Login:     Hasło:           Zarejestruj się / Zapomniałem hasło

Dziennik snów


Ten blog należy do użytkownika: malawi.



Strona główna blogu

Kategorie

» Pokaż wszystkie

» dziennik snów (52)

Kanał RSS

RSS FeedJeśli chcesz dodać ten blog jako kanał do Twojego czytnika RSS, kliknij na logotyp:

Wszystkie blogi

Odwiedź pozostałe blogi lub załóż swój własny!

...wszystkie blogi


18 sierpień - sen we snie :)
Opublikowany: 18.08.2008, 11:09:54. Kategoria: dziennik snów.
Jestem w domu, czyszczę akwarium. Chyba chce wylać całą wode zeby zlikwidować slimaki, które się tam zalęgły. Wyławiam z akwarium ryby i wkładam je do wiadra z wodą, wylewam wodę z akwarium, zostało juz tylko trochę na dnie. cięzko mi je sięgnąć (ryby) bo akwarium duże i ledwo co siegam do dna.
Ktoś mi przeszkadza, prosze żeby przyszedł poźniej. Odwracam sie w strone akwarium a ono znow jest prawie pełne. ryby pływają pod samą tafla wody a ja je wyciągam siatką. Co dziwne, że one wcale nie uciekają, tylko jakby przy szybe czekały az je uchwycę w siatkę i wyłowię.

Wychodzę z domu. Nie wiem jak ale znajduje sie w innym mieście, przyjechalam tam po cos ale nie wiem po co. Ide ulicą między wielkimi, ceglasto pomaranczowymi budynkami. Rozglądam sie. Czuję sie z jednej strony zgubiona a z 2 strony jakbym wiedziala wewnętrznie gdzie iść, jak by mnie cos wewnetrznie prowadziło. Nie wiem gdzie ide, idę przed siebie i wiem, ze trafię.

Przechodzę kolo budynków, przechodzę przez jakis rynek. Jest tam pełno kupców, wołają mnie, pokazują rożne rzeczy, zachęcają do kupna. Dla mnie ten towar jest tandetny. Inni sie podniecają, kupują na zapas a dla mnie to zbedne śmieci. NIe potrzebuję nic kupować, wszystko co mi potrzebne to mam w moim plecaku.
Za rynkiem jest brama z duzymi, żelaznymi drzwiami wtopiona w dość wysoką podmurówkę. Postanawiam przed przejściem przez nią odpocząc. Siadam na tym murku i nagle koło mnie siedzi moja przyjaciółka. Nic nie mówimy tylko siedzimy. Zaczyna sie sciemniać. Jest jeszcze jasno ale niebo jest już ciemniejsze niz w dzień, widac co niektóre gwiazdy.

Nagle widzę jaby gwiazdy ale nie gwiazdy. Kilka świecących punktów ułożonych we wzór, poruszających sie po niebie z dużą predkością. Pokazuję koleżance to a ona patrzy ze zdziwieniem. Mowię, że to UFO, że oni istnieją, ze teraz mi chyba wierzy. Ufo zatacza kólko nad moją głową i leci dalej. Czuję, że muszę im coś powiedzieć i skupiam się bardzo mocno wysyłając do nich myśli. Odlatują. Nagle patrze- wracają, chyba usłyszeli. Coś im przekazałam i odlecieli. NIe wiem co za wiadomość im przekazałam icon_smile nie pamiętam.

Wstaję, idę przez te brame i nagle znajduję się w mieszkaniu.
Mieszkanie jest chyba moje, bo czeka tam na mnie mój kot, leży na parapecie. Podchodzę do niego, głaszczę go. Patrzę przez okno i widzę, ze to mieszkaie jest chyba na samej górze, na ostatnim piętrze, jakby prawie juz w chmurach. Otwieram okno, zdejmuje plecak z ramion i stawiam go n podłodze. Patrzę a w plecaku mam tylko wodę z rybami, które wyłowiłam w akwarium! Zastanawiam się jak to możliwe ze ten plecak nie przesiąka.

