Od kiedy pamiętam mam dwa rodzaje snów. Jeden to normalne sny, takie jaki każdy zapewne miewa. Drugi rodzaj snów jest bardzo dziwny, nikomu o nich nie opowiadam.
Może zanim opisze moje sny, zaznaczę, że jestem raczej realistą. Wierze, że po śmierci jest coś więcej, ale się nad tym nie zastanawiam głębiej. Być może na ziemi panują jakieś siły wyższe ale nie rozważam specjalnie tej opcji. Po prostu jestem zwykłym szarym człowiekiem, czytam dużo filozofii, interesuję duszą ale w pojęciu filozoficznym, żadnym mistycznym. Na codzień pracuję jako analityk-ekonomista, obecnie także robię doktorat z Ekonomii (staram się znaczy się ;p), więc mój umysł jest raczej matematyczny.
Przejdźmy zatem do moich snów.
Moje sny o demonach mają bardzo różne natężenie, czasem ich nie mam tygodniami czasem zdarzają się co noc. Ogólnie każdy sen to jakieś opowiadanie, gdzie zawsze ja jestem w centrum. Wiąże je zawsze jeden wspólny element: Demony. Ich wygląd jest różny, przeważnie określony, nie jest to z pewnością Diabeł. Przeważnie ich forma jest nieokreślona, znajdują się na granicy mroku, mają kształt koszmaru, czegoś złego. Czasem przybierają formę rzeczywistą , ale mimo wszystko nieokreśloną. W moich snach, walczę z nimi ze świadomością, że nie mogę nigdy wojny z nimi wygrać. Potrafię wygrać bitwę, pojedynek. Walka z nimi przeważnie jest walką wręcz, przepychanki, próba wyrzucenia przez okno albo podstawienie nogi. Często uciekam, nie w sumie nie uciekam ale wycofuje się bo wiem, że w danym miejscu ich nie pokonam. Nigdy mnie nie ranią fizycznie, być może bardziej przypadkiem wygląda to jak by chciały się dobrać do mojej duszy, zranić mnie i potrafią zadawać ból. Czasem ból jest tak potworny, że się budzę i boli coś w środku, jak by we mnie wlewali strach, bezsilność. Zawsze po przebudzeniu w nocy, wiem, że tylko gdy zasnę wrócę do miejsc, gdzie One czekają. Czasem wiem, że walczyć mogę, więc idę dalej spać. Lecz czasem tak bardzo się boję, że długo czekam zanim spokojnie zasnę. Mimo wszystko uwielbiam spać, nie cierpię na bezsenność. Może ważnym tutaj jest element, że nie zawsze z nimi walczę, sen dotyczy czegoś tam ale nie walki z nimi, wiem, że są obecne w mroku ale w tej chwili mnie nie atakują bez znanych mi powodów.
Szczerze mówiąc moje sny naprawdę dzielą to co między snem a jawą bardzo wyraźną linią.
Opis wyżej, jest zamotany, nie jasny ale być może ktoś z niego coś wyczyta.
Reklama Google AdSense
Pamiętaj! Źródłem utrzymania serwera są reklamy Google AdSense. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
Na pewno zoriętujesz się dlaczego śnią Ci się demony. i czym one są. (Tym samym nie będzie potrzeby by się śniły Ci dalej).
Jednak trzeba bardziej szczegółowo do problemu podejść. Proponuje Ci zamieszczać te sny na forum - nie tylko o demonach, w formie dokłądniejszej wraz z uczuciami. Spróbujmy ta drogą.
Przypomina mi to moją własną sytuację. Ostatnio co prawda częstotliwość występowania demonów w moich snach wyraźnie spadła ale jeszcze jakiś rok temu śniły mi się niemal codziennie. Też z nimi walczyłam i też ta "wojna" wydawała się nie mieć końca, wygrywałam bitwy, pojedynki, ale wojna trwała nadal. Z resztą zastanawiam się czy mogę to nazwać wojną, było to raczej nieustanne droczenie się , pokazywanie kto tu jest silniejszy i doskonalenie umiejętności po obu stronach. Mimo ,że z demonami toczyłam wojnę zwykle na śmierć i życie (choć żaden nie mógł drugiego tak naprawdę zabić - demony niedługo po śmierci się odradzały a ja... no cóż, jako duch byłam silniejsza, miałam więcej możliwości niż jako żywy człowiek i mogłam walczyć dalej, już bez obawy ze umrę bo drugi raz zginąć nie mogłam) nie mogę powiedzieć żebyśmy się jakoś szczególnie nienawidzili. Nasze relacje wyglądały raczej jak relacje występujące w przypadku rodzeństwa (siostra i brat nieustannie sobie nawzajem dokuczają ale tak naprawdę jeden za drugim skoczyłby w ogień) dodatkowo oparte na wzajemnym szacunku, nie strachu, szacunku właśnie.
