Login:     Hasło:           Zarejestruj się / Zapomniałem hasło

Dziennik snów


Ten blog należy do użytkownika: malawi.



Strona główna blogu

Kategorie

» Pokaż wszystkie

» dziennik snów (60)

Kanał RSS

RSS FeedJeśli chcesz dodać ten blog jako kanał do Twojego czytnika RSS, kliknij na logotyp:

Wszystkie blogi

Odwiedź pozostałe blogi lub załóż swój własny!

...wszystkie blogi


Kilka ostatnich snów CD.
Opublikowany: 20.09.2008, 10:56:12. Kategoria: dziennik snów.
Znow przyjecie, jakeis wesele chyba. tak to wesele. Wiem ze mam na nim wystapic. ide ze znajomymi przez małe miasteczko a raczej wioskę. Widze małe domki, male, pietrowe i dwupietrowe bloki, nie ma chodnikow tylko piaszczysta drozka. Dookola zapach przyrody, piekne pola i kolorowe kwiaty. ide ta drogą i muskam reka złote łany żyta. Podziwiam widok. Nagle znajdujemuy sie na rozdrożu, skrzyzowaniu dróg. Stajemy. Znajomi zastanawiaja sie w ktora strone isc, nikt nie ma pojecia w zasadzie dokad zmierzamy i gdzie ta impreza. POstanawiaja ze zostana tu i zaczynaja grac. mowia, ze przeciez ktos bedzie na pewno tedy przejdzal, jak bedzie jechal na impreze to musi tedy jechac, bo nie ma innej drogi.
Patrze na nich i stwierdzam ze to takie hmmmm głupie, łatwe, dac sie komus prowadzic, a skad wiadaomo ze on pokaze dobra droge??? Postanawiam ze nie bede czekac z nimi. mowie ze juz nie chce z nimi wystepowac i sama znajde droge, ktora tam prowadzi. Patrze na te 3 sciezki, wybieram moim zdaniem odpowiednia i ruszam w droge. Oni zostaja tam i czekaja.
Dosc długo szłam az w koncu znalazłam budynek, w którym jest cała impreza. Wchodze do srodka i widze stoły bardzo licho zastawione, w zasadzie to nic na nich nie ma a to co stoi to taki tandetny badziew. Widze tez znajome osoby, ktore siedza za stolem i sie podniecaja ze w gole tam sa, ciesza sie. Patrze na nich i nie wiem z czego sie ciesza.
Podchodzi do mnie znajomy i mowi ze juz niedługo sie zacznie.
Za chwile wszyscy zobacza po co tu sa. Nie wiem o co mu chodzi ale pokazuje mi pod stolem torbe. zagladam do niej a tam bomba. On chce wysadzic te cała impreze. czeka az wszyscy sie zbiora a wtedy zrobi wielkie BUM!
Nagle widze mojego syna, chwytam go za reke i kaze siedziec cicho bo za chwile bedziemy musieli stad uciekac.
podkradam sie do tej torby i kradne z niej cos, chyba bombe. Widze otwarte okno i z dzieckiem wyskakuje przez nie. Kolega zauwaza nas, wscieka sie i zaczyna nas gonic.

Wskakuje z tego okna do wody. W ogole to patrze ze poza tym budynkiem gdzie zle sie dzieje to nei ma dookola suchego ladu. Wszedzie woda i wysoka zielona trawa. Płyne tą wodą, wokol mnie pływaja piekne duze ryby, kolega nas sciga le nie moze, boi sie wejsc do tej wody, leci za nami. Nurkuje z synem pod wode i o dziwo nie topimy sie tylko płyniemy ukryci pod woda, swobodnie oddychajac.
Wynurzamy sie spod wody i okazuje si ze zgubilismy kolege. Oddycham z ulga ale widze ze nie ma nadal sladu suchego ladu. Płyniemy wiec dalej i dalej. Spotykam swojego meza, ktory płynie pływajacym samochodem. Zaprasza nas do srodka. Wsiadamy i płyniemy. Widzimy nagle w oddali jakby wyspe z zabudowaniami. Moj maz stara sie tam płynac ale płynie płynie a ten lad sie oddala.
Stwierdzam, ze musze go zostawic, musze wysiasc, tylko o wlasnych silach, bez niczyjej pomocy moge tam dotrzec.
Biore syna za reke, wysiadam z samochodu i płyne w strone ladu.
Dopływamy na brzeg, witaja nas jacys ludzie. Na srodku tego ladu stoi duzy, drewniany budynek, wiem ze mamy do niego isc.

