Tutaj znajdziecie kilka snów wraz z próbami ich interpretacji. Nie zamierzamy prowadzić dziennika snów. Zebrane sny służą jedynie do ukazania Wam złożoności i różnorodności zagadnienia ich interpretacji. Z niektórymi fragmentami interpretacji możecie się nie zgodzić lecz pamiętajcie, że jest to odbiór wyłącznie "właścicieli" danego snu.
Sen 1 - Nauka współżycia
Jest ciemny wieczór. Gdzie niegdzie stoją zapalone latarnie. Siedzimy wraz z moim przyjacielem w samochodzie. Ja po stronie kierowcy. Obserwujemy w spokoju blok mieszkalny. Zbliżają się do niego ludzie, jakaś rodzina. Wyszli z mroku i widzę ich w świetle latarni. Wychodzę z samochodu i zaczynam im robić zdjęcia z różnych stron. Ludzie są na mnie źli, nie chcą zdjęć. Jestem uparty a ta rodzina ucieka w pośpiechu do swojego mieszkania. Przyjaciel chce też porobić zdjęcia i prosi mnie o aparat żeby mógł spróbować jak to jest robić zdjęcia bo nie ma doświadczenia w tej dziedzinie. Nie chcę mu go dać. Po chwili wsiadam do samochodu i odjeżdżamy. Ruszam z piskiem opon. Mam ochotę poszaleć. Przejechaliśmy kawałek i stanęliśmy przed wąskim mostem, który zablokował w autobus stając na jego środku. Wysiadam wkurzony i nerwowo chodzę w kółko samochodu. Za nami stopniowo przybywa aut. Po jakimś czasie, około pół godziny autobus zwolnił drogę i ruszamy dalej. Ten czas pozwolił mi ochłonąć i jestem całkowicie spokojny. Uświadomiłem sobie, że źle zrobiłem nie dając przyjacielowi możliwości zrobienia zdjęć.
Sen oznaczał efekty egoizmu. Mam coś, jakieś zdolności (aparat), które mogę wykorzystać w dobrych celach lecz mogę też narzucać innym swoją wolę. Mimo, że wydawać mi się może, że będę robił w dobrej wierze to ludzie nie muszą chcieć tego ode mnie. Takim narzucaniem mogę tylko odepchać od siebie ludzi. I to ludzi, którzy wyszli z mroku i stawiają pierwsze kroki. Latarnia była symbolem oświecenia, wyjścia z mroków. A ludzie mają prawo do własnych wyborów. Moim postępowaniem spowodowałem, że uciekli wystraszeni.
Tak samo z dzieleniem się wśród bliskich. Nie użyczyłem, nie dałem aparatu przyjacielowi i nie powiedziałem jak się nim posługiwać. Zamiast tego później zostałem zmuszony do wyczekania aby lekcja, nauka do mnie dotarła. Im więcej dostaję tym więcej powinienem dawać. Jeżeli ktoś wyciąga do mnie rękę po pomoc, a ja mogą mu ją dać, to powinienem to uczynić bez chwili wahania. I co ważne, przez takie postępowanie inni też zostali zmuszeni do przystanku w swej drodze. Zablokowałem dalszy rozwój, doświadczenie swoje i innych, którzy podążają za mną.
Sen 2 - Radość pomagania
Prowadziłem autobus. Nowiutki, niskopodłogowy MAN. Ale cudnie się nim jechało, sama radość. Pogoda niesamowicie piękna, słoneczna, błękitne niebo. Wiozłem ludzi przez miasto. Podjechałem na przystanek i starałem się delikatnie podjechać jak najbliżej krawężnika aby ułatwić ludkom wysiadanie i wsiadanie. Sprawiało mi to dużą radość. Udało mi się idealnie podjechać po czym niektórzy ludzie opuścili autobus a inni wsiedli. Ruszyłem dalej pełen radości (powtarzam się ale brakuje mi słów na opisanie tych wspaniałych doznań :-)) i teraz starałem się trzymać środka pasa. I też mi to ładnie wychodziło. A wnętrze tego autobusu było przytulne i zaciszne.