Tak jak ty walczyłam z nimi zazwyczaj wręcz czasami wykorzystując do tego przedmioty znalezione we śnie. Szybko jednak nauczyłam się działać tak samo jak one: to znaczy walczyć wykorzystując do tego energię. Zauważyłam bowiem ,że zupełnie tak jak one emanuję złą energią (najwyraźniej pochodzącą z jednego źródła - w sumie mnie to nie dziwi - w końcu były postaciami z moich snów, więc logiczne że wykorzystywały tą samą energię co ja) i potrafię odpowiednio nią manipulować śląc ją na przeciwnika i zadając mu ból, czasem zabijając. Doszłam wówczas do wniosku ,że sama jestem demonem tylko dotychczas nie zdawałam sobie z tego sprawy. Najlepszą rzeczą było (i nadal jest) to ,że gdy tylko czegoś nauczyłam się w jednym ze snów mogłam to już z powodzeniem wykorzystać w każdym kolejnym śnie. Do dzisiaj gdy jakaś postać ze snu mi podskoczy bezproblemowo wysyłam ją "na tamten świat" przy pomocy energii .
Ale wracając do demonów to u mnie w snach ich forma jest raczej określona. Najczęściej pojawia się osobnik nazywany przeze mnie diabłem ze względu na jego wygląd fizyczny (rudy chłopak około trzydziestki z kozią bródką) oraz aurę jaką wokół siebie roztacza (boja się go wszystkie senne postacie, poza mną rzecz jasna). W trakcie naszych pierwszych spotkań próbował mnie przestraszyć (np. opętywał moją matkę i sprawiał ,że na jej twarzy pokazywał się przerażający grymas który niejednego by do grobu wpędził) jednak szybko zauważył ,że jego starania nie przynoszą pożądanego skutku. Ja natomiast spostrzegając jego umiejętności zażądałam żeby został moim nauczycielem. I nim jest, za każdym razem gdy się pojawi uczy mnie czegoś nowego, z początku ograniczało się to tylko i wyłącznie do umiejętności walki i wpływania na umysły sennych postaci jednak z czasem odbiegało od tego coraz bardziej. Ostatnio np. uczył mnie tworzenia rzeczywistości sennej (konkretnie tworzenia potrzebnych mi budynków) a także wyrzucania ze snu nieproszonych gości (wierzę w dreamwalking). I to wszystko bez świadomości snu!
Kolejnymi postaciami które całkiem często goszczą w moich snach są tak zwani ponurzy żniwiarze, nie jest to już jedna postać a raczej wiele różnych. Wśród nich jest staruszka która jednak zdaje się nie zwracać na mnie najmniejszej uwagi i tak właściwie jeszcze nie widziałam żeby kogoś zabiła, mężczyzna około 40 który zdaje się być ich wszystkich przywódcą ,z którym nie ma nawet co dyskutować i którego nie da się w żaden sposób zatrzymać (szczęśliwie nigdy nie musiałam bo gdy się pojawia śmierć nie dotyczy bezpośrednio mnie, jestem tylko bierną obserwatorką - np. ostatnio obserwowałam przez ruchome zdjęcie jak odprawia rytuał nad grobem niedawno zmarłej osoby - co ciekawe 2 dni później zmarła moja ciotka, ciekawe czy to ma jakiś związek). Kolejne postacie znam już bardziej osobiście. Dziewczyna około 35 lat która pojawia sie w moich snach stosunkowo często próbując zabić mnie lub moich przyjaciół. Nazywam ją ciotką ze względu na to ,że w snach jesteśmy związane więzami krwi (w pierwszym ze snów z jej udziałem zabiłam ją jej własną kosą a ona umierając wykonała rytuał krwi przykładając zakrwawioną dłoń do rany na moim ramieniu i mówiąc ,że wraz z krwią przekazuje mi część swojej mocy - od tego czasu w snach nieświadomie zabijałam różne postacie co bynajmniej mnie nie cieszyło. Po jakimś czasie nauczyłam się nad tym panować i umiejętność tą mam do dzisiaj) postać jest o tyle ciekawa ,że w przeciwieństwie do wszystkich innych przed próbą zabicia mnie(a także po nieudanej próbie) zwykle wdaje się ze mną w pogawędkę w trakcie której uzgadniamy szczegóły mojej śmierci lub dalszego życia (przykładowo kiedyś po wygranej walce z nią zażyczyłam sobie ,że gdy naprawdę przyjdzie mi umierać chcę zdawać sobie sprawę z tego co się dzieje ale jednocześnie nie czuć bólu). Szczerze mówiąc chciałabym żeby taka kostucha jak ta naprawdę istniała i przyszła po mnie gdy przyjdzie mój czas. Ostatnim z ważniejszych żniwiarzy jest około 20letni chłopak który co prawda pojawił się z moim śnie tylko raz jednak sytuacja była warta zapamiętania - przyszedł bowiem odebrać duszę mojej przyszłej ja w przyszłości (miałam wówczas jakieś 17 lat, teraz mam 20, we śnie miałam około 25) i mu się to udało. Pewnie to nic takiego ale uznaje to za pewnego rodzaju zapowiedź ,że w wieku 25 lat muszę na siebie uważać .
Pozostałe demony pojawiają się rzadziej. Zaliczają się do nich wszelkiej maści wampiry, demony zjadające ludzi, demony na balu w podziemnym świecie, diabły w piekle przypominającym obóz koncentracyjny (hehe, pamiętam jak je spotkałam gdy szłam przez piekło chcąc spotkać się z "diabłem - sennym nauczycielem", sie nieźle później na niego wydarłam za to jak tamte demony traktują potępieńców) i wiele innych.
