Ann Faraday, fragment z książki "Dream Game"
Czasami pytano mnie, czy pobudzanie przypominania sobie snów może być niebezpieczne. Raz, kiedy już otworzyliśmy bramy snów, czy nasze sny nie mogą wybuchnąć i nas przytłoczyć? A może pokusa mrocznego umysłu jest tak wielka, że moglibyśmy zostać wciągnięci w niezdrową introspekcję i zlekceważylibyśmy nasze obowiązki w świecie zewnętrznym. Moja odpowiedź na to brzmi, że śnienie jest tak samo niebezpieczne jak życie – ani mniej ani więcej – ale pracując z tysiącem ludzi na całym świecie (włącznie z tymi, którzy porzucili psychoterapię, ponieważ nie uzyskali z niej żadnej pomocy, i innymi, którzy rzeczywiście zostali wysłani przez psychiatrów na warsztaty snów), mam doświadczenie, że takie lęki są jeszcze jednym przykładem katastroficznych oczekiwań bez realnych podstaw. Ponieważ głównymi winowajcami w rozprzestrzenianiu takich lęków są psychiatrzy i psychoanalitycy, czasami zastanawiam się, czy nie kryje się za tym ich prawdziwa troska o możliwą utratę biznesu albo zawodowego prestiżu.
Jestem zaszokowana sposobem, w jaki pozwalamy ekspertom rządzić naszym społeczeństwem, kiedy trochę własnej pracy nad sobą w różnych dziedzinach spowodowałaby, że w wielu przypadkach ich usługi byłyby niepotrzebne. W swojej ostatniej książce Tools for Conviviality Ivan Illich atakuje to, co nazywa „zawodami imperialnymi", które promują uzależnienie się i utrzymują monopol nad poszczególnymi dziedzinami życia. Jako największe zagrożenie dla naszego zdrowia widzi nowoczesną medycynę, włącznie z psychiatrią, zajmującą się przede wszystkim utrzymaniem chorego w uzależnieniu od medycyny i zachowaniu go w niezdrowym środowisku. Dodaje, że prawdziwe niebezpieczeństwo nie leży w zbyt małej medycznej opiece, ale w zbyt dużej.
(...) Nigdy nie poleciłabym nikomu, by szedł do psychiatry albo psychoterapeuty na indywidualną terapię za wyjątkiem najbardziej pilnych przypadków, ponieważ to, co normalnie następuje, jest długą drogą terapii, która w końcu staje się wymówką od życia. Już nieżyjący dr Eric Berne założyciel Analizy Transakcyjnej, przedkłada tę sprawę uczciwie mówiąc, że większość pacjentów zamiast zmienić swoje życie i wyzdrowieć, spędza długie lata w psychoterapii, aby „uczynić postęp" (co oznacza nauczenie się trochę lepiej żyć ze swoimi neurozami). Kiedy jakiś terapeuta staje się częścią twojego codziennego życia i polegasz na jego radzie i wsparciu, wtedy porzuciłeś odpowiedzialność za swoje życie i jesteś w niebezpieczeństwie stania się chodzącym automatem. Z tego powodu wielu profesjonalistów (jak Berne, i Carl Rogers, Perls, i inni) z większością swoich terapii przerzuciło się na pracę grupową.
W przypadku snów nigdy nie spotkałam nikogo, kto byłby przywalony albo wciągnięty w niezdrową introspekcję, chociaż czasami jest możliwe, że jesteśmy przyciśnięci albo przerażeni snami. Nie widzę w tym niczego alarmującego, ponieważ często jesteśmy zestresowani czy zdenerwowani wydarzeniami albo traumami w naszym codziennym życiu na jawie bez popadania w niemoc albo załamanie nerwowe. Jak wielu z nas jest aż tak słabymi i nieodpornymi, że od czasu do czasu nie znosimy drobnych trudności? W większości przypadków błędem jest leczenie lęku czy chandry jako „symptomów" do jak najszybszego usunięcia; one zdarzają się z jakiegoś powodu, zwykle, aby nas spowolnić, albo spowodować, abyśmy przemyśleli na nowo nasze życie, a odpowiedzią ma nie być ponowne dopasowanie się do tego samego stylu życia, który te symptomy spowodował. Jeśli cierpliwie słuchamy naszych snów i przekazów, które zawierają – nawet jeśli czasami nieźle nas zakłopotają – one poprowadzą nas ostatecznie do zdrowia przez wrzucenie coraz więcej światła na nasze problemy i wskazanie drogi do konstruktywnych rozwiązań. O ile korzystniej odebrać radę od swojej innej połowy niż od innej osoby.
