nowszy wpis | starszy wpis
Nieprzewidziana zmiana ciała
Opublikowany: 05.06.2009, 17:18:42.
Kategoria:
bez kategorii
Cóż... To trochę żenujące. Powiedzmy, że już wiem, jak czują się transseksualiści. xD
Nad kanałkiem widziałam jakiś ludzi na koniach przystrojonych kolorowo, jak na turniejach. Byli to młodzi, odgrywający historyczne bitwy. Ktoś pytał kogoś innego, czy widziałam mężczyzn na koniach jakiś tam (dla mnie określenie, które padło kojarzyło się z wielobarwną, przycięto krótko grzywą). Widziałam między innymi wierzchowca ze wdziankiem w szachownicę. Paru podjechało bliżej wody niż ja stałam (byłam na drodze idącej od ronda prostopadle do zbiornika). Wcześniej tam podjechali i zaczęli się rozbierać ze zbroi… I w ogóle zdjęli ubranie, okazało się, że chcieli się ogarnąć i załatwić potrzeby fizjologiczne. Ja też miałam, więc uznałam, ze może powinnam, a ktoś mi doradził (osoba, którą byłam) bym to zrobiła teraz, bo potem może nie być kiedy (mieliśmy gdzieś jechać). Udałam się więc na stronę, ale penis wciąż był, więc to nie tylko jakiś majak rano, musiałam z niego skorzystać. :/ Co mi wychodziło nie do końca tak, jakbym chciała, bo nie umiałam strumienia moczu odpowiednio nakierować i parę kropek nawet poleciało na mnie, a ogólnie tak krzywo popłynął. To były moje pierwsze doznania z tym związane, ulga związana z wypróżnieniem, zdenerwowania, fakt, że musiałam potem to jakoś ułożyć w majtkach…
Pomyślałam, że to sen i chcę się obudzić. No bo co, kara, za to gadanie, że tak bym chciała? Czy swoją wolą sprawiłam coś takiego? Ale jak może taka zmiana zajść w ciągu jednej nocy? Zaczęłam się zastanawiać, jak teraz miałabym żyć, co z pożyciem partnerskim, co, jak się ludzie dowiedzą… Czy będę musiała operacyjnie zmieniać płeć? Ile by to trwało?
Szłam później jakoś pod Grunwaldem, ale było tam mało miejsca, wyglądało to tylko jak trawnik za blokiem i pomyślałam, że w telewizji wygląda to bardziej imponująco, ale tak serio, to ciekawe gdzie jesteśmy i że przydałoby się poszukać miejsca, gdzie miała być impreza. Uznałam, że dzisiaj nie ma całej bitwy rozgrywanej, tylko w mieście gdzieś mały pokaz dla widzów. Kogoś z organizatorów widziałam, ale rycerzy nie.
Postanowiłam powiedzieć mamie o moim problemie. Powiedziałam, że muszę o tym mówić na osobności, bo był też jej mąż. Oczywiście był jakiś przykry i zanim z mamą znalazłyśmy się w moim pokoju, zdążył jeszcze się do czegoś przyczepić i rozdmuchać sprawę. Mama najpierw chciała w małym, ale tam nie było pełnej dyskrecji, nie pamiętam, czy nie ufałam, że on nie wejdzie, czy nie można było zamknąć drzwi, bo były zawalone czymś. W każdym razie moja mam nie przejęła się zbytnio, jak pokazałam jej, co mam pod spódnicą, już większe zdziwienie było, jak łapałam jej poły, niż jak już uniosłam. Uznała, że przecież zawsze chciałam, to co za problem? Taak, nie dość, że mam wielkie piersi, to jeszcze fujarę. Jak chciałam się dokładnie przyjrzeć, to nie wiem czemu, miałam elekcję i przerażająco zwiększyło to swoją objętość.
Jechałyśmy z przyjaciółką A. (z którą wspólnie pracujemy w wolontariacie z dziećmi uchodźców) autobusem z uchodźcami. Nic jej nie mówiłam. Jak rozmawiałam wcześniej (chyba w piaskownicy) z jakimiś dziewczynkami, tak mimochodem wspomniałam, że chciałabym zrobić operację zmiany płci, nie odważyłam się zdradzić szczegółów, ale już mnie męczyło, że mam taką tajemnicę. Odniosły się sceptycznie i wywiązała się jakaś dyskusja… W tym autobusie A. była zachwycona obecnością obcokrajowców (w rzeczywistości uwielbia kontakty międzynarodowe), rozmawiała z nimi i z wolontariuszami. Ja gadałam z mamą siedząc obok niej na siedzeniu (nie wiem, skąd się tam wzięła), powiedziałam jej o pomyśle operacji. Spytała dlaczego, przecież chciałam mieć męskie narządy. Oznajmiłam, że mojemu chłopakowi może się to nie spodobać i aż mnie coś ściskało na myśl, że będę musiała mu w końcu o tym powiedzieć, ale i tak by się zorientował dość szybko. Ona zaś powiedziała, że okres jej się opóźnił, a teraz znikł. Powiedziałam, żeby zrobiła testy, ale machnęła ręką, że lekarz uznał, że nie może już zajść, mimo że przecież nie miała menopauzy i się nie zabezpieczała. Więc pojawiała mi się piękna wizja, jak moja matka rodzi dziecko, którym ja muszę się zajmować, bo rodzice są za starzy, a ja jestem dziwolągiem. Chciałam podejść do A., na tył. Jeszcze raz pomyślałam, że może to jednak sen, to moja ostatnia nadzieja. Zrobiłam test rzeczywistości, ale wyszło mi, że to nie jest sen. Nie mogłam się obudzić i jeszcze uznałam, że jest wszystko tak dokładnie widoczne i odczuwalne, że nie wyśniłabym takiego wpadnięcia na kogoś…
Bałam się, że teraz stracę chłopaka, że od razu mnie rzuci, jak odkryje, co mi się przydarzyło. Fajnie by było, jakby mnie wspierał, gdybym musiała przechodzić operacje (nie wiedziałam, na ile moja fizjonomia się zmieniła, bo przecież nic innego się nie zmieniło… nie wiedziałam, na ile budowa narządów rozrodczych się zmieniła, poza tym, że nie było, dziurki, a wszystko na zewnątrz), był przy mnie bez ten czas i czekał, aż znowu będę normalną kobietą, Ale nie miałam na to nadziei. Bałam się jego reakcji, dlatego odwlekałam powiedzenie mu…
Liczba wyświetleń: 701
nowszy wpis | starszy wpis