Także anioły mi się swego czasu śniły i z nimi walczyłam naprawdę na śmierć i życie. Próbowały mnie zabić bo uważały ,że jestem standardowym demonem z piekła rodem . Używały do tego raczej dziwnych metod jak na anioły (np. brały bliskie mi osoby na zakładników i mówiły ,że jak się nie poddam to oni zginą). No, ale zawsze kończyło się tym ,że to ja skopałam im tyłki . Brak szacunku z ich strony, ot co. Nie doceniali moich możliwości.
Szczerze mówiąc uwielbiam sny z demonami w roli głównej(a także wszelkie sny w których istnieje niebezpieczeństwo ,że zginę lub w których po prostu ginę), po obudzeniu czuje się jak nowo narodzona. Tak jakby władza jaką we śnie mam nad światem z okazji takiego snu udzielała się również światowi rzeczywistemu.
Nie wiem co ci poradzić. Mi z łatwością przychodzi walka z demonami i nie czuję przed tym żadnego strachu.
Moje sny są zupełnie inne, nie ma nich Demonów z Chrześcijaństwa, nie ma w nich Kos ani krwi ani mocy czy energii. Jest to bardzo proste szare, niczym nie przypomina fantastycznych rzeczy.
Ktoś poradził bym opisał swoje sny, w skrócie opiszę dzisiejsze swoje sny, pełna wersja to książka.
Byłem gdzieś nad wodą, nie wiem czy wielkim jeziorem czy morzem raczej to było jezioro. Znajdowałem się w starym mieście rybackim z wielką ilością baraków (nie pierwszy raz). Zerwał się sztorm, coś niewyobrażalnie silnego. Chowałem się w wiacie z jakimś chłopcem młodym, starałem się go chronić. Wichura zrywała dachy, całe domy porywała, naprawdę przerażająco to wyglądało.
Gdy już ustała, chłopak gdzieś zniknął. Widziałem nieopodal zawalony duży sklep spożywczy, wiedziałem, że lepiej zostać przy nim bo w nim znajdę jedzenie jak wygrzebie je z pod gruzów.
Wtedy zaczął się dziwny opad, jak by wulkaniczny pokrywający wszytko piaskiem, sadzą. Wiedziałem, że nie dam rady zejść pod gróz gdy ten opadł spadł. Czułem, że tam czekają demony, że teraz ich nie pokonam, jak by ten opad był zwiastunem czegoś potwornego. Obudziłem się... długo czekałem niż pójdę znowu spać i poszedłem by wrócić do tego snu.
Dalej było wiele scen w tym śnie, dalej byłem na gruzowisku, sceny były dziwne ale nie było w nich demonów. Na przykład spotkałem handlarza, który cieszył się z tego, że taniej pokupuje ziemie. Inny wątek wziąłem ślub, ale tam nie było demonów.
Scen było naprawdę wiele. W końcu znalazłem stary schron przeciw atomowy. Byłem zły, że tak późno bo mógł by się ktoś w nim uratować. Po wejściu okazało się w środku eldorado, ale okoliczni mieszkańcy się rzucili na to by rozkradać. Ja czułem, że Demony jeszcze przyjdą, w głębi tego wszystkiego szukałem czegoś co mogło by mi pomóc w walce. Znalazłem jakoś broń palną, jakiś karabin czy coś takiego. Gdy wróciłem do głównej sali schronu, ludzie właśnie walczyli tam z Demonem, w sumie dziwną formę miał bo bajkową troszkę, gotycką. Bez mojej pomocy też by go zabili strzelili do niego z jakieś starej radzieckiej broni, ja tylko go dobiłem.
Wprost można powiedzieć, że moje Demony to esencja moich problemów z którym się zmagam (każdy się zmaga) każdego dnia. Czasem wygrywam, czasem przegrywam czasem uciekam itd.
Ale czy to właśnie oto chodzi?
Taka sama interpretacja mi się nasunęła gdy czytałam opis snu. Tak, prawdopodobnie o to właśnie chodzi. Bo o cóż by innego? Przecież nie o realne demony które wchodzą do twojego snu aby cię pomęczyć .
W sumie sam przyznasz - że jaki sen miał przebieg taki miał ale skończył się w sumie pozytywnie.
Sny przedstawiają Twoje predyspozycje wobec zbliżających się zadań. I zapewne czekają Ci jakieś zadania, ale dasz im radę. Sen według mnie wyolbrzymił Twoje problemy, bo zapewnie sam je wyolbrzymiasz. Wyolbrzymiałeś je - nazywając je swoimi demonami - a swoje siły pomniejszałeś. Piszę to w czasie przeszłym - bo od teraz to ty decydujesz jakim chcesz być.