Komentarze: 0

Kilka ostatnich snów
Opublikowany: 20.09.2008, 10:35:32. Kategoria: dziennik snów.
Mialam czas "szybkiego życia" i nie za bardzo warunki i czas na dziennik snow, wiec teraz, korzystając z chwili i okazji opisze, chociaż tak pobieżnie, kilka ostanich snow a moze raczej skrawków zapamietanych, gdyż z upływem czasu wspomnienia snow sa bardziej mgliste.

Tak więc snilo mi sie od tamtego czasu

- Spotkanie ze zmarłym dziadkiem. Stał i czekał jakby nie wiedział, gdzie jest i co ma robić. Gdy go zobaczyłam to byłam szcęśliwa. Przytuliłam go do siebie i powiedzialam, ze teraz bedzie inaczej, teraz bedzie mieszkał ze mna i bede dbała o niego i nie umrze tak jak umarł, bedzie żył dłuzej i szczesliwiej.

- nastepny sen był dziwny. Dotyczył usób umarłych i osób, z którymi nie mam kontaktu. Zmarli - matka, dziadek, babcia, osoba z ktora nie mam kontaktu - ojciec.
Stalam w jakims pomiesczeniu, gdzie było duzo ludzi. Było to jakies przyjecie. Nagle zauważylam babcię. Bardzo isę zdziwiłam tym widokiem, gdyż wiedzialam, ze ona nie zyje. Zaczelam cos do niej mowic ale ona nic nie odpowiadała, patrzyła tylko na mnie twarza bez żadnego wyrazu. Zaczelam do neij mowic z jesczez wiekszym przejeciem, płakałam ale nic to nei dało. Obok zauwazylam dziadka i on podszedł do mnie i mnie przytulił. Płakalam i cieszyłam sie ze on mnie rozumie, ze mnie kocha. co dziwnego czulam jego dotyk we snie i bardzo wyraźnie jego zapach...
Potem znalazam sie na ulicy z moim ojcem. szlismy na jakies zakupy. Ja go spotkalam a on zaczal do mnie mowic i zaprosi na zakupy (normalnie nie mamy kontaktu kilkanascie lat) Wiem, że mialam jakies pieniadze, pol bylo moich a druga polowa brata, miałam mu je dac. W zasadzie to mu je dawałam ale on nie chciał, prosił, zebym je trzymała bo jemu w tej chwili nie sa potrzebne a jak mu je dam to on wyda. mam je trzymac i jak on mi powie to mu wtedy je dam.
Szlismy wiec z ojcem na zakupy ale jemu na cos zabrakło pieniedzy. W jednej kieszeni mialam swoje pieniadze a w drugiej te co byly dla brata. w trzeciej zas jakies inne pieniadze ale juz nie z tej puli co byla podzielona miedzy mnie a brata. Wyjelam wiec te z 3 kieszeni, bo wiedizlama, ze jak mu dam tamte to bedzie problem i matka bedzie sie czepiac.
Ojciec cos kupił i poszlismy gdzies.
Nagle znalazłam sie w domu i w kuchni stała matka gotujac obiad. Spojrzala sie na mnie i spytala gdzie bylami co robilam. opowiedzialam jej i od razu miala do mnie rpetensje o pieniądze, ze dalam ojcu. Ja zła ale zarazem dumna, ze nie wyjdzie na jej racje, wyjelam piweniadze i pokazalm jej, ze mam, ze te co dalam ojcu to były moje. Byla bardzo zła, ze nie moze na mnie krzyczec, ze nie ma racji.
potem znow sie znalazłam z ojcem, tym razem w innym domu. Spytalam sie
kiedy on to zbudował? Odpowiedział, ze chciał zbudować dom ale za długo to trwa i on źle to robi i to nie ma sensu, za pozno juz jest. zaczal płakać. Popatrzyłam sie dookola i dom wygladał bardziej jak stodoła a nie dom. Był drewniany, jakby stelaż z drewna - sciany bez okien, dach i w srodku takie 2 podesty z drewna, jakby pietra. Dokładnie tak jak w stodole, sciany tego domu były z desek i przeswitywalo przez nie słonce.
ojciez wstal i zaczal niszczyc ten dom, placzac i mowiac, ze to juz bez sensu i nei ma znaczenia. Chcialam go powstrzymac i mowiłam, ze przeciez ja mam pieniadze i mu pomoge, ze mozna to ocieplic, dobudowac, ze da sie zrobic ale on nei słuchał, krzyczal tylko ze spieprzyl wszystko i juz za pozno, zaczal burzyć dom a ja nie mogłam go powstrzymac.