Nagle mój kot zaczyna miauczeć. Patrze a na firance siedzi motylek, zaplątał sie biedny w oczka firanki. Zdejmuję go z tej firanki i puszczam wolno ale on wraca i siada mi na palcu. Przyglądam się mu a on rozkłada skrzydła. Niestety jedno skrzydełko weszło mu przy rozkładaniu pod obraczke, którą mam na palcu. Biedny nie może rozwinac skrzydeł. Zsuwam obraczkę z palca i uwalniam mu skrzydełko. W tej chwili on rozwija je i jest ogromny!!Skrzydła są kolorowe, większe od mojej dłoni. Motyl jakby czeka chwilę zebym mu sie przyjrzała dobrze. Oglądam go z każdej strony i podziwiam.
Motyl odlatuje. Robi się wielki, siada w kącie pokoju i jakby czeka. W tej same chwili ja czuję, że muszę się położyć i odpocząć. Kładę sie i zasypiam.

Naglę sie budzę. Wstaję i czuję, że muszę wyjść, że gdzieś mialam isć.
Wychodzę z domu i idę. W tej chwili zdaję sobie sprawę, ze znam dobrze to miejsce, ze gdzies je juz wczesniej widzialam ale nigdy tu nie byłam jeszcze. No tak, to mi sie przed chwilą sniło!!!
Ie przed siebie, widze ceglane wielkie budynki, skręcam za róg, wchodzę na rynek. Ludzie kupują wszystko jak leci w pospiechu - ubrania, jedzenie, kupcy mi wciskają swoj towar ale ja niczego nie potrzebuję.
Podchodzi do mnie jakiś mały chłopiec i daje mi zegarek. Zakładam go na rękę i idę. Przechodzę przez bramę i znajduję się w mieszkaniu. Stawiam na ziemi plecak z rybami a on jakby zamienia sie w wiadro.

Wychodzę na korytarz i wiem, że muszę kogoś znaleźć . Tak, muszę znaleźć swojego brata, żeby mu pomóc. W tej samej chwili go zauważam. Wołam go i wchodzi ze mną do mojego mieszkania. Jest chyba narkomanem, nie zachowuje sie normalnie. Zaczynam go pouczac i umoralniać. On przyznaje mi rację i podchodzi do tego wiadra z rybami. Mowię mu żeby ich nie ruszał,że jeszcze nie moze. On wkłada rekę do wiadra i wyciąga jedną rybę, która natychmiast w jego ręku zamienia sie w zamrożoną, otoczoną warstwą lodu rybę.
On za wszelką cenę chce zobaczyć ją i całą siłą próbuje rozłamac ten lód. krzyczę, że nie siłą, nie tak powinien zrobić, że przecież tak ją złamie i zabije. On nie słucha. Nagle lód pęka i widac kawałek ryby. Niestety ona tez trochę pękła. Wyrywam ją z jego rąk i lód się roztapia, ona ożywa w moich dłoniach. Wkładam ja do wiadra i pływa, cała i zdrowa.

dalej rozmawiam z bratem ale on przytakuje mi a ja wiem, ze i tak zamierza postąpić inaczej. Wpatrzony przed siebie tylko kiwa głową po czym wstaje i schodzi schodami w dół. Ja wracam do mieszkania.



ps.
za bramą znajdował się cmentarz. gdy szłam i przyglądałam się to zza tej wysokiej podmurówki wystawały czubki półokrągłych, równiutko poustawianych, białych nagrobków.

Komentarze: 0

16 sierpien - królowa, kwiaty i szkoła
Opublikowany: 16.08.2008, 09:18:22. Kategoria: dziennik snów.
Stoje w jakimś zamku.Przede mna stoi królowa i mówi, ze od teraz cos tam bedzie, wprowadza nowe zasady, pokazuje mi duży, srebrny kwadrat. Po chwili orientuje sie, ze to ona wprowadziła tradycję prezentów w Boze Narodzenie icon_biggrin
Nagle spod sufitu zaczynają spadac srebrne paczuszki. W ogóle to cały zamek jest srebrny, wszystko tam jest srebrne - ściany, sufit, podłoga, nawet sama królowa!! Te paczuszki nie spadają na mnie tylko jakby były niefizyczne, niematerialne - spadaja we mnie, wsiakają we mnie, jakby energia.

Królowa każe mi nagle poukładać kwiaty w wazonie. Stoi wielki wazon przy jakby ołtarzu. zaczynam się zastanawiać czy to nei jest kościół, ale stwierdzam, ze to jednak zamek.
W wazonie stoja 3 wiązanki z róż, duże wiazanki. Wyjmuję je i chce ułożyć. Rozcinam sznurek (kwiaty sa jakby po kilkanascie zwiazane sznurkiem) i kłade te róże na podłodze. Nagle, przed sobą widze kredki i flamastry różnokolorowe. Postanawiam, że na dno włożę te flamastry a między nie poutykam kwiaty, bo są za krótko ścięte i ledwo co widać czerwone paczki z tego wazonu.. Układam te flamastry na dnie wazonu.