Nie wiem czy oglądałeś odcinek Przystaneku Alaska, Ed przyszły szaman, umówił się na randkę z dziewczyną, no ale podrodze z krzaków wyskoczył mały zielony ludzik - jego demon Niedowartościowania. "No co ty, nie dasz rady!", "nie wygłupiaj się, nie pasujesz do niej, onajest piękna i mądra!"... no z Takim komentarzem - sam powiedz, ile można zdziałać?? oczywiscie Ed w połowie zrobił jakieś głupstwo... Było ono jednak potrzebne - by samemu sie przekonać jak taka motywacja działa na nasze marzenia.
Następnym razem powiedział swojemu małemu ludzikowi "Wynoś sie!!!!"
te nasze demony wewnętrzne trzeba wstawić między bajki - owszem dorbze jest słuchać tego czego się boimy - tylko ignorant nie ma wglądu w swoje uczucia- jednak trzeba wiedzieć ze to iluzja. Może to nawyki które nauczyło Cię otoczenie. Bo Ty rodząc sie - jesteś po to żeby realizować swoje marzenia.
sny śnią się tylko wybranym i tylko wybrani się nimi interesują - to jest dar, którego nie wszyscy są w stanie zauważyć. Więc gratuluje snu
Moje sny mnie jakoś specjalnie nie przerażają, są to koszmary ale nie zbyt uciążliwe. Uważam, że każdego dnia spotykam większe problemy. Jestem raczej człowiekiem pewnym siebie, ciężko pracujący by osiągnąć własne cele. Raczej wypieram się leków i strachów. Wczoraj wyszedłem do pracy tuż po 6 i wróciłem przed 22, dzisiaj wyszedłem przed 7 i wróciłem też późno. Z tego powodu mój organizm nawet nie pamiętam, że spałem a co dopiero snów.
W sumie lubię moje sny. Tylko jedno mnie zastanawia jak można od lat śnić jak by to samo miejsce, te sny łączą się w jakąś całość. Podobno nie wiele osób ma sny, które trwają latami.
Oczywiście, masz racje, nie ma się co obawiać, nie słyszałem żeby koszmary kogoś zabiły.
Sny według mnie nie są po to by nas straszyć, tylko po to byśmy byli szczęśliwsi. Biologia tak nas stworzyła dając nam wgląd w siebie, Jeśli wiemy że nas boli brzuch co by znaczylo że powiedzmy za dużo zjedliśmy, stanowi to pewną wiedza o naszym stanie. Natomiast jeśli śnią się nam koszmary to znaczy, że boli nas dusza...
<quote>
Tylko jedno mnie zastanawia jak można od lat śnić jak by to samo miejsce, te sny łączą się w jakąś całość. Podobno nie wiele osób ma sny, które trwają latami.
</quote>
z różnych powodów - z tak licznych ilu jest śniących pewnie, ale w głownej mierze jest to:
nie zwraca się dostatecznie uwagi snom, chce nam coś o nas powiedzieć i bezkutecznie dobijają się do naszej podświadomości. I to są najczęściej koszmary - straszą i wyolbzymiają - to jest ich ulubiony sposób zwrócenia naszej świadomości.
"Podobno nie wiele osób ma sny, które trwają latami. "
Faktycznie długo. To nie jest ciągle ten sam sen, dobrze zrozumiałem? Co sie w nim powtarza, co jest stałe?
Gdybym miał taki sen jak Twój, to pomyślałbym, że nieźle mnie ten sen przestraszył tymi ruinami, zniszczeniem , zgliszczami.... Ciekawe dlaczego? czy to ma związek z tym czym kieruje sie w życiu? A np. Co ten chłopiec ze snu chciał mi pokazać? .Pozdrawiam. Jacek
Ostatnio zbyt dużo pracuję (do tego nauka w weekendy oraz treningi na siłowni), śpię może po 5 h, więc chyba nawet Demony są zbyt zmęczone bo mnie nie odwiedzają albo nie pamiętam. Powtarza się w nim głównie dwa elementy:
-Demony,
-Miejsca łączą się, ciężko to wyjaśnić po prostu wiem, że gdzieś jestem gdzie, są te Demony nawet jak ich obecnie nie widzę.
Czasem podróżuje z miejsca, które śni mi się pierwszy raz do miejsca o którym śniłem z przed lat. Wiem jak z jednego miejsca trafić do drugiego, które śniło mi się dawno temu. Ruiny mnie nie przerażały, siła natury i tyle.
W tej krainie są miejsca znacznie bardziej przerażające. Jedno z najgorszych to stary opuszczony jakiś ogromny klasztor, w nim byłem kilka razy, albo uciekałem przez jego podziemia albo coś tam miałem zrobić. Jeden sen z przed lat pamiętam bardzo dobrze jak próbowałem go zniszczyć, wysadzić niby się udało ale jednak nie. Jest też piękne miejsce z jeziorem przy górze. Naprawdę znam szczegóły snów z przed lat, potrafię je dokładnie opisać.
Co do mojego życia... ogólnie nikomu o tym specjalnie nie mówię ale tutaj chyba mogę bo jestem kimś tam, szarym człowiekiem.
Jako dzieciak byłem potworem , rozwydrzony, rozpieszczony dzieciak. Potem było podwórko, wiele wódki i różnych zabaw zakazanych, wiele sportu, zabawa w LO była przesadą. Szczerze mówiąc, nie wiem jak wyszedłem z tego wszystkiego jedynie ze wstrętem do wódki oraz kilkoma bliznami, wielu moich znajomych z tamtych lat gorzej skończyło.