Komentarze: 0

1 września - sen we śnie, apokalipsa inaczej
Opublikowany: 02.09.2008, 08:53:40. Kategoria: dziennik snów.
Widzę na niebie, że dzieje się cos moze ni niedobrego ale cos bardzo dziwnego, coś, czego na pewno do tej pory nie bylo i nikt tego nie widział. Na niebie świeci księżyc ale jest jakoś dziwnie duży, wręcz ogromny. Myślę sobie, że to bardzo dziwne ale moze się i dobrze składa, że jest taki duży to w końcu wyjmę teleskop i go sobie dokładnie obejrzę. Nagle powstaje rozbłysk światła jakby wybuch i podmuch. Budzę się.
Jestem w swoim starym domu. Ktos puka, otwieram - moja przyjaciółka (a raczej dawna przyjaciółka, bo w rzeczywistości nasze drogi sie rozeszły kilka lat temu). Przychodzi do mnie z pieskiem - malutkim, najwyzej 15cm szceniaczkiem. Siedzimy rozmawiamy i nagle ona dostaje telefon mówi mi, że musi iść. Ona wychodzi a ja po pewnym czasie orientuję się, że zostawiła u mnie tego psa. Dzwonie d niej, żeby się wróciła kawałek a to ja wyjde i bede szła w jej stronę i oddam jej psa. W tym czasie piesek chce kupę i wybiegam z domu, zeby sie zalatwił. Psiunio nie chce zrobić co musi wiec idę w stronę koeżanki.

Spoglądam na niebo i widzę, ze księżyc jet nienaturalnie wielki. Widac na nim kratery i wzgórza. Nagle coś zaczyna się pojawiać obok niego, błyskać mocniej, raz jasniej raz ciemniej. Przyglądam sie temu i myśle ze to słonce. Ludzie sa w szoku, nie wiedza co sie dzieje, nie wiedzą co maja robić, niektórzy krzyczą. ktoś woła, zę wszyscy mają patrzeć, bo tego 2 raz nie zobaczą. zaraz bedzie zacmienie księżyca słońcem w środku nocy.
Nie podoba mi się to. Dostrzegam jednak, ze to nie jest z całą pewnością słońce. Skupiam się i przyglądam sie temu. zanika blask słoneczny bijący od tego i widzę teraz dokładnie co to. Szczerze mówiac widzę to ale nie mam pojęcia czym to jest.
Wygląda to jak pakowane figi w okrgłą paczuszkę albo mogę to jeszcze porównać do przekrojonego w szerz na pol pomarańcza. Jest to okrągłe a w środku ma jakby trójkąty pozaokrąglane (na kształt jak w napisie viva). te trójkąty świecą, obwódka tego swieci a reszta jest czarna. nagle to zaczyna sie obracac i widzę, ze tego czegoś nie ma i patrzę na księżyc. Kręci sie on, widz go bardzo dokładnie, myśle sobie, ze to super, ze nei musze używac teleskopu tylko na zywo obejrze go.
W tej samej chwili włącza mi się taka myśl - nie daj sie oszukać, patrz uwaznie!! Myśle - "o matko przcież to mi sie dopioero sniło, apokalipsa"!!
Patrze i widze te "pomarańcze' jak zaczyna sie kręcic coraz szybciej. tylko ona nie kręci sie jak ziemia, poza tym nie jest kulą tylko płaskim kółkiem. Kreci sie we wszystkie strony, coraz szybciej (moge to porównać do plastra okraglego przymocowanego do 2 precikow jak globus i kreciło to sie raz w poziomie raz w pionie) Zaczelo sie błyskać bardzo jasnym światłem. Któs zaczał krzyczec - patrzcie, patrzcie,jakie to piekne. Ja zaczełam krzyczec, zeby na to nie patrzyli, ukucneli tyłem do tego i wierzyli, ze nic im nie bedzie.
Niektórzy ukucneli, inni stali i przygladali sie temu zjawisku. Nagle blyski stały sie wrecz oslepiające i nastąpił wielki wybuch! Potem poszła jakby fala podmuchu ale ja ją tylko widziałąm, ie czułam jej, jak bym miala dookola siebie jakas warstwe ochronną, która mnei zasłaniała i pozwoliła temu dosięgnąć mnie.

