Jestem wraz ze swoją dziewczyną w wielkim luksusowym hotelu z basenem i olbrzymim holem. Nagle spotykamy się na korytarzu z kilkoma znajomymi jeszcze z czasów liceum. Zaczynamy palić blanta podajac sobie po koleji. Następnie robimy to samo ze szklanka piwa podajac sobie jak jointa. Każdy robi tylko jeden łyk i jeden buch. Jest mistrz ceremoni który podchodzi do każdego spogląda mu w oczy i wtedy decyduje kto może palić. Atmosfera trochę straszna ale po jakims czasie zaczyna mi wchodzić marycha i zaczynam si9ę śmiać. Spotykam mojego starego kumpla z liceum który nie palił ale śmieje sie razem ze mną. Nagle chodze sobie z moim psem na smyczy. Zatrzymuje sie przed wielkim basenem. Przywiązuje smycz do płotu i wchodze się wykąpać. Samego tego momentu nie pamiętam. Kiedy wychodzę spowrotem i próbuje go odwiązac on jak gdyby nigdy nic rzuca do mnie tekst ,,no daj mi papierosa" Nie zdziwiło mnie to w ogóle i zaczynam przepraszać że zostawiłem go tu samego tak długo i nie dąłem mu chociaż jednej fajki. Nagle woła mnie jakiś koleś. Grozi mi palcem. Mówi że tak nie wolno. Woła kierownika i mówi mu że widział że jakiś cżłowiek palił tutaj papierosa ( a nie wiedzieć czemu było to bardzo karalne) Nagle wchodzi mój pies Właściwie to człapie z takim śmiesznym wyrazem twarzy z tym papierosem w pyszczku. W ogóle wyluzowany jakby na haju. Ja mówie do tego kierownika że ten jego pracownik to jakiś kretyn bo to nie człowiek palił tylko pies