Gdy miałem jakoś 17 lat postanowiłem, w życiu trzeba coś osiągnąć w imię zasady "Żyj tak każdego dnia, byś udowodnił, że jesteś tego życia warty". Wymyśliłem sobie pewne cele, jasno określone, konkretne. By osiągnąć cele wymyśliłem plan, wyszło mi, że będę potrzebował 30 lat by te cele osiągnąć. Następnie pomyślałem "Każdego dnia żyj tak by móc stanąć przed Najwyższym z podniesionym czołem i odpowiedzieć za każdy czyn" (tutaj ważna uwaga Najwyższy to Bóg ale nie wiem, który czy to Allah czy Bóg Chrześcijański po prostu Bóg bez zwierzchników na ziemi). Zatem wymyśliłem sobie zasady, których nigdy nie zmieniłem, nigdy żadnej nie złamałem. Zbiór tych zasad nazwałem moją moralność, przypieczętowałem to słowem honoru. Zasady są różne, jedna z nich to "Nie kłam", ciężko udowodnić, że nie kłamię ale nie muszę. Nie uznaję białego kłamstwa ani innych rzeczy. Oczywiście jeśli pamięć płata mi figla to być może mijam się z rzeczywistością ale nigdy przenigdy nie kłamię świadomie.
Teraz po kilku latach realizacji mojego planu, który realizuję każdego dnia, każdej godziny... jestem zmęczony bardzo zmęczony. Ale nic co ludzkie nie jest doskonałe, zatem cena osiągnięcia moich celów to wypalanie.
Nie jestem ani specjalnie inteligentny, ani zbyt mądry, ale naprawdę niczego w życiu nie ma ważniejszego dla mnie niż moje cele, uparcie realizuje mój plan.
Dzisiaj jestem spokojnym człowiekiem, wręcz nudnym, zawsze śpię w moim łóżku, uwielbiam piwo ale nie więcej niż dwa co jakiś czas. W sumie od rana do świtu realizuje moje cele. Żyj skromnie to jedna z moich zasad, chyba bardziej wymuszona gdyż nie pochodzę z bogatej rodziny.
Uff.... ale się rozpisałem wątpię by ktoś chciał to czytać .
No bardzo ciekawy post. Musisz być bardzo ceniony przez otoczenie.
Coraz bliższe wydają mi się Twoje sny. Być może gdzieś tam prowadzisz walkę ze sobą. Są ruchy w Twojej psychice, których nieakceptujesz - bo nie pasują do Twojego obrazu. Jesteś osobą bezkompromisową - w tak bardzo intensywnym życiu, łatwo czegoś niezauważyć. Na myśl mi przyszedł klasztor, często on symbolizuje wartości w jakie wierzymy, zazwyczaj jest ich kilka. Może warto jeszcze raz sie przyjżeć swojemu celowi, by był jeszcze bardziej doskonalszy?
My się skaładamy z różnych ruchów - jesteśmy zespołem. W snach śnią nam się róźne postacie - to członkowie naszego zespołu. Pan demon równierz można z nim tez po przyjacielsku? - mówiąc metaforycznie.
Jest świetna książka: Steve Fulkner(chyba tak się pisze) "NLP - nowa technologia osiągania sukcesu" - jest tam taki rozdział o poznawaniu swoich wartości - i dostosowywaniu ich do swojej życiowej misji czy celu. Może uda Ci z niej coś takiego wynieść, że uwolnią się dotkowe siły. Sam wiem że, nic tak nie stopuje, i nie męczy jak konflikty wewnętrzne. Ta książka mi pomogła. Życze Ci w takim razie dodatkowych sił i powiewu świerzego powietrza!
Tak masz racje wiele osób z otoczenia mnie ceni, zazdroszczą mi postawy, że nikogo się nigdy nie boję, że zawsze mówię co myślę. Nie tylko w środowisku znajomych ale także w pracy potrafię naprawdę ważnym osobą powiedzieć, że mylą się w swoich tezach. Ale każdy chce mnie cenić za odległość. "Największym kłamstwem ludzkości jest, że ludzie nie lubią być okłamywani". Nikt nie chce mojej moralności, ktoś kto ma kochankę i pierwszy raz od lat czuje szczęście, a ja mówię mu, że czyni zło, to chce mnie trzymać z dala. Ludzie kochają złudność, wymyślili szarość kiedy nie mogli żyć zgodnie z zasadami.
Najbardziej mnie zaciekawiło, że zobaczyłeś, że jestem osobą niekompromisową. Dla mnie jest coś albo czarne albo białe.
Mój cel ostateczny, w sumie wiele powiedziałem mogę powiedzieć i to.
Kiedyś ktoś mi pomógł, kiedy nie prosiłem a potrzebowałem tego. Gdyby nie pomoc tej osoby, mówię szczerze pewnie bym siedział w więzieniu albo bym nie żył, jak moi koledzy z pewnego okresu życia. Wszystkie długi trzeba spłacić, to zasada, która jest dla mnie ważna i ten dług względem tej osoby spłacam oraz dług względem losu spłacić muszę.
