Login:     Hasło:           Zarejestruj się / Zapomniałem hasło

Sen a życie - czubek



Wymyśliłam sobie, że dzisiaj będzie trochę śmiesznie i trochę brutalnie. Jeżeli chcę Wam bowiem pokazać jak to jest ze zwierzętami w snach – to najlepiej „ugryźć” temat pół – żartem, pół –serio. I ja naprawdę wiem, że przyzwyczajeni jesteście do myślenia o zwierzętach sennych przez pryzmat popędów, archetypów Junga i całej mitologiczno-symbolicznej aparatury teoretycznej, ale tak na co dzień i w życiu zwykłego obywatela „świata” (bo raczej nie tylko Polski) – takie podejście zwyczajnie nie działa, a wręcz przynosi kłopoty, jeżeli się ktoś upiera strasznie i na „śmierć”, że ARCHETYP prawdą o śnie stoi ABSOLUTNĄ! (jak piszę „archetyp” mam na myśli generalnie symbol nasycony konkretną energią np. symbol pająka, węża, krokodyla, kota, ale też symbol matki, wody, ognia itp).
Powiem Wam, że zwierzęta w snach to zawsze był mój największy problem, ale jednocześnie największe wyzwanie. Przy tym to właśnie na nich „połamałam zęby interpretacyjne” do tego stopnia, że nie mogłam już myśleć o sobie, że jestem nieodrodną córką Junga (Freud mnie nigdy nie chciał adoptować, a ja nie nalegałam ;) Moje obserwacje i praca z ludźmi w kontekście ich snów pokazały mi bowiem nadzwyczaj wyraźnie, że tam gdzie myślę brutalnie, życiowo, przyziemnie i do bólu prosto (prostota to bardzo ważne słowo jeżeli chcemy prawidłowo interpretować sny!) – tam się przeważnie nie mylę, natomiast tam gdzie zaczynam wertować opasłe tomiska z symboliczną wiedzą na przykładowy temat – czym jest pajęczyca w snach? – i odkrywam, że to symbol pradawnej Matki, która tkała losy świata u wszelkich prapoczątków, a w związku z tym ja również (mogę tak wnioskować) odkryję w sobie potencjał „kobiety-tkaczki” – no to, sorry, ale jestem znaczeniowo dokładnie w tym samym miejscu, w którym byłam. Snu nie ugryzłam, a jeszcze zaprogramowałam się podświadomie na myślenie o sobie bardzo na wyrost i bardzo „z wysoka” (Pradawna Matka zobowiązuje ;). W efekcie tam gdzie miała powstać śliczna tkanina interpretacji, z której miałam de facto skorzystać – jestem złapana w sieć znaczeń z wyższej, powiedzmy sobie szczerze – kompletnie nie przydatnej na ten moment życia, półki.
Przy tym zdradzę Wam pewien sekret, związany z pewnym pytaniem, które sobie zadałam. Śledząc bowiem wiele sennych zwierząt, zaczęłam się zwyczajnie zastanawiać jak odróżnić zwierzę, które chce mi coś powiedzieć o mnie samej (czyli symbol wynika z mojego wnętrza, jest w nim zakorzeniony) od zwierzęcia, które jest informacją o konkretnej osobie z zewnątrz, którą np. za chwilę spotkam. I wtedy doszłam do wniosku, że jeżeli sen chce mi pokazać kogoś z zewnątrz, a dokładniej chce mi uświadomić jaki przekaz energetyczny ta osoba mi zaprezentuje (i tutaj pięknie działa archetyp czyli pierwotna energia ukryta w symbolu np. pajęczyca = człowiek – pułapka, drapieżnik, jad, trucizna, osoba działająca w sieci, często po prostu w necie) to pokazuje mi zwierzę obce, którego nie znam, którego nie ma w moim otoczeniu bezpośrednio, natomiast jeżeli sen chce mi uświadomić jak działa jakiś mój wewnętrzny aspekt np. kobiecość, instynkt samozachowawczy, wtedy pokazuje mi zwierzę, które posiadam (akurat ja mam kotkę, koleżanka psa itd).