W jednej chwili to wszystko ustało i ludzie zaczeli sie zachowywac normalnie, jak by nic nigdy sie nie zdarzyło. ale wiele z osób, które stały zniknelo. jakby nagle na ziemi było mniej ludzi a ci co zostali stracili pamięc tego wydarzenia. Przyglądałam sie im i nie wierzylam w to co widzę.

Poszłam do domu. Czekala tam na mnie kolejna przyjaciólka, przywiozła mi prezent. Potem wyszłam z domu, znalazłam czarnego kota, który był chory, poprosiłam kogoś zeby zadzwonil dop schronisk albo weterynarza. bo kot jest ranny albo chory. Mial w starej, zaschniętej krwi łapkę i pierś, poza tym był ciut n łapkach wyłysiały a spod pachy wystawał mu wielki polip.

Niestety zaczelam mieć coraz wieksza świadomość, ze śnię. Przebiegały mi przez głowe mysli typu - to co ci sie teraz sni to ci sie snilo przd chwila, nie moge tego kota wziac do domu bo mam takiego samego, jak kolezanka mogła cie odwiedzic jak siedzi od lat za granica, czemu jest sama jak ma 2 dzieci - to niemozliwe, ot tylko sen)
Sen mi sie zaczał kojarzyć i mieszać z rzeczywistymi zdarzeniami i sytuacjami z zycia i sie obudziłam.

Komentarze: 3

18 sierpień - sen we snie :)
Opublikowany: 18.08.2008, 11:09:54. Kategoria: dziennik snów.
Jestem w domu, czyszczę akwarium. Chyba chce wylać całą wode zeby zlikwidować slimaki, które się tam zalęgły. Wyławiam z akwarium ryby i wkładam je do wiadra z wodą, wylewam wodę z akwarium, zostało juz tylko trochę na dnie. cięzko mi je sięgnąć (ryby) bo akwarium duże i ledwo co siegam do dna.
Ktoś mi przeszkadza, prosze żeby przyszedł poźniej. Odwracam sie w strone akwarium a ono znow jest prawie pełne. ryby pływają pod samą tafla wody a ja je wyciągam siatką. Co dziwne, że one wcale nie uciekają, tylko jakby przy szybe czekały az je uchwycę w siatkę i wyłowię.

Wychodzę z domu. Nie wiem jak ale znajduje sie w innym mieście, przyjechalam tam po cos ale nie wiem po co. Ide ulicą między wielkimi, ceglasto pomaranczowymi budynkami. Rozglądam sie. Czuję sie z jednej strony zgubiona a z 2 strony jakbym wiedziala wewnętrznie gdzie iść, jak by mnie cos wewnetrznie prowadziło. Nie wiem gdzie ide, idę przed siebie i wiem, ze trafię.

Przechodzę kolo budynków, przechodzę przez jakis rynek. Jest tam pełno kupców, wołają mnie, pokazują rożne rzeczy, zachęcają do kupna. Dla mnie ten towar jest tandetny. Inni sie podniecają, kupują na zapas a dla mnie to zbedne śmieci. NIe potrzebuję nic kupować, wszystko co mi potrzebne to mam w moim plecaku.
Za rynkiem jest brama z duzymi, żelaznymi drzwiami wtopiona w dość wysoką podmurówkę. Postanawiam przed przejściem przez nią odpocząc. Siadam na tym murku i nagle koło mnie siedzi moja przyjaciółka. Nic nie mówimy tylko siedzimy. Zaczyna sie sciemniać. Jest jeszcze jasno ale niebo jest już ciemniejsze niz w dzień, widac co niektóre gwiazdy.