Mam wizję, od lata taką samą. Pewnego dnia, późnym wieczorem usiądę w starym fotelu przed kominkiem, w małym domku drewnianym z widokiem na ciche jezioro... i powiem „Zwyciężyłem” sam do siebie, bez świadków. Taki będzie koniec.
Celem jest to by otworzyć fundację, którą sam sfinansuję, nikogo nie poproszę o złotówkę. Dzisiaj już znalazłem kogoś kto będzie prowadził fundację, szukałem tej osoby wielu lat. Pewnego dnia ta osoba pojedzie na polską wioskę i poszuka wybitne osoby (na początek 3), pod względem intelektualnym ale przede wszystkim pod względem predyspozycji psychicznych. Osoby biedne, które nie mają szans na studia.
Takim trzem osobą obiecam mieszkanie w Warszawie (lub innym dużym mieście) oraz opiekę przez studia. Ale cena takiej pomocy będzie wysoka. Pierwsza rzecz to będą musieli raz w tygodniu spotkać się z opiekunem by zdawać relacje z swoich postępów, raz w miesiącu ze mną. Wakacji nie będą mieli, będą musieli odbywać praktyki w wyznaczonych przeze mnie miejscach. Będą musieli uprawiać sport, czytać książki przeze mnie wyznaczone, spotkać się z ludźmi, których im wskażę.
Ogólnie nie tylko dam im pieniądze na studia, ale dokładnie będę tymi ludźmi kierował, by stali się dobrymi ludźmi.
To pierwsza rzecz, druga, podpiszą zobowiązanie, że po skończeniu pracy studiów przez 10 lat ,część swoich dochodów (a te dochody nie będą małe od osób idealnie wykształconych, którym i tak pewnie załatwię dobrą pracę) będą płacili na ich następców na kolejne osoby.
Będę ich prosił by się spotykali z ze swoimi następcami, by pokazywać im jaką drogę przesili do sukcesu. Takim sposobem powstanie jak to mówię Klub Bohaterów, te osoby będą się nawzajem wspierały oraz dbały o siebie. Będą elitą, która w innych warunkach by się zmarnowała. Przykładowo pierwsza osoba, która stanie się Bohaterem, szybko zdobędzie wysokie stanowisku. Jestem pewien, za kilka lat z przyjemnością zatrudni, osobę, która właśnie będzie kończyła studia pod okiem fundacji, gdyż będzie pewny, że ta osoba jest nieprzeciętnie przygotowana. Wierzę, że zawiążą się między nimi przyjaźnie. Moje zwycięstwo będzie kiedy nie będę potrzeby by to wszystko samo trwało bez mojej uwagi. Oczywiście trafią się czarne owcy jak w każdym stadzie, ale choć jednej osobie pomogę to będzie i tak sukces. Mój cel jest opisany ogólnie, dokładne opisanie go by zajęło wiele wiele stron.
Ten cel kieruje każdym krokiem w moim życiu, pracuję w dużej korporacji by było mnie stać na otworzenie fundacji, czytam dużo filozofii by móc odpowiednio kierować rozwojem tych młodych ludzi. Pomagam dzisiaj słowem i na ile mnie stać, dzieciakom z podwórka by mieć kontakt z młodzieżą. Oraz znacznie, znacznie więcej.
Wracając do moich snów.
Dzisiaj śniło mi się miejsce, w którym już byłem stara kamienica z windami w których są kraty. W śnie wydarzyła się jedna istotna chwila. Jechałem windom i przypomniało mi się, że tutaj mogą wystąpić Demony, zapominając, że muszę być czujny. Dokładnie w tym momencie jakaś zmora uderzyła z potwornym impetem w windę. Obudziłem się... czułem, że tam czeka, zatem długo patrzyłem się w sufit zanim zasnę. Potem spałem już spokojnie.
Hej hej
O demonach ze snu coraz więcej wiemy. W tym śnie, jest on zjawą, to akurat nie wiele może mówi, natomiast jest kontekst:
Winda.
Winda to środek dzięki któremu możemy się dostać tam gdzie chcemy. Czyli to symbol dokonań, ambicji, celów. Wjazd to osiągnięcie. Zjazd to porażka. Winda to też symbol kontroli. Co tam sie w tej windzie dzieje?
Im więcej wiemy o demonach tym lepiej, na forum jest całkiem sporo snów-koszmarów w których to "strach" groźny pies, okazał się ujadającym plastikowym szczeniakiem. Czy "Czarna Ciężarówka" pustym troche śmiesznym rozwalającym się wrakiem.
Nie wiem czy masz takie odczucia co ja, w przypadku Twojego wcześniejszego snu, demon ubrał się w kostium bajkowo-gotycki - jak sam to określiłeś, Czy nie staje się zabawne strzelanie do niego z ruskich dział?
