Login:     Hasło:           Zarejestruj się / Zapomniałem hasło

Sen a życie - Świt



Ponoć najtrudniejsze jest zawsze pierwsze zdanie, więc napiszę niniejszym, że to prawda – i tym samym po prostu zacznę moją przygodę z pisaniem o snach. Gdzieś w głębi duszy, to światełko zawsze paliło się najjaśniej, chociaż nawet teraz, kiedy sny są moim chlebem powszednim, nie mogę powiedzieć, że je znam do końca, czy znam się na nich bezwzględnie. Pierwsza rzecz jaką musimy założyć obcując z marzeniami sennymi, i bardzo proszę, żeby wszyscy czytający mnie tę kwestię wytłuścili sobie w pamięci najgrubszą z możliwych czcionką – jest fakt, że w przypadku snów ogromne zastosowanie znajduje złota myśl Sokratesa – „Wiem, że nic nie wiem”. Innymi słowy – pokora, pokora i jeszcze raz pokora. Jeszcze innymi – siłując się ze snami, niczego nie zwojujemy i niczego się nie dowiemy, a o to nam przecież chodzi. Dopiero płynąc z sennym nurtem, wtapiając śnienie w naszą codzienność, przeplatając to co dotykalne i rzeczywiste z tym co wyśnione – złapiemy złotą nić sensu (obrazów) i uśmiechu.
A skoro o uśmiechu mowa, nie mogę w tym miejscu nie opowiedzieć o najpiękniejszym uśmiechu, który zdarzyło mi się zobaczyć we śnie. I nie był to zamglony i zagadkowy uśmiech Mona Lizy, ale uśmiech nadziei, który spłynął do mnie wprost z sennego nieba – uśmiech Anioła.
Natomiast, żeby nie było za słodko, bo generalnie tak to nie działa, powinnam chociaż wspomnieć o dwóch zasadniczych wydarzeniach, które położyły się ciemną nocą na moim życiu przed wielu laty. Pierwsze z nich to śmierć Taty, który zginął wraz z 6 członkami swojej załogi na Morzu Północnym, gdzie ich jacht szkoleniowy został staranowany przez tankowiec, druga – to rozwód, z jak mi się wydawało, miłością mojego życia. Oba wydarzenia miały miejsce w tym samym roku, i wtedy też dostałam sen wielki, w którym na niebie Bóg wymalował dla mnie tęczę.
W moim obrazie szłam samotnie drogą przez kompletnie zrujnowane miasto. Byłam zupełnie załamana, miałam spuszczoną głowę, powłóczyłam nogami. Wokół były same gruzy, zburzone domy, ogromne, niekończące się połacie zgliszcz. Miejsce smutne i beznadziejne, miejsce śmierci. Szłam bezrefleksyjnie, bez czucia, jak robot. Nagle się zatrzymałam, bo dotarło do mojej sennej świadomości, że w piwnicy zburzonego domu, który miałam przed sobą – leży ciało zmarłej, młodej dziewczyny. Nie widziałam jej, ale wiedziałam, że ona tam jest. Nagle wokół siebie usłyszałam śpiew, a z piwnicy ku mojemu sennemu zdrętwieniu (bo zdrętwiałam ze strachu, wbiło mnie po prostu w chodnik) wyleciał Anioł, a właściwie Anielica, która śpiewając wzbiła się w niebo. To było tak niesamowite zjawisko, że siłą rzeczy musiałam wzrokiem śledzić jej lot. Podniosłam więc głowę i taka znieruchomiała patrzyłam co dalej. A ona leciała wpatrzona w niebo, śpiewając swoją pieśń, z długimi, rozwianymi włosami, szczęśliwa swoją wolnością. No i nagle…. po prostu to zrobiła. Odwróciła głowę w moją stronę, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się z niebiańskich, słonecznych, rozśpiewanych przestrzeni nieba.
W tym miejscu mam do Was prośbę.
Wyobraźcie to sobie.
Wyobraźcie sobie młodą kobietę, która stoi samotnie wśród miasta, w którym nie ma jednego całego domu, jest niczym innym jak kupką nieszczęścia, chodzącym zombie, cierpieniem w najczystszej postaci i owa kobieta nagle widzi jak Anioł (może Dusza?) wzlatuje do nieba. Na dodatek śpiewa, na dodatek się uśmiecha…. Jaka idzie z takiego obrazu energia? Jakie pojawia się przesłanie? Czy w XXI wieku, w dobie komputerów, maszyn, galopującej genetyki, sztucznej inteligencji – nadzieję może dać senny uśmiech Anioła?
A zatem jestem żywym, chodzącym, mówiącym, czującym, czasem złoszczącym się niewspółmiernie do okoliczności plus pełnym innych, licznych wad, ale i zalet – dowodem, że może.
I oczywiście ten sen nie postawił mnie na nogi od zaraz i tak po prostu. Do tego dnia i do tej godziny, kiedy piszę do Was te słowa, musiałam przejść długą drogę przeróżnych doświadczeń, które wielokrotnie zwalały mnie z nóg, przynosiły cierpienie, i wiele, wiele bólu. Natomiast TEN! dokładnie uśmiech pokazał mi na poziomie energetycznym, całkowicie odśrodkowym, moim, prywatnym, głębinowym, że jest taka cząstka we mnie, w nas ludziach, która nigdy nie podda się śmierci, jakkolwiek ją rozumieć. Że jest taka Siła, która wyciągnie mnie/nas z najczarniejszych ciemności i pokaże jaki kierunek patrzenia jest właściwy - pionowy, w górę, ponad gruzy, bo to stamtąd płynie uśmiech.
A patrząc tylko na sen - zwróćcie uwagę na bardzo ważny senny detal. Na ruch mojej głowy. Najpierw trzymałam ją spuszczoną w dół, a zatem – od razu tłumaczę – miałam wtedy zrozumiały, wszechogarniający dół, którego przyczyny widać bardzo dobrze w obrazie zburzonego miasta (zburzone domy - rozwód). No a co zrobiłam potem? Śledząc lot Anioła? Podniosłam ją do góry. Właśnie!
I o to właśnie zawalczę w tym miejscu pisząc do Was o snach. Postaram się sprawić, żeby Wasze myśli poszybowały w górę, kiedy Wasze nogi będą twardo stały na ziemi. Sny nadają się do tego znakomicie. Nie znam większego skarbu.