Ten sen to podsumowanie mojej obecnej roli i pokazanie, że to jest właściwa droga, dająca satysfakcję i nieopisaną radość. Pomagając innym otrzymujemy zasób nieograniczonej energii, nie męczymy się i trudności znikają, wszystko się układa i nam idealnie wychodzi. Człowiek wtedy sobie żyje bez pośpiechu, bez obaw, zawsze uśmiechnięty i spokojny. Bo podążanie tą drogą to czysta radość, z którą nic nie można porównać.
Sen 3 - Ucieczka przed ograniczeniami
Wraz z moją dziewczyną uciekaliśmy przed facetem, który trzymał broń - kij strzelający błyskawicami. Trzymaliśmy się za ręce, a ja nas prowadziłem. Akcja snu rozgrywała się na placu, takim jakby rynku gdzie stały ułożone równiutko w rzędach baraki. W skład każdego z baraków wchodziło kilka sklepików. Były one jednakowe i parterowe. Z naszej perspektywy nie widać było nic innego prócz tych rzędów sklepowych baraków. Pogoda była ładna, nawet piękna. Na horyzoncie panował spokój. Słońce przyświecało a niebo było bezchmurne. Czuliśmy strach. Nie wiedzieliśmy gdzie uciekać, co zrobić. Między tymi sklepikami przechadzali się bez pośpiechu ludzie, którzy wędrowali od jednego sklepu do drugiego. Na nas tylko czasami zwrócili uwagę i patrzyli wtedy tak dziwnie, z pogardą, jakbyśmy byli inni, gorsi od nich. Po jakimś czasie naszego biegania, zakręcając za róg jednego ze sklepów, potknęliśmy się i padliśmy bez sił. Leżeliśmy spokojnie obawiając się nadejścia naszego wroga. Lecz siedząc spokojnie zauważyliśmy, że on nas nie spostrzegł i odszedł gdzieś dalej zostawiając nas w spokoju.
Sen ten oznaczał nasze teraźniejsze położenie i wyjście zarazem z niego. Uzbrojony facet symbolizował "strażnika" ludzkich postaw. Gdy budzimy się i zaczynamy podążać ku wolności to nasze otoczenie uważa nas za intruzów, innych i próbuje zamrozić, co oznaczała ta błyskawica wylatująca z broni. Nieznanego zazwyczaj ludzie się obawiają i tępią go jak mogą zamiast spróbować zrozumieć. We śnie widziałem jaką ta błyskawica miała porażającą moc. Jak odbierała energię wszystkiemu w co trafiła. My (ja i moja dziewczyna) obecnie znajdujemy się w takiej zabieganej i zakręconej sytuacji. Jeśli pozwolimy zadomowić się w naszych głowach tym problemom i dążeniom narzucanym przez otoczenie to nasze życie stanie się taką rutyną jak tych smutasów wkoło. Tu mała dygresja - niech czytelnik nie pomyśli, że tak z góry jednakowo wszystkich wkoło traktuję :-)
W rzeczywistości zdaję sobie sprawę jak moje otoczenie próbuje mi narzucać swoje poglądy, że tak coś tam trzeba, że to nie wypada, a coś tam innego to jest wyłącznie tak a nie inaczej. Gdy próbuję wyjaśnić ludziom, że każdy ma prawo do swoich poglądów, do swoich przemyśleń i własnego doświadczenia to oni nie słuchają. Wtedy na siłę zazwyczaj narzucają swoje poglądy bo twierdzą, że wiedzą lepiej. Ale czy na pewno? Żyją smutni i przygnębieni i te troski przekazują dalej dołując innych. To właśnie między innymi sen pokazywał. Ale jest jeszcze coś - piękna metafora ludzkich dążeń. Te równiutko ułożone sklepiki to ludzkie potrzeby kreowane, narzucone przez innych, które rosną z pokolenia na pokolenie. Ludzie wędrując przez życie większość czasu spędzają na zaspokajaniu tych swoich sztucznych potrzeb. Sztucznych bo tworzonych na siłę przez innych. Sen pokazał