Strach przestaje być straszny kiedy go poznamy czy zrozumiemy.
teraz mam kilka pytań:
W swoim życiu otarłeś się o śmierć, na pewno cierpiałeś, widziałeś jak inni cierpieli, znasz tą drugą alternatywną drogę swojego życia. Tak się złożyło, że mam szczęście swoją też znać i wiem jak takie doświadczenia potrafią wpłynąć na to późniejszy odbiór rzeczywistość. Stąd propozycja:
Sprawdź może jak się czujesz gdy podejmujesz się jakiegoś działania. Czy podświadomość nie stawia zadań na ostrzu noża. Osiągnięcie lub totalne dno. O życiu wiesz bardzo dużo, nie wiele osób miało takie doświadczenia jak Twoje, może ten "wjazd windą" mówiąc językiem snów jest okupiony sporą dawką lęku... Zobacz na codzień ze spokojem jak sie czujesz gdy podejmujesz działanie.
potrafisz się relaksować?
acha, i chciałem Ci zaproponować takie ćwiczenie. jeśli czujesz, że to do Ciebie nie pasuje to zapomnij o tym
jest taki bardzo prosty sposób by się dowiedzieć bliżej o co chodzi we śnie.
jest możliwość nawiązania rozmowy z postacią ze snu podczas jawy.
(nie tylko z postacią, ale z każdym elementem ze snu.)
Na kartce można zadać pytanie, po czym bez zastanowienia, co ślina na język przyniesie piszemy odpowiedz.
Nijel: Po co zjawiłeś się "demonie" w moim śnie?
Demon: (piszesz co wpadło do głowy).
Bardzo gorąco wierze w Twoje przedsięwzięcie. To naprawde największa rzecz jaką człowiek drugiej istocie żyjącej może dać. Nadzieja i możliwość lepszego życia. To co chcesz zrobić jest cholernie dobre!. Good luck!
Winda w moim śnie nie miała żadnego znaczenia, po prostu jechałem nią z punktu A do B, nie zwróciłem uwagi w którą stronę jechała, ale o ile mnie pamięć nie myli w dół. W windzie nic się nie działo, coś mnie smuciło. Ale to raczej wynik tego, że ostatnio jestem bardzo bardzo zmęczony. Nie pamiętam czy kiedykolwiek w życiu byłem tak zmęczony, troszkę przesadziłem oraz tego, że poniosłem kilka porażek. Na wakacjach takich prawdziwych to nie byłem od lat, czasem gdzieś na weekend wyjechałem. Z tym gotyckim demonem to po prostu jeden z wielu, ich jest naprawdę masa. Pamiętam jednego z przed lat, który przybrał wygląd jakiegoś potwora lasu i zabijał innych ludzi na moich oczach. Bardzo rzadko demony przybierają jakaś formę jak już wspomniałem.
Widać znasz się na ludzkich duszach. O śmierć otarłem się kilka razy świadomie i kilka razy nieświadomie. Nieświadomie mam na myśli słysząc od innych osób (lekarzy, świadków), że nie powinienem tego przeżyć. Naprawdę wiele razy wychodziłem z opresji bez większego szwanku, kilka blizn, oraz kilka uszkodzeń poważniejszych, które do dziś bolą ale ogólnie raczej sprawny jestem.
Cierpiałem... pragnę wierzyć, że nie cierpiałem więcej niż inni, z pewnością nie jestem męczennikiem. Bywałem w wielu miejscach, poznałem chyba troszkę więcej ludzi niż inni, stąd widziałem cierpienie. Wiem jak wygląda śmierć, najgorszy jest zapach. Widziałem w sumie rzeczy gorsze niż śmierć, przynajmniej w moim odczuciu.
Ciężko określić mi jak się czuje gdy podejmuje działanie. Ale wiem jedno nie potrafię przegrywać, nie cierpię przegrywać, nie umiem się pogodzić z przegraną. Potrafię walczyć, gdy koszt walki jest większy niż wygrana.
Tutaj jednak ważna rzecz jest, nie chcę być lepszy od innych, tutaj nie oto chodzi by pokazać komuś, że jestem lepszy. Moim celem nigdy nie jest pokonać innych, jest po prostu osiągnąć cel. Ludźmi się specjalnie nie przejmuje, nie oni będą sądzić moją duszą. Jeśli poznaje kogoś godnego, to nie chcę być lepszy od niego, co najwyżej wzorować się na nim, być w tych cechach godnych do naśladowania jak on. Nie szukam w życiu oklasków, oczywiście zawsze to jest miłe. Nigdy raczej nie chcę być sławny czy uwielbiany.
Relaks... to ważna rzecz, jestem świadomy, że realizacja mojego planu wymaga zdrowego ciała i duszy. Uprawiam sporty, czasem pojeżdżę na rolkach albo popływam żaglówką. Czytam, wiele czytam raz książkę naukową raz dla relaksu. Lubię różnego rodzaju gry przez Internet ze znajomymi, z którymi gram od lat. Czasem jest to jakaś strzelanka czasem coś innego. No i mój ulubiony relaks - spędzać czas w samotności i spać. Czasem przez wiele dni śpię po 5-6 h na dobę ,a gdy nie muszę nie ustawię budzika mogę spać nawet 16-18 h naprawdę potrafię długo spać. Nic bardziej nie kocham niż drzemka w ciągu dnia, nawet jeśli jest to drzemka w tramwaju.
Po co demonie zjawiłeś się w moim śnie?
