[16]
Zarejestrowany: 28-03-2008 - 00:52
Postów: 46
Status: offline ostatnia wizyta: 07.06.08
|
Akcja snu dzieje się w przyszłości (około 2300roku). Gdzieś około roku 2010 zdarzyła się jakaś wojna [17] która sprawiła ,że ludzie podzielili się na 2 rasy: ludzi nadmorskich (nazwa pochodziła stąd ,że zajęli oni obszary niedaleko których niegdyś było morze [18]) i ludzi lądowych. Między obszarami zajmowanymi przez obie rasy powstał bardzo wysoki, szklany mur przez który nie przenikało powietrze. To spowodowało ,że przez te 300 lat atmosfera w obu częściach Ziemi zmieniła się i członkowie jednej rasy nie mogli oddychać powietrzem drugiej rasy, a przynajmniej tak twierdzili Starsi. Poza różnicami w atmosferze były też różnice kulturowe i sposób uczenia młodzieży. Rasa nadmorska stawiała na przedmioty ścisłe a rasa lądowa na humanistyczne. Byłam członkiem młodego pokolenia rasy nadmorskiej i bardzo mnie ciekawiła druga rasa, życie po drugiej stronie szklanego muru. Toteż gdy okazało się iż Starsi obu rodów postanowili po latach spotkać się i omówić pewne sprawy kończąc przy tym trwającą cały czas w ich umysłach - wojnę najęłam się jako asystent Starszych i mogłam bezkarnie przysłuchiwać się rozmowie i obserwować co Starsi robią. Spotkanie odbyło się w pomieszczeniu przy bramie w szklanym murze. Starsi rodu lądowych mieli na głowach bańki takie jak współcześni astronauci i zapas powietrza na parę godzin. Rozmowa przeciągnęła się jednak i powietrze powoli kończyło im się. W końcu któryś ze Starszych lądowych umarł z niedotlenienia a reszta uciekła na drugą stronę muru. Z porozumienia stron nici, lud lądowych zaczął obwiniać nas o śmierć [19] tego człowieka i stwierdzili ,że więcej na naszą stronę muru nie przejdą bo to niebezpieczne.
Ja, podpatrzywszy gdzie starsi naszego rodu trzymają podobne bańki z powietrzem zebrałam grupę przyjaciół i wspólnie zakradliśmy się na stronę muru zamieszkałą przez lądowych. Nawiązaliśmy porozumienie z lądową młodzieżą a nawet z paroma dorosłymi ludźmi. Pozwolili mi m.in. wziąć udział w sprawdzianie muzycznym który akurat pisała młodzież z lądowej rasy. Miałam na kartce wypisać nuty (nie znam się na nutach, pisałam po prostu tak jak uważałam ze będzie fajnie), ktoś następnie je odgrywał i wystawiał ocenę. Po napisaniu sprawdzianu ja i moja grupa musieliśmy wrócić na naszą stronę muru bo zaczynało nam się kończyć powietrze. Następnego dnia wróciliśmy jednak znowu. Usiedliśmy w klasie razem z młodzieżą z rasy lądowej, nauczyciel zaczął rozdawać prace. "Najlepszą pracą jest praca [20] Katarzyny"(moje imię) - powiedział. Rozejrzałam się wokół nie wierząc ,że mowa o mojej pracy(jak mogłam napisać ją lepiej niż młodzież lądowa która przedmiotów takich jak muzyka uczyła się od maleńkości? Ja? Należąca do rasy nadmorskiej? Przecież u nas nacisk kładli na przedmioty ścisłe takie jak matma), wszystkie twarze skierowane były w moją stronę, to nie była pomyłka nauczyciela. Moja praca była naprawdę najlepsza. Podeszłam do nauczyciela pytając czy mogę zatrzymać tą pracę, odmówił. W szkolnictwie lądowych uczniowie nie mieli prawa do otrzymywania swoich prac. Czując ,że popełniłam gafę powróciłam do swojej grupy. Nikt nie miał mi jednak za złe nieprawidłowego zachowania, ludzie wiedzieli ,że to sprawa tego kim jestem a nie moja wina. Choć mimo wszystko nie byłam do końca akceptowana.
Nagle powietrze znowu zaczęło nam się kończyć, tym razem jednak nie spodziewaliśmy się tego, myśleliśmy ,że mamy jeszcze co najmniej godzinę. Nie mieliśmy szans na dobiegnięcie na nasza stronę muru. Zaczęliśmy się dusić. Gdy już myślałam ,że to koniec postanowiłam zaryzykować (w końcu co ryzykowałam? I tak bym umarła.) i zacząć oddychać lądowym powietrzem. Ściągnęłam z głowy bańkę i nabrałam tchu. Powietrze pachniało trochę inaczej niż powietrze nadmorskie jednak to bez znaczenia, ponad to nie było żadnej różnicy, do mojego organizmu dotarł wreszcie zbawczy tlen. Widząc ,że moi towarzysze duszą się usiłując oddychać resztkami nadmorskiego powietrza kazałam im ściągnąć bańki. Niektórzy nie chcieli więc siłą ściągnęłam im je z głów ratując w ten sposób ich życie. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, przeżyliśmy. Niedługo po tym powróciliśmy na nasza stronę muru i powiadomiliśmy o odkryciu Starszych. Obie rasy znowu mogły się połączyć.
Nie mam pojęcia jak zinterpretować ten sen. W sumie zastanawiam się czy warto. Sam w sobie był fajny. Cieszę się ,że mogłam go opisać.
Post edytowany przez: ana_mert, 09-05-2008 - 15:14
|