też przyziemność tych potrzeb - wszystkie sklepiki były parterowe, malutkie i jednakowe, na jedno kopyto zrobione. Pocieszeniem była pogoda. Zauważyłem w swoich snach, że gdy jest piękna słoneczna pogoda to jest to podniesienie na duchu, dodanie wiary, że idę w dobrą stronę. Lecz sen wywarł na mnie duże wrażenie. Miał mną chyba lekko potrząsnąć abym zwrócił na niego większą uwagę niż zwykle. A bałem się tego gościa jak diabli :-) Nauka z niego płynie taka, że jedynym wyjściem w naszym uwalnianiu się z ludzkich ograniczeń jest spokój, wyciszenie zamiast kolejnej bieganiny nie wiadomo w którą stronę. Gdy usiądziemy na chwilę i uspokoimy swoje wnętrze to okazuje się, że problemy znikają stopniowo, przychodzi oczekiwana ulga, a strach i obawy ulatują. Sen ukazał jeszcze jedną ważną rzecz - człowiek może być zmuszony przez wycieńczenie, przez upadek aby zwrócić na to uwagę. Wtedy następuje ocknięcie i zauważa się, że tak naprawdę to uciekało się przed wyimaginowanym, bo narzuconym przez innych strachem. Strachem przed nieznanym co odzywało się w głębi naszej istoty wskazując prawdziwą drogę ku wolności.
Sen 4 - Jak wygląda świat
Idę z Hubertem (przyjacielem z okresu studiów) po jakimś molo. Jest ciemna noc. Czuję strach, obawę. Molo jest długie na jakieś 100-200 m i prowadzi do zacumowanej łodzi podwodnej. Jest ona oświetlona latarniami i wkoło niej znajduje się kilku żołnierzy. Właściwie sen zaczyna się gdy stoimy patrząc w stronę łodzi. Za nami nie ma nic, żadnego lądu. Tak jakby to był jakiś początek. Nie wiadomo co było za nami. Bardzo dziwne wrażenie. Spoglądam na łódź podwodną i czuję zagrożenie. Hubi mówi żebym się nie bał. Zaczynamy biec w stronę łodzi, boje się coraz bardziej. Nagle robimy długi skok, aż na sam pokład okrętu. Wylądowaliśmy miękko i bezgłośnie mimo tego, że pokład był metalowy. Przez jakiś czas pozostaliśmy skuleni siedząc w bezruchu. Boję się żołnierzy. Widzę jak chodzą oni po molo i na wąskim pokładzie nad nami. Hubi jest ożywiony, pełen radości. Wchodzimy a raczej przenosimy się pod pokład. Stoimy na początku długiego korytarza. W połowie znajdują się drzwi do kajuty. Gdy pomyślałem o nich to przenieśliśmy się do nich. Stojąc w progu dostrzegłem w kajucie sporo kumpli ze studiów. Atmosfera tam panująca przypominała akademik - ogólna beztroska, wspólnota i ciepła atmosfera. Sulek (jeden z przyjaciół) trzyma w rękach jakiś przedmiot. Nie wiem co to ale zaprząta on jego uwagę. Sulek też za bardzo nie wie co ma robić i ma zdezorientowaną minę. Uśmiecha się lekko, beztrosko. Spoglądam na innych. Czuję się dobrze, jestem spokojny. Wracamy z Hubim do miejsca wyjściowego na korytarzu (znowu się przenieśliśmy bez chodzenia). Nagle słyszę huk, jakby bomba wybuchła. Mam wrażenie, że to jest związane z przedmiotem trzymanym przez Sulka. Boję się o niego. Przenieśliśmy się z powrotem do kajuty. Widzę stojącego z bezradną miną Sulka, który w dłoniach trzyma resztki przedmiotu. Sulkowi nic się nie stało. W chwilę później wraz z kumplami przenieśliśmy się pod wodę. Trzymamy się za ręce. Nie mamy żadnych skafandrów ani butli z tlenem. Jest mi bardzo przyjemnie. Odczuwam głęboki, totalny spokój. Z każdego z nas, ze środka tułowia wylatuje światło. Wygląda tak jak byśmy mieli w sobie świetliste kule.
