Przyszłam do małego, drewnianego kościoła, było w środku jasno. Usiadłam gdzieś na brzegu ławki i czułam, że wszyscy się na mnie patrzą jakbym zrobiła coś nie tak. Wkońcu zrozumiałam, że chodzi o to, że jakby siedze w nieodpowiednim miejscu i moge miec przez to kłopoty. Stwierdziłam, że lepiej się przesiąść. Siadłam obok dwóch dziewczyn, które chodziły kiedyś do równoległej klasy, ale nie miałam z nimi jakiś tam kontaktów. Wtedy głównym wejściem wszedł Hitler zmierzając do ołtarza. Poczułam wściekłość "jak on może wejść do kościoła, jak on może tak się rządzić, nawet w kościele, kościół nigdy nie będzie jego". Siedziałam na tej mszy i jedna z dziewczyn sztuchneła mnie żebym szła z nimi do Hitlera. Poszłam, nie wiedząc o co chodzi. Okazało się, że mam mu podać w tych małych buteleczkach wino i wode do Eucharystii. Poszłam do jakby spiżarni poszukać tej wody i wina. Ale nigdzie nie mogłam tego znaleść. Czułam, że to trwa zbyt długo. Wkońcu znalazłam wino w lodówce w misce. Z niecierpliwości wszedł Hitler zobaczyć co ja tak długo robie.
Potem śniło mi się, że widziałam, jak świat się zmienia, szarzeje, budynki zamieniają się w bloki, miasta... Było tak szaro... a ja nie nawidze szarości. Było przytłaczająco, a ja byłam tak buntowniczo nastawuiona. Ktoś był zamknięty w jakimś dużym budynku, chyba była to moja siostra, chciałam ją z tamtąd wyciągnąc. Potem szłam koło tego budynku i krzyczałam patrzac sie na te szare mury, w strone okien, że "oddałabym to wszystko żeby tylko się znaleść w Spytkowicach" (miejscowości w której mieszkam). Brzmiało to tak jakbym posiadała coś cennego.