Nagle znajduję sie na przystanku. Czekam na autobus. Obok mnie stoją ludzie, jakiś facet z duzym, rudym, włochatym psem. Odsuwam się od nich. Trzymam w ręku bilet. Nagle podjeżdża autobus i wsiadam do niego. Po 2-3 sekundach, gdy autobus rusza i drzwi sie zamuykają orientuję sie, że jestem nie w tym co trzeba autobusie. Krzycz do kierowcy, zeby otworzył drzwi i wyskakuję z niego podczas, gdy on jedzie dalej. Wsiadłam do autobusu, który jedzie w przeciwną stronę.
Widzę po drugiej stronie ulicy autobus i biegnę do niego. Mam na ramieniu torbę więc orientuje się, że chyba jade do szkoły. Wsiadam do autobusu i na samym końcu, na tych najdłuższych siedzeniach widzę 2 koleżakni. Ide sie do nich dosiaść. Rozmawiamy i nagle autobus się zatrzymuje i wsiadają kontroerzy a raczej 2 kobiety. Sprawdzają bilety a ja orientuję się, że nie skasowałam biletu, zagadałam się. chcę go skasować i sięgam do kieszeni ale wyciągam już tylko skasowane, stare bilety, nie mogę znaleźć tego nowego. Mówię sobie trudno, najwyżej zapłacę karę, która mi sie należy. Jedna z kontrolerek podchodzi do mnie i prosi o bilet. Mówię, ze nei mogę znaleźć i ze nie mam. Ona wyciaga jakas karteczke i mói że mam szczęscie, ma jeszcze jeden kupon tylko muszę podpisac. Jest to zobowiazanie, że przyjdę gdzieś i skorzystam z jakiejś usługi. Oddycham z ulgą, podpisuję.
Wysiadam, wchodze do szkoły. Wchodzę do sali. Siedzi tam nauczyciel i przepytuje kogoś, jakąs dziewczynę, każe mi wyjść. Mówię, że tylko zostawię torbę i już idę. Zostawiam ja i wychodzę. Rozmawiam jeszcze z kimś i chcę gdzieś iść. Nagle orientuję się, że nei mam torby z książkami! Teraz wiem dokładnie gdzie jest - lezy w sali- ale w śnie jakby mi ten moment umknął. Stwierdzam, że pewno zostawiłąm ją w tym zamieszaniu w autobusie, mówie trudno.

Znów znajduję się w tym srebrnym zamku. Królowa jest trochę zła, krzyczy, no może nie krzyczy na mnie ale podirytowana mowi do mnie, ma pretensję. Pokazuje mi na kwiaty, które leżą na podłodze. Mówi, ze ich nie wsadziłam, zostawłam na ziemi i zwiędły. Jestem zdziwiona. Kwiaty lezą faktycznie na ziemi ale ja tamte włożyłam do wody. przypominam sobiew dokładnie jak nalwałam wody do wazonu, jak flamastry puszczały kolor i woda stwała się kolorowa i jak wkładałam tam róże.
Na dodatek tamte kwiaty to były czerwone róże a te, które leżą na ziemi są białe i przypominają lilie a może raczej takie białe dzwoneczki. Faktycznie są zwiędłe.
Biorę je dop ręki i stwierdzam, że tylko niektóre sa ochlapłe, że jak się je oderwie to będzie Ok a może nawet bez odrywania odżyją po wstawieniu do wody.

Komentarze: 0

15 sierpień - zmartwychwstanie
Opublikowany: 16.08.2008, 08:50:17. Kategoria: dziennik snów.
Sen ciężki, przygnębiający. Po przebudzeniu nie mogłam długo zasnąć.

Stoję przy jakiejś łące i przed sobą widzę zwłoki. Dzwonię, nie wiem do kogo, żeby po mnie przyjechali, bo ja tamtędy nie przejdę. Podjeżdża mój mąż samochodem. Nagle zwłoki się podnoszą i okazuje się, ze jest to meżczyzna. Na dodatek na plecach, jakby na barana trzyma 2 zwłoki - dziecko.
Mężczyzna stawia dziecko na z ziemi, otrzepuje sie z piasku i odchodzi. Dziecko zostaje i nagle słyszę, jak mój mąż je woła. Przygladam się i widzę, że te chodzące zwłoki to mój syn! Jest normaly, uśmiechnięty tylko ciało tzn: głowa i pół szyi, ręce za łokcie i nogi za kolana ma trupio sine, fioletowe. Wydaje mi się też, ze nie za ładnie pachnie, czuc zwłoki. Mój mąż szczęśliwy wsadza naszego syna do samochodu, rozmawiają,śmieją się a ja nie chce wsiąśc do tego samochodu, wiem, że nie mozemy go wziąć ze sobą, czuję, że musimy sie go pozbyć. jestem przerazona sytuacją.
budzę się.

