Login:     Hasło:           Zarejestruj się / Zapomniałem hasło

Sen a życie - Głowa



Może nie zabrzmi to zbyt miło, ale bywa, że musimy dostać młotkiem po głowie (albo dziobem). Czasem od życia, a czasem od kogoś kto stanie na naszej drodze i owym "młotkiem" dysponuje. Tu nas ubiegł. I tutaj powinniśmy żywić dla owej osoby wdzięczność, zwłaszcza jak nasze głowy przypominają twarde kaski, albo średniowieczne hełmy.
Wiem, że brzmi to paradoksalnie - dlaczego bowiem mamy być wdzięczni komuś, kto sprawia nam ból? Skanduje słowa wprost do ucha, dobierając je nadzwyczaj celnie - i gra na naszych nerwach jak szalenie uzdolniony wirtuoz szarpiący za struny instrumentu? My przecież nie jesteśmy „drewno”. My mamy wrażliwość, osiągnięcia, znamy języki, piastujemy stanowiska, płacimy podatki, zatrzymujemy się na czerwonym świetle, mówimy "dziękuję", "proszę", "przepraszam".... my jesteśmy "ktoś". Naprawdę nie byle - kto! Ktoś brzmi tak dumnie. Czemu zatem ten nieproszony intruz chce nam odebrać nasz święty spokój? Małą stabilizację? Rozeznanie w kwestiach zasadniczych?
A może dlatego, że chce z nas wydobyć "prawdziwą muzykę"? Dać nam stumilowe buty? Jednym celnym ciosem otworzyć bijące w nas źródło autokreacji? Która gdzie leży? No gdzie? W głowie, Moi Drodzy. Otwartej.
Znałam kiedyś mężczyznę.
We własnych oczach był przeniesionym do współczesności - Napoleonem Bonaparte. Kochał generałów wszelkiej maści, dlatego nawet krojąc pomidory - nożem ciął jak mieczem - z fantazją! Rzeczą oczywistą jest, że nigdy nie płakał przy cebuli. Sosy robił najlepsze, bo oprócz tego, że generalska postawa, to jeszcze kulinarna perfekcja i znajomość światowych trendów. Taka mieszanka. Rozmach, bohaterstwo, historyczne opowieści i oczko do kobiety znad buchającego rondla pełnego śródziemnomorskich przysmaków..... I to chyba normalne, że smakując to co udało mu się przepysznie ugotować, zakładałam, że ma tak we wszystkim, również w rozumieniu spraw nieco szerszych niż połączenie bazylii z pomidorem.
Miał tak "szeroki gest" i "szerokie spojrzenie", że wprost nie miałam pojęcia, co mi nie gra. Przesłanki do całości obrazu przychodziły powoli i w drobiazgach. Na przykład jego kwiatki. Miały po 30 lat, ich łodygi przypominały zdrewniałe przed wiekami archeologiczne wykopaliska i absolutnie nie można ich było ruszyć z parapetu, mimo że zasłaniały światło i żeby zobaczyć co jest za oknem, trzeba było jak tarzan odgarniać heroicznie ich liście. O te kwiatki toczyłam z nim bój, który przegrałam z kretesem, podobnie jak o parę drobiazgów związanych z idolami rockowymi, które nijak nie przypominały sentymentalnej pamiątki, a miały trwać na segmencie - po wieki wieków, odkurzane pieczołowicie, obchuchiwane, i będące wiecznym powodem do towarzyskiej dumy (w końcu zdobyte w warunkach polowych czyli koncertowych, prawda?! no). Do tego doszły nietykalne, tkwiące za szybą jak eksponaty modele samolotów wykonane w wieku 10, 12, 14, 16 lat oraz miś z naderwanym uchem od pierwszej dziewczyny, w którego brzuchu zamieszkał pająk, ale pająka się zabiło (jak się go odkryło), natomiast misia zostawiło i w ogóle bez dyskusji.
Na ten moment myślę, że kolega zwyczajnie bał się ryzyka związanego ze stawianiem samodzielnych życiowych kroków, ale wtedy jak tak sobie zbierałam wszystko w głowie, sumowałam, dodawałam, odejmowałam, to i tak mi wychodziło, że się czepiam, a on światowy człek, zdania buduje piękne, treść w nich może nieco nudna, ale w sumie z sensem, żyje jako ten światło - przeciętny obywatel, i w ogóle o co Ci kobieto chodzi!?
Dlatego też pewnego pięknego dnia opowiedziałam mu o snach.
Nie powiem.... minę zrobił generalską. Łypnął na mnie okiem, trochę posapał, parę razy odkaszlnął, nerwowo zakręcił się na krześle, ale całościowo trzymał fason głębokiego zrozumienia dla tematu i pełnej tolerancji dla rzeczy nowo odkrywanych. Byłam nieomal szczęśliwa. Słuchał, kiwał głową, a nawet sam nieproszony obiecał, że swoje sny będzie zapisywał w datach w nabytym do tego celu zeszycie ze sztywną okładką. Uczyniwszy to ostatnie, pewnego dnia przyszedł do mnie ze swoim snem, do którego opłotkami zmierzam, a który świetnie pokazuje o co chodzi w dzisiejszym temacie głowy-nie-zamkniętej-na-nowe.