Sen przyszedł w okresie gdy stawiałem pierwsze kroki w moim zgłębianiu marzeń sennych. W tym czasie zatonął okręt podwodny "Kursk". Będąc z natury poszukiwaczem i ciekawskim jajem :-) chciałem sprawdzić swoje zdolności i zapragnąłem przed zaśnięciem dowiedzieć się jaka była przyczyna katastrofy. Nawet teraz nie wiem czy sen odpowiedział na moje pytanie lecz stanowi on dla mnie moment przełomowy. Wiąże się to także z książką Serga Kahili Kinga "Szaman miejski", którą wtedy kończyłem czytać. Na drugi dzień po tym śnie, nie mogąc go pojąć postanowiłem wypróbować metodę jaką polecał Serge. Usiąść spokojnie, przypominać sobie poszczególne symbole senne i pytać się bezpośrednio ich o znaczenie jakie niosły. Tak też zrobiłem. Wyciszyłem się i przywoływałem przed oczy senne obrazy, wyczekując napłwywających myśli. Oto wyniki:
Hubi - spójrz jaki jestem radosny, potrzebujesz szczęścia, bierz ze mnie przykład
Łódź podwodna - jestem symbolem ludzkich ograniczeń
Żołnierz - pilnuję łodzi jako sztywnych (ograniczających) praw tego świata ale nie masz co się mnie obawiać, jestem oporem, który pokonasz/zlikwidujesz bez oporu (Mówił to uśmiechając się jakbyśmy byli dobrymi kumplami)
Sulek - jak widzisz przyjacielu nie ma czego się bać
Kumple z podwody - jesteśmy aby się zjednoczyć, jesteśmy światłem, które stanowi jedność
Teraz, po półrocznej praktyce, po czasie usilnych dążeń w kierunku istoty snów, mogę określić znaczenie przesłania powyższego snu "rozumowo" czyli świadomie dochodzić, odkrywać znaczenie symboli.
Okręt podwodny oznacza faktycznie ograniczenie. To, które po przyjściu na ten świat dostajemy od innych bo jest ono przez nich nam narzucane. Jako młode, stawiające pierwsze kroki istoty wchłaniamy wszystko co przekazują nam starsi. To symbolizowali żołnierze - oni pilnowali wyjścia w morze. A morze to symbol nieznanego, naszej życiowej drogi, którą będziemy pokonywać w tych łodziach czyli zamknięci w ograniczonym postrzeganiu. Ładnie ukazana była łódź - oświetlona w mrokach świadomości. To był znak, że dostrzegłem już ograniczenia. Lecz początki bywają różne - bałem się. Tak to zwykle bywa z doświadczeniem nieznanego po raz pierwszy. Przyjaciel pokazywał mi sposób na pokonanie lęków i obaw - radość, nie rozmyślanie i nie przejmowanie się tym, nie skupianie uwagi na tych rzeczach. Hubi we śnie zachowywał się przeciwnie do mnie. Spokojnie rozglądał się wkoło, nie zaprzątał sobie uwagi łodzią i żołnierzami, był uśmiechnięty. Nasze ograniczenia, z którymi przyjdzie nam podróżować są dla każdej istoty różne. W moim przypadku ukazane było wnętrze łodzi, czyli jej załoga/zawartość jako roześmiani, wolni młodzi ludzie. To określało moje prawdziwe ja, które zacząłem odkrywać.
Jedynie w sposób dedukcyjny nie potrafię ogarnąć znaczenia wybuchu przedmiotu trzymanego przez Sulka i określenia znaczenia symbolu podwodnej wizji. No ale to dostałem bezpośrednio. Skąd, czy z podświadomości czy nadświadomości - tego nie wiem.