Po przebudzeniu czułam sie bardzo dziwnie. NIe czułam strachu ale jakby żal i straszny niepokój, jakby poczucie winy... :(
Nie mogłam zasnąć.

Komentarze: 0

3 sierpnia
Opublikowany: 09.08.2008, 09:24:48. Kategoria: dziennik snów.
Sniło mi się, ze miałam wielkiego psa. Był ogromny - większy od Doga, prawie jak mały cielak) czarny i włochaty. Był moim przyjacielem i był to najprzyjaźniejszy i najbardziej delikatny i łagodny pies jakiego znałam i w zyciu widziałam. Bardzo posłuszny. Wszyscy dookoła bali się tego psa ale gdy zauważali, ze jest miły bawili się z nim, nawet takie małe dzieci.
Pies był zabawny, ciągle skakał, wcale nie szczekał, ganiał sie i podgryzał leciutko moja dłoń (nie bolało) zachęcając w ten sposób do zabawy. Ja bez przerwy karciłam go, ze nie wolno, bo jest duży i moze komuś zrobić krzywdę, ze nie wolno używać zębów.

Komentarze: 0

8 sierpnia
Opublikowany: 09.08.2008, 09:18:43. Kategoria: dziennik snów.
Jest ładna pogoda, lato. Stoję i czekam, bo wiem, że odbędzie sie ślub mojej znajomej. Stoje i przygladam się, bo nie wiem, kto będzie jej mężem.
Nagle zjawia się młody i okazuje sie, ze jest to mój jakis krewny. Pytam się co u niego. Nagle młoda mówi, że musi jeszcze jedną sprawe załatwić i ucieka, każąc na siebie czekać. Czekamy a ona znika za rogiem bloku.
Po chwili słyszę jakieś trzaski (nikt ich nie słyszy) i widzę, ze stoje na dróżce osłonietej z obu stron siatką metalową. Nagle w te siatki, pomiędzy którymi stoję uderzają jakby pioruny, niebieskie wyładowania elektryczne. Nic mi nie robią chociaż wszyscy wokół się chowają a ja biegnę pomiędzy tymi piorunami i iskrami, bo wiem, że cos niedobrego się wydarzyło. Dobiegam do tego bloku i nic nie widze. Postanawiam isć z boku bloku, bo nie dają mi spokoju te pioruny. Pamiętam, ze gdy uderzały w siatke mialam myśl - juz po niej!
Podbiegam z boku bloku i widzę pannę młodą lezącą, zwisającą bezwładnie w tej swojej sukni białej na suszarce balkonowej. Nagle mam jakby wizję, ze ona biegnie po dachu chcac stamtąd skoczyć na balkon, żeby wejsć do mieszkania i razi ja prąd.
Najbardziej mnie zdziwiło, ze pan młody sie wcale tym faktem nie przejął.

Potem byłam jeszcze w szkole, na korytarzu, Było pusto. Chodziłam po korytarzach i patrzyłam na parapety, na kwiatym które tam stały. Wyraźnie szukałam czegoś. Nagle pojawił sie mój nauczyciel i spytał co słychać. gdy sie pojawił w tym samym momencie zauważyłam kwiat, którego szukałam (w rzeczywistości tego kwiatka szukam w rzeczywistości od 2 lat i nie moge znalezc ani u znajomych ani w kwiaciarniach) . Wzięłam i wyrwałam zadowolona 1 odnóżkę z pączkiem i wyrastającymi maleńkimi, zielonymi listkami.

Komentarze: 0

    12345678910111213   >


Strona przeznaczona jest dla otwartych umysłów co swoje sny zgłębiać pragną. Wszelkie materiały umieszczone na stronie podlegają prawom autorskim i nie mogą być one rozpowszechniane w żadnej postaci bez zgody ich autora. Główne tematy strony to: znaczenie symbolika interpretacja snów, sennik, sny erotyczne, świadome śnienie, senniki, sny. Wykonanie i utrzymanie strony - www.itbvega.pl

web stats stat24