No dobrze, a teraz powiecie do mnie – przecież w poprzednich felietonach pisałaś o koniach, a one były obce i z zewnątrz, a i tak zinterpretowałaś je jako wewnętrzną siłę podświadomości każdej ze śniących, a nie jako konkretną osobę, która zaistnieje w życiu sennego podmiotu? No tak, i właśnie tutaj byście mnie nieomal mieli, ponieważ sama nadal mam zagwozdkę co z tym fantem począć. W każdym razie rozmyślając intensywnie o tym, dlaczego na tamten czas zinterpretowanie obcego konia (obcego, bo na poziomie snu nadszedł z zewnątrz) jako elementu psyche śniącej dało pozytywny efekt, doszłam do wniosku, że widocznie tam, gdzie leżą nasze własne senne prapoczątki, tam gdzie sny dopiero przedzierają się do naszej świadomości i życia (a tak było w wypadku tej konkretnie śniącej) – tam lepsze zastosowanie ma tłumaczenie symboli poprzez archetypy, a nie uzyskiwanie poprzez sen konkretnych informacji o konkretnych osobach z zewnątrz. To tak jakby sny najpierw zapoznawały nas z planem ogólnym lasu (a tutaj skupiamy się na tym, że las to skupisko drzew, a nie skupisko sosen, modrzewi itp.), kiedy później ścieżka poprowadzi nas koło każdej choinki i krzaczka, informując o ich gatunku, podłożu na którym wzrastają itp., na koniec karząc nam stanąć twarzą w twarz z każdym zwierzęciem tego przedziwnego świata.
Żebyście mnie do cna nie znienawidzili za to zamieszanie ;) – posłużę się przykładem z życia, który ma Wam z założenia unaocznić jak przekłada się własne, posiadane zwierzę na wewnętrzny aspekt osoby śniącej, na jej odśrodkowy komentarz. I właśnie teraz będzie i brutalnie i trochę śmiesznie :)
A zatem jakiś czas temu zadzwoniła do mnie koleżanka cała szczęśliwa z informacją, że ma dla mnie męża ;) Przedstawiła mi pana w superlatywach, ja się zgodziłam po takim hiper - optymistycznym wstępie na kontakt z panem telefoniczny, pan do mnie zadzwonił i mówi – „cześć, ile Ty masz wzrostu?” – „yyyyy… (lekko mnie zaskoczył) … chyba 1,64… a Ty?”, „1,72…” – „yyyy… (powiedziałam ja)” – „co? myślałaś, że jestem wyższy?” – „no, prawdę mówiąc tak myślałam” – „a ja myślałem, że jesteś młodsza! (wrzasnął mi nieomal w słuchawkę pan). Po wyrzuceniu z siebie tegoż wyznania, dodał jeszcze w szalonym, nieomal szekspirowskim monologu, że mimo to mam u niego szansę, jak mu udowodnię, że mój poziom inteligencji jest położony gdzieś blisko poziomu inteligencji Einsteina, bo on generalnie jest wybitny, i ja też mam taka być! No cóż, zupełna porażka, rozmowa skończyła się równie szybko jak się zaczęła – i to on odłożył słuchawkę, nie ja (że mam ostry dziób wspominałam ;)