Ale dzięki temu zbiegowi okoliczności (czytanie książki) zacząłem stosować metodę bezpośredniego odbierania znaczenia snu. Jak się okazało jest to proste, łatwe i jest tak dogłębnym źródłem wiedzy.
Sen 5 - Jak zrozumieć sny
Stoję na ulicy niedaleko mojego domu w miasteczku gdzie kiedyś mieszkałem jako mały chłopiec. Ruszam w drogę uliczkami między domkami i ogródkami. W międzyczasie przychodzą do mnie myśli - aby rozwiązać swoje problemy muszę iść i bacznie obserwować otoczenie, zastanawiając się nad każdą napotkaną rzeczą co czułem gdy widziałem tą rzecz dawniej i z czym ona mi się kojarzy, jakie emocje są z nią związane. Przed wyruszeniem w drogę babcia powiedziała do mnie abym kupił mleko. Odpowiedziałem jej, że kupię.
W czasie gdy miałem ten sen stawiałem pierwsze kroki w zrozumieniu treści snów, które coraz częściej zaczynałem pamiętać. Bardzo nurtował mnie ten problem. Nie wiedziałem jak go rozwiązać. I przyszedł sen, który wyjaśnił dobitnie jak to jest z naszymi marzeniami sennymi. Żeby pojąć przesłanie snu trzeba dogłębnie analizować poszczególne symbole w nim występujące. Z jednej strony należy szukać ukrytych znaczeń powiązanych z naszymi wcześniejszymi doświadczeniami, a z drugiej badać intuicyjnie - nasze odczucia. Po połączeniu dostaniemy pełny obraz przesłania. Wskazówką było umieszczenie akcji snu w miejscu gdy będąc dzieckiem moja okolica stanowiła dla mnie jedno wielkie pole do odkrycia. Podczas zabaw na moim osiedlu czułem się jak wielki odkrywca. Każda rzecz przyciągała moją uwagę i wywierała określone wrażenie.
Sen poruszył jeszcze jedną kwestię - potrzebę picia mleka. W okresie gdy go śniłem byłem mlecznym abstynentem. Po tym śnie wypijam szklankę dziennie :-)
Sen 6 - Bajka o słoniu
Był sobie słoń. Ogólnie dziwny słoń bo ciągle czegoś szukał. I nawet nie wiedział czego szuka. Domyślał się tylko. Chodził po świecie w poszukiwaniu sensu istnienia, w poszukiwaniu przyczyny, że rzeczy tak a nie inaczej się mają - przynajmniej tak się słoniowi wydawało, tak tylko przypuszczał. Jego życie wyglądało ciągle tak samo - wędrował przez nieznany świat w poszukiwaniu odpowiedzi na swe utrapienia, a w międzyczasie odwiedzał skupiska gdzie inne istotki żyły w grupach harmonijnie. Były to takie osiedla-przyczółki. Tam nabierał sił, odpoczywał aby ponownie wkrótce wyruszyć w nieznane. W tych osiedlach panował spokój i radość. Ale słoń ciągle wyruszał w nieznane, pozostawiając błogość wyruszał wprost w problemy, w ograniczenia. Coś go pchało, coś mu nie dawało spokoju. Gdy odchodził to każdorazowo jego przyjaciele odprowadzali go kawałek. Później był sam. Sam jak palec. I tak wędrował i wędrował. Między tymi przyczółkami była pustka - nic wartościowego. Tylko strach, trudności do pokonania i obawa co się napotka tym razem. Ale ogólnie był to wesoły słoń. Choć zdarzało się, że smutek go ogarnął. Bywało tak tylko podczas tej wędrówki w nieznane. Ale słoń się nie poddawał. Obojętnie co się działo, jak bardzo musiał iść pod wiatr to docierał w końcu do kolejnej osady gdzie mógł odpocząć. I zawsze wiedział, że znowu wyruszy, że musi znowu stawić czoła nieznanemu aby odkryć to coś co go trapiło. W końcu po wielu, wielu takich wypadach słonia olśniło. Znalazł to czego szukał. Przyszło ukojenie, w jego wnętrzu zagościły spokój i błogość. Słoń odkrył, że wszystko czego potrzebował ma w sobie, od zawsze! Szczęśliwa istota zrozumiała, że sens życia zawiera się w niej samej i tylko tam należy szukać odpowiedzi, a nie na zewnątrz. Tylko po to wędrował słoniu męcząc się tak wiele aby te prawdy odkryć.