Jestem szczególnie rozczarowana, kiedy członkowie naszych warsztatów śniących mówią, że w ciągu tygodnia nie kontynuowali pracy z kłopotliwym snem, ponieważ wiedzieli, że przyjdą na grupę albo do swojego terapeuty, a całym celem tego ćwiczenia jest umacnianie pewności siebie i polegania na swojej własnej mocy. Nawet koszmary mają pozytywną funkcję, jak pokażę w późniejszym rozdziale. Chcę zobaczyć ludzi, którzy twierdzą, że ich dusze są ich własnością i mam nadzieję, że ta książka każdemu, kto ją przeczyta, pomoże odnaleźć i zaufać jedynemu ekspertowi najwyższej rangi – wewnętrznemu guru, który nie odeśle nas bardziej w nasze sny, jeśli nie będziemy mogli się nimi zająć w danym czasie. Na przykład moja przyjaciółka przez długi okres pracowała intensywnie ze snami i zaczęła lekceważyć swoje sprawy w życiu zewnętrznym. Daleko od bycia wciągniętą w grzęzawisko ciemnego umysłu, nagle przestała pamiętać sny. Była wyraźnie zła i, aby odnaleźć przyczynę tego, zwróciła się do techniki dialogu, gdzie otrzymała taką odpowiedź od „snów": „Musisz dostać pracę. Kończą ci się pieniądze, a nie możesz żyć powietrzem, więc odeszliśmy, dopóki znowu nie ustabilizuje się twoja sytuacja w zewnętrznym świecie".
Sny mogą przestać się również pojawiać, jeśli utknąłeś na jakimś sposobie interpretacji, który przestał być dla ciebie użyteczny. To przytrafiło się Charliemu, nauczycielowi z Georgii, który studiował psychologię i pracował ze snami na modłę Junga, interpretując je w pojęciach archetypów. W pracy uczelnianej Charlie napisał, że „w końcu to podejście stało się przestarzałe. Z dnia na dzień w archetypach wystąpiła zniechęcająca monotonia – nie było zgody – i ta monotonia również przeciągnęła się na moje interpretacje. W końcu przestałem tak dużo śnić, nie dbałem o przypominanie sobie snów i zniechęciłem się całą sprawą. Wiedziałem, że nie robiłem ich sprawiedliwie. Trwało to przez jakiś czas i zadeklarowałem, że znudziłem się snami…" Dalej praca opisuje, jak zainteresowanie snami i przypominanie ich sobie przez Charliego znowu wróciło do życia, kiedy odkrył techniki Gestalt Fritza Perlsa. Morał tej historii nie jest taki, że podejście Gestalt jest koniecznie poprawne, albo lepsze od metody Junga, ale po prostu, że Charlie w swoim życiu sennym potrzebował czegoś nowego. Sam Jung napisał, że „jest ważne nie posiadanie żadnej z góry narzuconej sobie doktryny na temat twierdzeń poczynionych przez sny. Jak tylko uderzy w nas 'monotonia interpretacji', będziemy wiedzieć, że nasze podejście stało się zdogmatyzowane i stąd jałowe."
„Alternatywa do przypominania i interpretowania snów" powiedział Edgar Cayce (jak podaje Harmon Bro w książce Edgar Cayce o snach), „nie zawsze jest przyjemna. Ludzie nie mogą oczekiwać wiecznego dryfowania. Jeśli przy pomocy swoich snów nie popracują dokładnie nad swoją osobowością i nad swoim życiem (co wg niego każda normalna osoba powinna próbować robić), wtedy z powodu bezlitosnej akcji stłumienia emocji i nie wyrażenia, co siedzi w duszy, mogą wpaść w jakiś kryzys, który będzie wymagał, żeby zaakceptować to, co nieuniknione . To może być kryzys zdrowotny. To może być koniec małżeństwa albo pracy. To może być depresja albo wycofanie się…" Innymi słowy prawdziwe niebezpieczeństwo nie leży w zachęcaniu snów, aby się nam zjawiły, ale w zablokowaniu im dostępu w naszym życiu.
Tłumaczenie - Ela
czytań: 2173 publikacja: sobota, 29 października 2005 - 14:16 
Powrót do działu Porady2
|