"Zmiany przyjdą na pewno, ale nie wtedy, gdy się na nie czeka." (Stefan Kisielewski)
Wszystko u mnie byle jakie, wrażliwe, a chyba najbardziej, poza psychiką, moje stopy. Fabryka odcisków, odgniotów, otarć i odparzeń - przekleństwo! Każde nowe buty są dla mnie jak potencjalne narzędzie katuszy. Dobre w sklepie, do niczego na ulicy na nogach. Kupuje cale kopy, oddaje na dobroczynne cele buty całkiem nowe, a sama chodzę, jeśli już trafie wygodne, aż do całkowitego ich zniszczenia. Nienawidzę kupowania butów!
Śnię. Idę gdzieś, mam dokądś dojść, nie wiem dokąd, wiem jedynie, że cel tej wędrówki jest dla mnie bardzo ważny. Sprawa życia i śmierci! Nagle z przerażeniem stwierdzam, że mam na nogach niewyobrażalnie stare, zniszczone buty. Odklejone podeszwy rozdziawiają na mnie swoje przerażające i bezsilne gęby. Są obrzydliwe! Wokół gęste, przepastne błoto. Nie ma mowy, w takich butach nie zrobię nawet jednego kroku. Z ogromnym bólem i z desperacją zdaję sobie sprawę - nie dojdę!
W sposób oczywisty kojarzę tę senną wędrówkę z moją psychoanalizą, w która się zaangażowałam po uszy, z jej rozwojem, etapami. Na początku "ewoluowałam" w poznawaniu samej siebie, w analizowaniu osobistego kontekstu, w wyszukiwaniu motywów i przyczyn z imponującą szybkością ponaddźwiękowca.
Wszystko szło jak po maśle. Do pewnego momentu. Nagle bariera, mur nie do przebicia, niezrozumiale zahamowanie. Stare zniszczone buty, a ja tak nienawidzę butów nowych.
Nie lubimy, więcej - boimy się - zmian. Czego bardziej się boimy? Czy porzucenia starych, na nic już nieprzydatnych butów - naszych neurotycznych zachowań, rutyny, lęków, poczucia winy, których trzymamy się uporczywie, gdyż do dzisiaj stanowiły o naszym złudnym poczuciu bezpieczeństwa? Czy też przeraża nas "nowe"? Niepokojące, bo nieznane? Ale przecież każde stare buty były kiedyś niewygodne, bo nowe. I się rozchodziły, więc skąd ten lek?
Jakże często wrzeszczę do mego psychiatry: - Od zawsze byłam taka, a nie inna. Dlaczego właśnie teraz mam się zmienić?! - Bo wszystko jest do kitu, bo od lat w moim życiu wszystko idzie na opak, bo cierpię, bo mam już dosyć, bo się duszę... - odpowiadam sama sobie. Bo potrzebuje zmian!
Lepiej późno niż wcale. Mój moment nadszedł, by dokonać fundamentalnych zmian w mojej psychice, w moim życiu. Dopiero teraz chcę i mogę przetestować nowe rozwiązania, które złagodzą mój egzystencjonalny ból. Zaczynam wierzyć, ze jest to możliwe.
Ja się zmienię, bo tego chce. Jeszcze tylko nie wiem, jak tego dokonam.
Czego oczekuje od psychoanalizy? Gdybym była mechanikiem, oczekiwałabym dostarczenia mi nowych, przydatnych narzędzi, których mogłabym użyć do pożytecznej pracy. Gdybym była artystą, chciałabym nowych, pięknych farb na mojej palecie, tak by obrazy wychodzące spod mojego pędzla były nie tylko bardziej realne, ale i bardziej barwne, podobające się i mnie samej, i światu - piękne!
Ale się zatkało. Szkoda. "Na komendę nikt nie zmieni swego mózgu i serca, jak nie zmieni nosa." (Aleksander Swietochowski)
Nikt i nic nie jest w stanie przyśpieszyć procesu zmian. To ma się dokonać samo z siebie w mojej najtajniejszej głębi. Nie mogę teraz zwątpić w potrzebę i nieodwołalność zmian. Nie mogę tchórzliwie się skryć pod osłonę starych psychicznych przyzwyczajeń. Proces, którego się podjęłam i jaki wcześniej czy później ma się we mnie dokonać nie jest konkursem, wyścigiem, nie ma tu konkurencji, rywali. Liczę się tu jedynie ja sama i tempo, jakie mi najbardziej odpowiada.
Poczekam więc cierpliwie, chociaż to czekanie jest męczące i bolesne. Wiem jednak, ze tylko dzięki daleko idącym zmianom mogę się rozwinąć, życiowo zmądrzeć. Najwyższy czas. Lecę po nowe buty!
Magdalena Nawrocka
www.geocities.com/magdanawrocka [3]