Sen pojawił się nad ranem gdy byłem w stanie pomiędzy. Tak jest wtedy gdy słyszy się dźwięki z otoczenia ale ogólnie człowiek jest jeszcze bardzo rozluźniony, ma zmysły przytłumione i brak możliwości logicznego myślenia i precyzyjnego kierowania ciałem. Czyli taki stan jedną nogą we śnie a jedną w rzeczywistości. Sen zatytułowałem bajka ponieważ dostałem go w takiej formie. Była to opowieść z elementami interakcji. Tzn. prócz mego własnego głosu jako narratora i oglądania poczynań słonia mogłem także poczuć co ten słoniu czuje podczas swoich wędrówek. Tylko nad ranem nie byłem do końca świadom piękna tego snu. Ale leżąc w łóżku rozmyślałem o nim chwile. Później, w ciągu dnia też czasami sen powrócił jako temat wywołujący drapanie się po głowie. W chwilach spokoju przyszły pierwsze znaczenia. Zaczęło się od tego, że przypomniałem sobie, że dzień wcześniej oglądałem w telewizji króciutki film o słoniach. Jego tematem było poświęcenie słoni dla swoich bliskich ze stada. Wcześniej oglądałem kilka filmów które poruszały temat słoniowego żywota. Tak więc zacząłem zastanawiać się czemu słoń? Co takiego wiem o słoniach, że główną rolę odegrał słoń w tym przesłaniu? Z początku używałem logiki, później dałem sobie spokój i czekałem na napływ informacji. Wkrótce nadeszły, akurat gdy spokojnie spacerowałem niosąc zakupy i podziwiając otoczenie. Słonie są strasznie silne i przy tym ogromnie delikatne. Nie są drapieżnikami. Jeśli komuś zrobią krzywdę to tylko w obronie własnej lub swoich bliskich. Potrafią bardzo się poświęcać, i to jak. Nawet oddają swoje życie w obronie innych, których darzą uczuciem. Są stabilne w uczuciach i bardzo troskliwe, opiekuńcze. To chyba te najważniejsze słoniowe cechy. W każdym bądź razie te które do mnie napłynęły.
Tak więc miałem już bazę wyjściową i mogłem pójść dalej. Następny krok nadszedł sam, nic nie musiałem robić. Słoń to ja. Ten biedny poszukiwacz ukazywał mnie samego. Jego wędrówki w nieznane to obraz naszego ziemskiego życia. Ukazywał on same trudności bo tak jest naprawdę. Ktoś, kto żyje bez celu dbając tylko o doczesność, o to by mieć dostatek i święty spokój, uśmierca swoje wnętrze. Właściwie to tylko marnuje daną wyprawę, marnuje czas. Ból jest wskaźnikiem. To najlepsze narzędzie do rozpoznania miejsca nad którym trzeba popracować. Nasze życie było ukazane pod kątem pustki, bezwartościowości. Chodziło w tym przekazie o to, że na Ziemi jako w sferze materialnej nie ma rzeczy wartościowych. Doświadczenie jest tą wartościową rzeczą a nie żadna zdobycz w stylu domu, samochodu czy działki. Doświadczenie przynosi wiedzę ale i ona nie definiuje naszych zdolności. Gdy słoniu trafiał do tych przyczółków to tam tylko odpoczywał. Nabierał sił przed następną wyprawą. Te przyczółki to okres gdy umieramy i trafiamy do sfery ducha. Pomimo że tam jest znacznie łatwiej, że panuje tam spokój i miłość, to samo nic się nie wydarzy i nie zdobędziemy nagle zdolności, nie pojmiemy istoty sprawy, istoty życia, sensu istnienia, sensu miłości. Do tego potrzeba właśnie doświadczenia, potrzeba zanurzyć się w sferę ograniczeń aby odczuć to samemu, bezpośrednio drążyć temat. Błogość i przebywanie w stanie, w którym wszelkie nasze potrzeby zostają natychmiastowo zaspokajane na dłuższą metę nudzi i odzywa się potrzeba doświadczenia, rozwoju i odkrywania wszechświata.