Agnieszka Szczepkowska sophia (d. "el argento")



--------------------------------------------------------------------------------

Na imię mam Agnieszka, lat 38, urodzona w Gdańsku, wychowana w Sopocie. Osoby najbliższe i ukochane to syn Mateusz – lat 16, syn Marceli – lat 13 oraz moja siostra – Magda. Najważniejszy Przyjaciel i „powiernik senny” to Ewa. Najpiękniejsze i najbardziej charakterne zwierzę, które towarzyszy mi od 9 lat to moja kotka – Pisia.
Studia, które zajęły mój umysł na długie, mozolne lata to – filologia polska (najdłużej), psychologia (bardzo krótko, de facto małe mgnienie), teraz pedagogika.
Pracuję zawodowo w polskim sądownictwie.
Snami zajmuje się od około 9 lat – badam je, zapisuję, rysuję, kolekcjonuję. Są moją największą pasją. Oprócz marzeń sennych, bardzo uważnie przyglądam się kobietom, ze wskazaniem na ich rozwój, potencjał, możliwości, odporność, piękno itp. Fascynuje mnie przemiana „kopciuszka” w „księżniczkę”, osoby podatnej na wpływy w panią własnego życia, dlatego akurat ten temat będzie bardzo żywotny w moim tutaj pisaniu. Lubię też podróżować, gotować, a ostatnio – sprzątać. Stwierdziłam, że to ostatnie bardzo mocno odciąża moją głowę, dzięki czemu robi się w niej automatycznie porządek J Gorąco polecam.
To kim jestem, jak odbieram świat, a przede wszystkim jak rozumiem sny – zawrę w moim pisaniu. Serdecznie zapraszam do wspólnego ich odkrywania. Naprawdę warto.
dreamlake@op.pl

Artykuł pochodzi ze strony:
Tajemnice Kobiety








czytań: 1197     publikacja: poniedziałek, 31 sierpnia 2009 - 21:20     Wyślij artykuł do znajomych Strona gotowa do druku

Powrót do działu Porady

Strona przeznaczona jest dla otwartych umysłów co swoje sny zgłębiać pragną. Wszelkie materiały umieszczone na stronie podlegają prawom autorskim i nie mogą być one rozpowszechniane w żadnej postaci bez zgody ich autora. Główne tematy strony to: znaczenie symbolika interpretacja snów, sennik, sny erotyczne, świadome śnienie, senniki, sny. Wykonanie i utrzymanie strony - www.itbvega.pl