Nagle widzę jaby gwiazdy ale nie gwiazdy. Kilka świecących punktów ułożonych we wzór, poruszających sie po niebie z dużą predkością. Pokazuję koleżance to a ona patrzy ze zdziwieniem. Mowię, że to UFO, że oni istnieją, ze teraz mi chyba wierzy. Ufo zatacza kólko nad moją głową i leci dalej. Czuję, że muszę im coś powiedzieć i skupiam się bardzo mocno wysyłając do nich myśli. Odlatują. Nagle patrze- wracają, chyba usłyszeli. Coś im przekazałam i odlecieli. NIe wiem co za wiadomość im przekazałam icon_smile nie pamiętam.

Wstaję, idę przez te brame i nagle znajduję się w mieszkaniu.
Mieszkanie jest chyba moje, bo czeka tam na mnie mój kot, leży na parapecie. Podchodzę do niego, głaszczę go. Patrzę przez okno i widzę, ze to mieszkaie jest chyba na samej górze, na ostatnim piętrze, jakby prawie juz w chmurach. Otwieram okno, zdejmuje plecak z ramion i stawiam go n podłodze. Patrzę a w plecaku mam tylko wodę z rybami, które wyłowiłam w akwarium! Zastanawiam się jak to możliwe ze ten plecak nie przesiąka.

Nagle mój kot zaczyna miauczeć. Patrze a na firance siedzi motylek, zaplątał sie biedny w oczka firanki. Zdejmuję go z tej firanki i puszczam wolno ale on wraca i siada mi na palcu. Przyglądam się mu a on rozkłada skrzydła. Niestety jedno skrzydełko weszło mu przy rozkładaniu pod obraczke, którą mam na palcu. Biedny nie może rozwinac skrzydeł. Zsuwam obraczkę z palca i uwalniam mu skrzydełko. W tej chwili on rozwija je i jest ogromny!!Skrzydła są kolorowe, większe od mojej dłoni. Motyl jakby czeka chwilę zebym mu sie przyjrzała dobrze. Oglądam go z każdej strony i podziwiam.
Motyl odlatuje. Robi się wielki, siada w kącie pokoju i jakby czeka. W tej same chwili ja czuję, że muszę się położyć i odpocząć. Kładę sie i zasypiam.

Naglę sie budzę. Wstaję i czuję, że muszę wyjść, że gdzieś mialam isć.
Wychodzę z domu i idę. W tej chwili zdaję sobie sprawę, ze znam dobrze to miejsce, ze gdzies je juz wczesniej widzialam ale nigdy tu nie byłam jeszcze. No tak, to mi sie przed chwilą sniło!!!
Ie przed siebie, widze ceglane wielkie budynki, skręcam za róg, wchodzę na rynek. Ludzie kupują wszystko jak leci w pospiechu - ubrania, jedzenie, kupcy mi wciskają swoj towar ale ja niczego nie potrzebuję.
Podchodzi do mnie jakiś mały chłopiec i daje mi zegarek. Zakładam go na rękę i idę. Przechodzę przez bramę i znajduję się w mieszkaniu. Stawiam na ziemi plecak z rybami a on jakby zamienia sie w wiadro.

Wychodzę na korytarz i wiem, że muszę kogoś znaleźć . Tak, muszę znaleźć swojego brata, żeby mu pomóc. W tej samej chwili go zauważam. Wołam go i wchodzi ze mną do mojego mieszkania. Jest chyba narkomanem, nie zachowuje sie normalnie. Zaczynam go pouczac i umoralniać. On przyznaje mi rację i podchodzi do tego wiadra z rybami. Mowię mu żeby ich nie ruszał,że jeszcze nie moze. On wkłada rekę do wiadra i wyciąga jedną rybę, która natychmiast w jego ręku zamienia sie w zamrożoną, otoczoną warstwą lodu rybę.
On za wszelką cenę chce zobaczyć ją i całą siłą próbuje rozłamac ten lód. krzyczę, że nie siłą, nie tak powinien zrobić, że przecież tak ją złamie i zabije. On nie słucha. Nagle lód pęka i widac kawałek ryby. Niestety ona tez trochę pękła. Wyrywam ją z jego rąk i lód się roztapia, ona ożywa w moich dłoniach. Wkładam ja do wiadra i pływa, cała i zdrowa.

dalej rozmawiam z bratem ale on przytakuje mi a ja wiem, ze i tak zamierza postąpić inaczej. Wpatrzony przed siebie tylko kiwa głową po czym wstaje i schodzi schodami w dół. Ja wracam do mieszkania.



ps.
za bramą znajdował się cmentarz. gdy szłam i przyglądałam się to zza tej wysokiej podmurówki wystawały czubki półokrągłych, równiutko poustawianych, białych nagrobków.