Kolejną rzeczą którą poruszał sen jest moment w którym przychodzi odkrycie. To zmęczenie! Gdy naprawdę dostaniesz w kość to twoje zasoby energetyczne zostają strasznie nadwyrężone i wtedy pojawia się szansa rozwalenia muru ograniczeń, który to przysłania prawdziwe patrzenie. Mamy wyrobione nawyki jak wygląda i funkcjonuje świat. I to te nawyki powodują, że nie dostrzegamy prawdy, tylko okrążamy ją non stop wkoło. Te nawyki to głęboko utrwalony schemat naszych wierzeń, to zabobony i przesądy. Mur można rozebrać cegła po cegle. Można także jednym porządnym walnięciem go zniszczyć na raz. Ale do tego potrzeba albo dużo energii z zewnątrz albo dużo energii murowi odebrać, tak aby stał się on kruchy. I to właśnie powodują tragiczne wydarzenia - wypadki, ciężka choroba, utrata kogoś bliskiego, utrata majątku, zdrowia itp. Wtedy mur się rozsypuje a my nagle przeglądamy na oczy i dostrzegamy faktyczny stan rzeczy. I to było to słoniowe odkrycie bo dostał on już porządnie w tyłek od tych wypraw. Zmęczyły go strasznie. I wtedy przyszła świadomość, nie wiedza jako wiedza książkowa albo że coś wiem i jestem tylko nośnikiem tej wiedzy. W słoniu narodziła się świadomość i ona to właśnie jest wyzwalaczem. Dzięki świadomości rozwiązujemy rzeczy które zwiemy problemami. Stając się czegoś świadom sprawiasz, że problem odchodzi, rozpływa się jego byt jako istnienie problemu, jako ograniczenia.
Słoniu odkrył jedną z prawd tego świata - wszystko czego nam potrzeba mamy w naszych wnętrzach. Wszelkie odpowiedzi na nurtujące nas pytania są cały czas pod ręką. Od samego momentu gdy pytanie się narodzi odpowiedź jest znana. I co najważniejsze - sens istnienia zawarty jest w nas samych a nie gdzieś na zewnątrz. Można powiedzieć że Bóg jest w nas a nie zasiada na tronie w niebie. To tylko i wyłącznie nasze wnętrze określa warunki zewnętrzne. Tak było, jest i będzie. Zmiana na zewnątrz następuje dopiero po uczynieniu zmiany wewnątrz.
I ostatnia rzecz o której opowiadał sen. Jest nią samotność słonia. Długo nad tym myślałem. Zajęło mi to aż dwa dni. Chyba dlatego, że wysilałem mózgownice i szukałem logicznych odpowiedzi zamiast zdać się na wnętrze. A odpowiedź tradycyjnie nadeszła właśnie z tego doskonałego źródła. Rozmyślałem czemu słoń wędrował samotnie, czemu jego bliscy odprowadzali go tylko kawałek? Ktoś może nam podpowiadać i dawać rady lecz tak naprawdę rozwój wnętrza to indywidualna droga, to osobiste doświadczenie i żadna wiedza i czyjeś rady jej nie zastąpią. Samemu trzeba doświadczyć pewnych spraw aby postawić krok na szczeblu wyżej w naszej drabinie rozwoju. Miłość to wolność i ktoś kto darzy Cię tym uczuciem to pozwala Ci samemu doświadczać, a nie zamyka w ciasnych ramach opiekuńczości nazywając to miłością. Tak naprawdę w cieplarnianych warunkach wyrastają słabe i zalęknione istoty. Tylko własne doświadczenie pozwala na rozwój i prawdziwe poznanie.