Może kiedyś we śnie zapytam go oto. Ale skoro śnią mi się od lat, uważam, że wiem po co tam są. To ich miejsce, taka rola, im nie specjalnie chodzi o mnie, raczej o zasadę o rządzące prawa. Tak to po prostu działa, jak mówiłem w śnie nie są niczym niezwykłym te demony.
"Nic co ludzkie nie może być doskonałe" (o ile się nie mylę to słowa Św. Augustyna). Zatem i mój plan ma swoje wady. Po prostu się wypalam, wiele osób uważa mnie za zgorzkniałą osobę, niezwykle nudną, zbyt zasadniczą, nie zdolną do spontaniczności.
Coraz mniej rzeczy potrafi sprawić uśmiech na mojej twarzy. Może to dziwne ale często uśmiecham się gdzie ludzie nigdy by się nie uśmiechnęli. Ostatnio zobaczyłem dwójkę ludzi na ulicy, kompletnie zniszczone osoby alkoholem i nędzą. Naprawdę wyglądali źle. Kobieta i mężczyzna, włóczyli się, to nawet nie przypominało chodu ale chyba byli trzeźwi. Mój uśmiech sprawiło to, że zobaczyłem, że trzymają się za ręce.
Po prostu szli trzymając się za ręce, może to przyzwyczajenie, resztka człowieczeństwa jaka w nich została, ale to było na swój sposób w tej potwornej scenie przegranego życia, czymś pociesznym.
Część korespondencji była utajniona na moją prośbę ale teraz można wrócić na forum.
Zatem takie przebudzenie nie było dla mnie przerażające raczej dziwne, niewłaściwe.
Pisałeś, że ludzie się boją śmierci tak to prawda chyba. Ja akurat nie boje się śmierci, chyba dlatego, że staram się żyć godnie i być dobrym człowiekiem. Nikt kto żył słusznie, nie powinien się bać śmierci. Nie wiem co czeka nas po śmierci czy cokolwiek nas czeka, ale z pewnością nic złego nie czeka dobrych ludzi, dlatego staram się być dobrym człowiekiem.
Moje doświadczenia o cierpieniu. Nie wydaje mi się by były zbyt ważne, widziałem i widzę znacznie więcej cierpienia niż doświadczam w życiu. Być może los zesłał na mnie więcej cierpienia niż średnia by tutaj powiadała, ale tak widocznie musi być. Kiedyś mi powiedział ktoś "Człowiek ma tyle problemów na ile go stać". Chyba los uznał, że mnie stać na więcej, szkoda, że mnie o zdanie się nie zapytał.
O moich problemach, bólach nikomu nigdy nie opowiadam. Nigdy tego nie zrobiłem i nie zrobię, takie mam zasady. Nawet przed najbliższymi osobami potrafię ukryć, moje cierpienie, raczej nikt nie ma pojęcia co się dzieje w mojej duszy. Wiem, że czasem moja matka (a kto niż matki nas znają lepiej) widzi jak niepocieszony jestem, ale nigdy nic nie mówi, bo wie, że i tak nie powiem.
Uważam się za człowieka szczęśliwego gdyż każdy kto ma gdzie spać, ma zdrowie, ma marzenia, które może realizować powinien być szczęśliwy i tak się czuje.
Często myślałem, że Demony w moich snach są wyrazem moich obaw, leków i problemów.
Ostatnio mam nie udany okres w życiu, po prostu los daje mi po dupie oraz podjąłem kilka złych decyzji. Oczywiście nie są to problemy zbyt poważne, dalej zdrowy jestem ani głodny nie chodzę, ale są to problemy, przez które naprawdę ciężko mi się wstaje rano z łóżka, potwornie ciężko. Poza tym, przemęczenie daje się we znaki coraz bardziej.
W obliczu takich chwil, moje sny powinny być krucjatą Demonów, tak nie jest. Śpię spokojnie, mam jakieś sny, ale nie te z Demonami. Gdy sięgam pamięcią, nie ma korelacji (tak jestem analitykiem) między moimi gorszymi okresami w życiu a częstotliwością snów o Demonach.
Być może zbyt zmęczony mam umysł by pamiętać sny, ale to też nigdy nie miało znaczenia, sny o Demonach są zawsze bardzo wyraźne i szczegółowe.
Głowa Głowa może oznaczać mądrość, intelekt, rozumienie i rozsądek. Może również symbolizować uzdolnienienia, wizerunek samego siebie i postrzeganie świata.
Sen, że ktoś usiłuje nam zedrzeć głowę, sugeruj... [przeczytaj całość]
Losowy cytat
"Można podpatrzeć przyszłość i dlatego, że można to zrobić, można tą
przyszłość zmienić."
Strona przeznaczona jest dla otwartych umysłów co swoje sny zgłębiać pragną. Wszelkie materiały umieszczone na stronie podlegają prawom autorskim i nie mogą być one rozpowszechniane w żadnej postaci bez zgody ich autora. Główne tematy strony to: znaczenie symbolika interpretacja snów, sennik, sny erotyczne, świadome śnienie, senniki, sny. Wykonanie i utrzymanie strony - www.itbvega.pl