcej nie otworzą. Wokół budynku było ogrodzenie z drutem kolczastym. Zobaczyłam kilku żołnierzy z karabinami, którzy biegli w moim kierunku. Miałam nadzieję, że uda im się uciec, ale niestety nas złapali.
Niedokończony stosunek - po raz kolejny
Leżałam na kanapie obok jakiejś ładnej dziewczyny z długimi włosami. Była starsza ode mnie. Obok stał stolik a na stoliku stał... talerz z paluszkami rybnymi. Panna podeszła do stolika, wróciła do mnie i włożyła mi jednego do ust. Zjadłam go, po czym dziewczyna zaczęła mnie całować. Strasznie mi się to podobało i chciałam, żeby posunęła się dalej, ale cały czas się martwiłam tym, że nas ktoś nakryje. Zauważyłam drzwi od balkonu. W tym momencie dziewczyna wstała i otworzyła je i kazała wyjść na balkon. Nie miałam prawie na sobie ubrań. Nagle weszła ciocia i.... sen się skończył.
To nie pierwszy taki sen. Najczęściej w nich bardzo chcę, żeby doszło do zbliżenia, ale jednocześnie boję się, że ktoś nas nakryje i prawie zawsze moją partnerką jest kobieta, a jak to facet to ma opory i mnie odrzuca ( może to ma związek z tym, że nie specjalnie lubię chłopaków... ). I zawsze nam coś/ktoś przerwie... Jakaś tę(m?)pa jestem, bo nie potrafię zrozumieć czemu tak się dzieje.
Komentarze: 0
Kupowanie biletów, gadający obraz i pobyt na plaży
Opublikowany: 08.01.2009, 00:27:33.
Kategoria:
bez kategorii
Kupywanie biletów w tramwaju
Jechałam tramwajem z mamą. Nie miałam biletów. Mama powiedziała, że to załatwi. Po chwili wróciła, ale bez biletów. Ja tylko westchnęłam i podeszłam do kierowcy. Powiedziałam, że chcę bilety, a on lekko ździwiony zapytał "a pani nie chciała nowej legitymacji?". Pomyślałam "Mamo...Ty to masz pomysły... Ja chciałam bilety, nie nową legitymację!". Stara legitymacja i nowa w ogóle się nie różniły. Tylko ta pierwsza miała lekko zagięty prawy dolny róg. Właściwie to nie wyglądały jak normalne legitymacje szkolne tylko jak dowody. Zabrałam je i powiedziałam, że chcę bilety. Wysypałam pieniądze ( były dwie pięciozłotówki, jedna dwózłotówki i złotówka, reszta to drobne takie jak pięćdziesięciogroszówki ) i dałam mu złotówkę. Powiedział, że złoty czterdzieści się należy, ale nie z złośliwością czy obojętnością tylko lekkim zmartwieniem. No to dałam całe dwa złote, chociaż nie chciałam się ich pozbywać tylko tej złotówki. Dał mi bilety, miały niebieski pasek. Skasowałam jeden i usiadłam. Potem z mamą musiałam wysiąść. Szłyśmy na następny tramwaj. Nie chciało mi się jechać kolejnym, no ale musiałam. Jak z niego wysiadłyśmy to łaziłyśmy po jakichś torach. Zatrzymałam się przy czymś z betonu. Były tam ślimaki. Kilka było bez swoich "domków" ( ale to nie był ten gatunek, tylko one po prostu straciły te "domki" ) i wpełzało w jakąs dziurę. Wzięłam jednego do ręki (za ten "domek"), wypadł z tej skorupy, co mnie lekko ździwiło. Potem wypadł następny. Później zaczęła wylatywać jakaś szarawa paćka. Kolejne ździwienie. Patrzyłam przez chwilę na to z zaciekawieniem, ale potem trochę się zniesmaczyłam i uznałam to za obrzydliwe. Mama mnie zaczęła wołać z tramwaju. Musiałam się spieszyć. Wsiadłam do tramwaju i pojechałyśmy dalej.