Komentarze: 0

16 sierpien - królowa, kwiaty i szkoła
Opublikowany: 16.08.2008, 09:18:22. Kategoria: dziennik snów.
Stoje w jakimś zamku.Przede mna stoi królowa i mówi, ze od teraz cos tam bedzie, wprowadza nowe zasady, pokazuje mi duży, srebrny kwadrat. Po chwili orientuje sie, ze to ona wprowadziła tradycję prezentów w Boze Narodzenie icon_biggrin
Nagle spod sufitu zaczynają spadac srebrne paczuszki. W ogóle to cały zamek jest srebrny, wszystko tam jest srebrne - ściany, sufit, podłoga, nawet sama królowa!! Te paczuszki nie spadają na mnie tylko jakby były niefizyczne, niematerialne - spadaja we mnie, wsiakają we mnie, jakby energia.

Królowa każe mi nagle poukładać kwiaty w wazonie. Stoi wielki wazon przy jakby ołtarzu. zaczynam się zastanawiać czy to nei jest kościół, ale stwierdzam, ze to jednak zamek.
W wazonie stoja 3 wiązanki z róż, duże wiazanki. Wyjmuję je i chce ułożyć. Rozcinam sznurek (kwiaty sa jakby po kilkanascie zwiazane sznurkiem) i kłade te róże na podłodze. Nagle, przed sobą widze kredki i flamastry różnokolorowe. Postanawiam, że na dno włożę te flamastry a między nie poutykam kwiaty, bo są za krótko ścięte i ledwo co widać czerwone paczki z tego wazonu.. Układam te flamastry na dnie wazonu.

Nagle znajduję sie na przystanku. Czekam na autobus. Obok mnie stoją ludzie, jakiś facet z duzym, rudym, włochatym psem. Odsuwam się od nich. Trzymam w ręku bilet. Nagle podjeżdża autobus i wsiadam do niego. Po 2-3 sekundach, gdy autobus rusza i drzwi sie zamuykają orientuję sie, że jestem nie w tym co trzeba autobusie. Krzycz do kierowcy, zeby otworzył drzwi i wyskakuję z niego podczas, gdy on jedzie dalej. Wsiadłam do autobusu, który jedzie w przeciwną stronę.
Widzę po drugiej stronie ulicy autobus i biegnę do niego. Mam na ramieniu torbę więc orientuje się, że chyba jade do szkoły. Wsiadam do autobusu i na samym końcu, na tych najdłuższych siedzeniach widzę 2 koleżakni. Ide sie do nich dosiaść. Rozmawiamy i nagle autobus się zatrzymuje i wsiadają kontroerzy a raczej 2 kobiety. Sprawdzają bilety a ja orientuję się, że nie skasowałam biletu, zagadałam się. chcę go skasować i sięgam do kieszeni ale wyciągam już tylko skasowane, stare bilety, nie mogę znaleźć tego nowego. Mówię sobie trudno, najwyżej zapłacę karę, która mi sie należy. Jedna z kontrolerek podchodzi do mnie i prosi o bilet. Mówię, ze nei mogę znaleźć i ze nie mam. Ona wyciaga jakas karteczke i mói że mam szczęscie, ma jeszcze jeden kupon tylko muszę podpisac. Jest to zobowiazanie, że przyjdę gdzieś i skorzystam z jakiejś usługi. Oddycham z ulgą, podpisuję.
Wysiadam, wchodze do szkoły. Wchodzę do sali. Siedzi tam nauczyciel i przepytuje kogoś, jakąs dziewczynę, każe mi wyjść. Mówię, że tylko zostawię torbę i już idę. Zostawiam ja i wychodzę. Rozmawiam jeszcze z kimś i chcę gdzieś iść. Nagle orientuję się, że nei mam torby z książkami! Teraz wiem dokładnie gdzie jest - lezy w sali- ale w śnie jakby mi ten moment umknął. Stwierdzam, że pewno zostawiłąm ją w tym zamieszaniu w autobusie, mówie trudno.