Drugi okaz męski, który jest mi potrzebny do zobrazowania analogii między zwierzęciem sennym, a życiem – chciał mnie zabrać na kawę, ale ponieważ wybitnie coś mnie w nim drażniło (a dokładniej w jego głosie, jakiś przebijający fałsz? coś takiego), nie mógł zupełnie mnie do niej przekonać. Próbował różnych sztuczek – a to mnie zawodowo zagadywał, a to intelektualnie – aż w końcu napisał do mnie w te słowa – „tylko ciekawy jestem co sie stalo ze tak szybko zrywasz znajomosc nawet sie nie spotkalismy nie pogadalismy wiec ciekawe co toba kieruje” (zostawiam pisownię oryginalną). Odpowiedziałam mu tak – „Nie chciałabym wyjść na osobę niegrzeczną, dlatego gwoli odpowiedzi na Twoje pytanie, ale bez wchodzenia w dyskusję, bo nie mam nic więcej do powiedzenia - chciałam Ci powiedzieć, że w swoich wyborach kieruję się intuicją, a w Tobie mi coś nie gra. I to tyle. Także na kawę nie pójdziemy, a Tobie życzę powodzenia w dalszych poszukiwaniach. Pozdrawiam”. Na co dostałam ni mniej ni więcej taką oto wypowiedź – „ciekawe co nie gra, wiesz jakoś też mi coś nie odpowiada, ale nie nazywam tego intuicją a zdrowym rozsadkiem, masz dwoje dorastających dzieci, zapewne masz wiele problemów zwiazanych z ich dojrzewaniem, a ja jokoś nie mam ochoty angażować sie w czyjes problemy, pozdrawiam”.
Było brutalnie? Wypisz, wymaluj i „niby” między oczy.
A teraz jak to skomentował sen, przy tym zwróćcie uwagę, że zrobił to równie bezpośrednio i nieprzyjemnie, jak pokazał to real. W marzeniu sennym siedziałam na krześle w swoim mieszkaniu, w dużym pokoju i trzymałam na kolanach, na poziomie brzucha – swoją kotkę. Przyglądając się jej uważnie, zauważyłam że dokładnie na czubku głowy ma zupełnie siwe włosy, które układają się w takie kółko, jak to biskupi zwykli nosić. Obok mnie po prawej stał jakiś facet, który również patrząc na zwierzę powiedział do mnie – „ona jest stara i zaraz zdechnie”. Nie odpowiedziałam mu, tylko nadal uważnie przyglądałam się kocicy, która ani we śnie nie zdychała, ani nic jej było, miała tylko na głowie ten siwy placek, który mnie na poziomie snu bardzo zastanawiał.
Powiem Wam szczerze, że po wybudzeniu, wzięłam szybko i kontrolnie na ręce moją kotkę, a nawet ją lekko wytarmosiłam, żeby sprawdzić jej siły życiowe, i chyba było mi to właśnie potrzebne, bo nagle mnie olśniło, co sen chciał mi powiedzieć. Prawdę mówiąc można to zamknąć w jednym zdaniu, które brzmi – „można osiwieć od czubków!”. Widzicie to? Kotka była moja – a zatem reprezentuje moją refleksję co do informacji, które napływają od panów - czubków, pokazanych poprzez siwy placek na czubku głowy kotki. Jeszcze inaczej – kotka czyli moja kobiecość, ja sama, została przez tego z boku podsumowana jak powyżej (stara i zdechnie), ale ona miała na to swoją odpowiedź – ten co gada, to czubek, i generalnie można od nich osiwieć :)
I tak to mniej więcej wygląda. Uff… dałam radę Wam to przekazać ;) Na razie :)

Agnieszka Szczepkowska sophia (d. "el argento")
dreamlake@op.pl





czytań: 891     publikacja: środa, 14 października 2009 - 18:02     Wyślij artykuł do znajomych Strona gotowa do druku

Powrót do działu Porady

Strona przeznaczona jest dla otwartych umysłów co swoje sny zgłębiać pragną. Wszelkie materiały umieszczone na stronie podlegają prawom autorskim i nie mogą być one rozpowszechniane w żadnej postaci bez zgody ich autora. Główne tematy strony to: znaczenie symbolika interpretacja snów, sennik, sny erotyczne, świadome śnienie, senniki, sny. Wykonanie i utrzymanie strony - www.itbvega.pl