Gadający obraz
Mój mały kuzyn ( 7 lat ) siedział na wysokim krześle. Trzymał psa mojego wujka, pamiętam jakieś pomarańczowe szelki. Wujek zabrał mu psiaka. Tu jest pustka. Potem leżałam na łóżku, które wyglądało inaczej niż moje, było chyba pomarańczowe i zaczęłam się masturbować (=='). Gdy skończyłam, zeszłam z niego i ruszyłam w stronę pokoju. Teraz nie było tam nikogo, tylko obrazy średniej wielkości. Podeszłam do jednego, przedstawiał głowę kobiety, uśmiechnięta była i lekko przekrzywiona. Trochę bardziej jak rysunek wyglądała. Cała biała, rumieńce jak w kreskówkach miała. Tytuł brzmiał "Białogłowa" czy "Białobrzega". Nagle się do mnie odezwała. Nie byłam zszokowana, chyba tego właśnie oczekiwałam i byłam strasznie przejęta/zadowolona tym, że przemówił. Mówiła coś o tym, że pies szkodzi, że trzeba się go pozbyć. Nie chciałam tego i chyba jej nie posłuchałam, ale po tej rozmowie byłam zadowolona. Włączyłam komputer. Miałam zamiar pisać przez gg z kolegą, którego znam z forum internetowego. Chciałam mu powiedzieć o tym, że gadałam z obrazem. Zaczęłam wklejać jakieś kwiatki, trochę jak z plasteliny wyglądały, tak jakby w komputerze był jakiś obraz tworzony przeze mnie. Potem zrezygnowałam z tego i zminimalizowałam okienko. Na ekranie pokazało się coś, co wyglądało jak powiększenie ekranu komórki cioci. Zaczęłam najeżdżać strzałką na różne opcje...
Pobyt na plaży
Byłam z jakimś chłopakiem i dziewczyną na plaży. Siedzieliśmy pod parasolem (byłam zwrócona tyłem do lasu) Nikogo więcej nie widziałam. Wiał gwałtowny wiatr, woda była strasznie niespokojna. Przez chwilę było nam zimno, ale zajeliśmy się grą, która polegała na dodaniu kilku liter do naszego imienia (pamiętam, że imię chłopaka brzmiało Christian), żeby wyszła nazwa jakiegoś przedmiotu na plaży. Potem była jeszcze inna gra, powiązana z wodą i zwierzętami, które tam mieszkają. Pamiętam coś o fokach i rekinach. Zimny wiatr wiał mi w plecy, podobało mi się to. Parasol zaczął się strasznie wyginać. Właściwie to tylko jego górna część (materiał) się poruszała, dolna stała i ani drgnęła. Nagle znalazłam się na półpiętrze jakiejś klatki schodowej. Stałam na łóżko. Zobaczyłam małego krokodyla, ale to nie było krokodyle dziecko, on był po prostu nie zbyt długi ( z pół metra, może trochę więcej ). Wchodził po schodach i był w ubraniu. Byłam sparaliżowana, bałam się, że jak zejdę to się na mnie rzuci. Gdy był jeszcze wyżej pomyślałam o tym, żeby szybko zeskoczyć i zbiec, ale nadal się bałam, że szybko zejdzie i mnie dopadnie. Zamknęłam oczy i zaczęłam wzywać kobietę z obrazu. Miałam wielką nadzieję, że mnie usłyszy, że przeniesie z powrotem na plaże. Nie zrobiła tego, chyba nawet mnie nie usłyszała. Na parterze, na schodach stała jakaś osoba, którą znałam i robiła coś. Był tam też chłopiec, który kojarzył mi się z moim kuzynem. Krokodyl już wszedł na kolejne piętro. Chłopiec szedł tam gdzie on. Zaczęłam mówić, żeby tam nie wchodził, żeby zszedł na dół. Zszedł, przynajmniej tak mi się zdaje. Krokodyl wrócił, ja cały czas stałam na łóżku. Osoba, która była na parterze zaczęła z nim rozmawiać. Okazało się, że to jest jakby mieszkaniec i ta dziewczyna ( bo chyba była dziewczyną ) miała coś dla niego tam zrobić. Poczułam ulgę.
Kolega i krokodyl
Stałam naprzeciwko jakiegoś krokodyla. Bałam się. Był tam też znajomy z jednego forum, z którym się ciągle przekomarzam. Chyba byliśmy na bagnach, były tam drzewa. Zobaczyłam, że gad się na mnie szykuje i znajomy się na niego rzucił, żeby mi pomóc.
Niestety nie pamiętam czy kolega wygrał czy krokodylek zrobił sobie z niego obiadek.
Komentarze: 0
|  |
|  |