Znów znajduję się w tym srebrnym zamku. Królowa jest trochę zła, krzyczy, no może nie krzyczy na mnie ale podirytowana mowi do mnie, ma pretensję. Pokazuje mi na kwiaty, które leżą na podłodze. Mówi, ze ich nie wsadziłam, zostawłam na ziemi i zwiędły. Jestem zdziwiona. Kwiaty lezą faktycznie na ziemi ale ja tamte włożyłam do wody. przypominam sobiew dokładnie jak nalwałam wody do wazonu, jak flamastry puszczały kolor i woda stwała się kolorowa i jak wkładałam tam róże.
Na dodatek tamte kwiaty to były czerwone róże a te, które leżą na ziemi są białe i przypominają lilie a może raczej takie białe dzwoneczki. Faktycznie są zwiędłe.
Biorę je dop ręki i stwierdzam, że tylko niektóre sa ochlapłe, że jak się je oderwie to będzie Ok a może nawet bez odrywania odżyją po wstawieniu do wody.

Komentarze: 0

15 sierpień - zmartwychwstanie
Opublikowany: 16.08.2008, 08:50:17. Kategoria: dziennik snów.
Sen ciężki, przygnębiający. Po przebudzeniu nie mogłam długo zasnąć.

Stoję przy jakiejś łące i przed sobą widzę zwłoki. Dzwonię, nie wiem do kogo, żeby po mnie przyjechali, bo ja tamtędy nie przejdę. Podjeżdża mój mąż samochodem. Nagle zwłoki się podnoszą i okazuje się, ze jest to meżczyzna. Na dodatek na plecach, jakby na barana trzyma 2 zwłoki - dziecko.
Mężczyzna stawia dziecko na z ziemi, otrzepuje sie z piasku i odchodzi. Dziecko zostaje i nagle słyszę, jak mój mąż je woła. Przygladam się i widzę, że te chodzące zwłoki to mój syn! Jest normaly, uśmiechnięty tylko ciało tzn: głowa i pół szyi, ręce za łokcie i nogi za kolana ma trupio sine, fioletowe. Wydaje mi się też, ze nie za ładnie pachnie, czuc zwłoki. Mój mąż szczęśliwy wsadza naszego syna do samochodu, rozmawiają,śmieją się a ja nie chce wsiąśc do tego samochodu, wiem, że nie mozemy go wziąć ze sobą, czuję, że musimy sie go pozbyć. jestem przerazona sytuacją.
budzę się.

Po przebudzeniu czułam sie bardzo dziwnie. NIe czułam strachu ale jakby żal i straszny niepokój, jakby poczucie winy... :(
Nie mogłam zasnąć.

Komentarze: 0

3 sierpnia
Opublikowany: 09.08.2008, 09:24:48. Kategoria: dziennik snów.
Sniło mi się, ze miałam wielkiego psa. Był ogromny - większy od Doga, prawie jak mały cielak) czarny i włochaty. Był moim przyjacielem i był to najprzyjaźniejszy i najbardziej delikatny i łagodny pies jakiego znałam i w zyciu widziałam. Bardzo posłuszny. Wszyscy dookoła bali się tego psa ale gdy zauważali, ze jest miły bawili się z nim, nawet takie małe dzieci.
Pies był zabawny, ciągle skakał, wcale nie szczekał, ganiał sie i podgryzał leciutko moja dłoń (nie bolało) zachęcając w ten sposób do zabawy. Ja bez przerwy karciłam go, ze nie wolno, bo jest duży i moze komuś zrobić krzywdę, ze nie wolno używać zębów.