A zatem bohater naszej opowieści postanowił we śnie wyjść do ogródka przed swoim blokiem. Tam spotkał starszego pana, który zakomunikował mu - "przyleciał kolorowy ptak, zobacz!". W samej istocie - duży, barwny ptak, którego śniący nie za bardzo potrafił zakwalifikować gatunkowo, właśnie usiadł na ogródkowym krzaku, natomiast zupełnie nie zamierzał na tym poprzestać. Okazało się bowiem, że przedziwne ptaszysko miało swój tajny plan - chciało usiąść na głowie generała, wczepić mu się we włosy, po czym porządnie go w nią dziobnąć. Śniący spanikowany, uciekł do domu przez balkon, a ni to sowa ni sójka - za nim. Tam człowiek uciekał przed ptakiem, a ptak nie zamierzał odpuścić człowiekowi, wisząc mu nad głową i strasząc "ostrą bronią". W końcu śniącemu udało się zbiec do kuchni, gdzie spotkał swoją mamę, która powiedziała mu - "ptak jest głodny, trzeba go nakarmić". Co zatem znalazł nasz generał dla ptaka w ramach zatkania mu dzioba? Jedzenie dla chomika. Koniec obrazu.
No i tak Moi Drodzy.
Interpretację snów zaczynamy od pytań, na dodatek kompletnie nie przejmujemy się, czy są mądre czy głupie, po prostu je zadajemy. Przy tym wymyślamy ich jak najwięcej, wydobywając w ten sposób mnóstwo znaczeniowych szczegółów, które w innym razie mogłyby nam umknąć.
A zatem. Czy ptak jest wewnętrznym procesem psychicznym śniącego np. jego wewnętrzną chęcią zrozumienia czegoś, otworzenia się na coś (kolorową, lotną myślą) czy inną, konkretną osobą, która pojawia się w jego otoczeniu? Czemu ptak jest kolorowy - na jakie cechy może to wskazywać? Dlaczego zwierzę uparło się wczepić we włosy śniącego, a na dodatek porządnie go dziobnąć? Dlaczego senny ptak nie chce śniącego dziobnąć na przykład w plecy, kark, rękę, nogę, ucho itp? Czy może mieć to znaczenie dla interpretacji? Jeżeli tak to jakie? Dlaczego śniący nie potrafił zakwalifikować we śnie ptaka? Dlaczego się go bał, uciekał przed nim? Kim jest mama śniącego - jego rzeczywistą mamą czy wewnętrzną mądrością, dobrą radą, obiektywnym postulatem? A może jednym i drugim? Czy ptaki żywią się jedzeniem dla chomików? A jeżeli się nie żywią, to co wynika z faktu, że we śnie śniący nie był w stanie odnaleźć w swojej kuchni np. ziarna? Jakie uczucia śniącego dominują w tym obrazie sennym? Jak możemy ocenić jego zachowanie? Jest mężczyzną odważnym, heroicznym czy ostrożnym, lękliwym? Co wymyślił, żeby ocalić własną głowę? Zamknął ptaka w klatce, postarał się go złapać, utopił w wannie, nawinął na lasso, upiekł na patelni, uwięził w piekarniku, a może próbował oswoić?
W tym momencie przypomniał mi się jeszcze jeden sen tego samego śniącego, który pojawił się wcześniej niż omawiany, natomiast jest o tyle ciekawy, że pokazuje tożsame zjawisko psychiczne.
Śniący będąc w swoim mieszkaniu, podchodzi do otwartego okna i widzi małą, ciemnowłosą dziewczynkę, a obok niej starca. Mała bawi się w piasku, lepi babki. Nasz bohater nie zastanawiając się długo, postanawia swoje okno zamknąć, natomiast kiedy to robi, na szybie pojawia się ręka dziewczynki, która nie chce do tego dopuścić. Siłują się oboje dłuższą chwilę. Śniący stawia na swoim, okno zamyka, ale kipi wściekłością, po obudzeniu ze snu również.
Co możemy powiedzieć najprostszego o takich obrazach? Na pewno, że nasz światowy generał, na coś się nie zgadza, nie chce czegoś do siebie dopuścić. Okno w snach symbolizuje między innymi sposób patrzenia, światopogląd (okna we śnie to często nasze oczy, nasze widzenie) a patrząc na opisane sny widzimy wyraźnie, że mężczyzna zamyka je przed dziewczynką, podobnie jak ucieka przed atakującym ptakiem. Jest zgrzyt, feler. Niby dorosły facet, a zwiewa przed ptakiem i siłuje się z dzieckiem. Nie gra. I zdecydowanie na coś wskazuje.
Do tego na co dokładnie, będę dochodzić stopniowo, natomiast na tą chwilę mam dla Was zagadkę.
Kim a może czym - jest kolorowy ptak? Sny to hazard..... jak obstawiacie? Wnętrze czy ze-wnętrze?
Pięknego wyśnienia, do usłyszenia.

Agnieszka Szczepkowska sophia (d. "el argento")
dreamlake@op.pl

PS - chciałabym dodać coś ważnego gwoli uściślenia uśmiechu Anioła. Snów nie można traktować zbyt poważnie, bo jest w nich dużo przekory, która uczy pokory :) Uśmiech Anioła to również senne poczucie humoru. Na razie uwierzcie mi na słowo.

Felieton pochodzi ze strony:
Tajemnice Kobiety



czytań: 1439     publikacja: wtorek, 01 września 2009 - 22:12     Wyślij artykuł do znajomych Strona gotowa do druku

Powrót do działu Porady

Strona przeznaczona jest dla otwartych umysłów co swoje sny zgłębiać pragną. Wszelkie materiały umieszczone na stronie podlegają prawom autorskim i nie mogą być one rozpowszechniane w żadnej postaci bez zgody ich autora. Główne tematy strony to: znaczenie symbolika interpretacja snów, sennik, sny erotyczne, świadome śnienie, senniki, sny. Wykonanie i utrzymanie strony - www.itbvega.pl