Komentarze: 0

8 sierpnia
Opublikowany: 09.08.2008, 09:18:43. Kategoria: dziennik snów.
Jest ładna pogoda, lato. Stoję i czekam, bo wiem, że odbędzie sie ślub mojej znajomej. Stoje i przygladam się, bo nie wiem, kto będzie jej mężem.
Nagle zjawia się młody i okazuje sie, ze jest to mój jakis krewny. Pytam się co u niego. Nagle młoda mówi, że musi jeszcze jedną sprawe załatwić i ucieka, każąc na siebie czekać. Czekamy a ona znika za rogiem bloku.
Po chwili słyszę jakieś trzaski (nikt ich nie słyszy) i widzę, ze stoje na dróżce osłonietej z obu stron siatką metalową. Nagle w te siatki, pomiędzy którymi stoję uderzają jakby pioruny, niebieskie wyładowania elektryczne. Nic mi nie robią chociaż wszyscy wokół się chowają a ja biegnę pomiędzy tymi piorunami i iskrami, bo wiem, że cos niedobrego się wydarzyło. Dobiegam do tego bloku i nic nie widze. Postanawiam isć z boku bloku, bo nie dają mi spokoju te pioruny. Pamiętam, ze gdy uderzały w siatke mialam myśl - juz po niej!
Podbiegam z boku bloku i widzę pannę młodą lezącą, zwisającą bezwładnie w tej swojej sukni białej na suszarce balkonowej. Nagle mam jakby wizję, ze ona biegnie po dachu chcac stamtąd skoczyć na balkon, żeby wejsć do mieszkania i razi ja prąd.
Najbardziej mnie zdziwiło, ze pan młody sie wcale tym faktem nie przejął.

Potem byłam jeszcze w szkole, na korytarzu, Było pusto. Chodziłam po korytarzach i patrzyłam na parapety, na kwiatym które tam stały. Wyraźnie szukałam czegoś. Nagle pojawił sie mój nauczyciel i spytał co słychać. gdy sie pojawił w tym samym momencie zauważyłam kwiat, którego szukałam (w rzeczywistości tego kwiatka szukam w rzeczywistości od 2 lat i nie moge znalezc ani u znajomych ani w kwiaciarniach) . Wzięłam i wyrwałam zadowolona 1 odnóżkę z pączkiem i wyrastającymi maleńkimi, zielonymi listkami.

Komentarze: 0

7 sierpnia
Opublikowany: 09.08.2008, 09:02:21. Kategoria: dziennik snów.
śnił mi się las. W lesie było dużo grzybów ale były niejadalne. Szliśmy i oglądałam je. Nagle zauważyłam 3 ogromne grzyby - prawdziwki. Grzyby były mniej wiecej mojego wzrostu. Postanowiłam je wziąć. Obcielam jeden z nich blisko przy ziemi i nagle zauważyłam znajomej matkę, która stoi i się przygląda uśmiechając sie. Wiem, że dla niej te grzyby scinałam.
Potem znalazłam si w szkole, gdzie spotkałam przyjaciółkę ze skzolnych lat. Nie rozmawiałyśmy o niczym istotnym tylko o kapciach. Zastanawiało mnei, że ma takei dziwne kapcie. Powiedzialam jej, że w takich nie moze wejsc do szkoły a ona machnęła ręką i wyszła ze szkoły.

Komentarze: 0

25 lipca- jabłka, diabeł
Opublikowany: 25.07.2008, 15:50:06. Kategoria: dziennik snów.
Ukrywałam sie przed jakimś diabłem, demonem. Trochę sie go bałam ale on nie zwracał na mnie uwagi. Tak jak by albo mnie nie widział mimo, że patrzył na mnie albo widział mnie ale nie chciał mi nic zrobić, nie był mną zainteresowany. Uważnie sie mi przyglądał ale mnie nie ścigał. Bał sie, wiedział, że mną nie ma co sobie zawracac głowy.

Potem dostałam od kogoś jabłka i myłam je, wkładałam do słoików i wciskałam pomiędzy te jabłka czosnek. bardzo duzo czosnku.
Nie wiem chyba jakis kompot to miał byc icon_biggrin

Komentarze: 0

<   1234567891011121314   >


Strona przeznaczona jest dla otwartych umysłów co swoje sny zgłębiać pragną. Wszelkie materiały umieszczone na stronie podlegają prawom autorskim i nie mogą być one rozpowszechniane w żadnej postaci bez zgody ich autora. Główne tematy strony to: znaczenie symbolika interpretacja snów, sennik, sny erotyczne, świadome śnienie, senniki, sny. Wykonanie i utrzymanie strony - www.itbvega.pl

web stats stat24