Sen 7 - Rozwiązywanie problemów
Jest noc. Dwóch przestępców jedzie samochodem. Opuszczają las. Przeczuwają, że zagraża im niebezpieczeństwo, że gdzieś w pobliżu czai się stróż prawa. Ale póki co jadą spokojnie przez jakieś pola. Lecz ten spokój stopniowo zamienia się w oblicze strachu.
Gdzieś dalej wśród mroku nocy podąża zwolna inny samochód, a w nim dwóch policjantów. Są spokojni i skupieni, uważnie spoglądają w poszukiwaniu źródła niepokoju. Po chwili są już uśmiechnięci i pewni siebie. Zlokalizowali przestępców i jadą w ich kierunku. Robią to bez pośpiechu. Mimo, że są daleko to wiedzą którędy do nich trafić. Po pewnym czasie ich światła ukazują się złoczyńcom z daleka. Teraz jedni wiedzą o drugich. Przestępcy wpadają w jeszcze większą panikę a policjantów ogarnia większy spokój. Włączają koguta na dachu aby jeszcze bardziej przestraszyć uciekinierów i zachowują odległość na tyle, aby tylko światła były widoczne. Przestępcy wpadają w panikę i uciekają byle dalej. Zmierzają w stronę miasta chcąc schować się wśród ulic. Policjanci cały czas zachowują dystans. I tak jadą te dwa auta w dziwnym pościgu. Po pewnym czasie dojeżdżają do miasteczka. Tam przestępcy się zatrzymują przy chodniku, skończyła im się benzyna. Myślą, że policja nie zwróci na nich uwagi i pojedzie dalej. Lecz policjanci podjeżdżają nieopodal z tyłu i pozostają spokojnie w aucie. Przestępców ogarnia coraz większa panika, pocą się ze strachu i nagle słyszą jak z tyłu policjant mówi przez megafon żeby wyszli i poddali się bo inaczej rozgłoszą we wszystkich największych stacjach radiowych, że uciekło dwóch groźnych bandytów ściganych przez całą policję, i że przez to będą mieli same kłopoty. Co dziwne to nie groziło im więzienie lecz forma jakiejś rehabilitacji a policjantów to nawet rozbawiło przemówienie końcowe.
Kolejny sen gdy świadomość powoli wychodziła ze sfery snu i odzyskiwała zdolności świata fizycznego. Sen ukazywał rozwiązanie każdego ludzkiego problemu. Problemy biorą się z naszego wnętrza. Nasza psychika jest jak społeczeństwo, składa się z wielu różnych emocji-ludzików. I w zależności co te ludziki sobą reprezentują tak my jako kraj wyglądamy. Problemy czają się w mroku czyli w naszej podświadomości. Ukrywają się tam aby móc istnieć. Kolejna ważna sprawa to fakt, że wszelkie problemy biorą się z niewiedzy, z naszej nieświadomości stanu rzeczy. To symbolizował wyjazd przestępców z lasu.
Ten najlepszy sposób rozwiązywania trudności to: zachowanie spokoju, namierzenie problemu, podążanie za nim i przyglądanie mu się jednocześnie pozostając poza jego zasięgiem, no i w końcu uświadomienie sobie, że to nie jest tak naprawdę problem.
Po kolei:
Pierwsze co to spokój. Gdy ponoszą nas emocje związane z danym problemem to tak jakby on nami zawładną. A jest inaczej. To my pozwalamy tylko na to aby to coś nami kierowało zamiast pozostać przez cały czas sobą. Kolejne kroki to namierzenie problemu. Trzeba zidentyfikować przyczynę naszych bolączek. Zazwyczaj jak to z każdą bolączką bywa wskaźnikiem jest ból lub jakieś nieprzyjemne emocje. Podobnie jak policjanci bezbłędnie trafili po uczuciach przestępców, uczuciach wielkiego strachu przed odkryciem i rozszyfrowaniem ich. Potem wystarczy przez jakiś czas obserwować to coś co zwaliśmy naszym problemem. Obserwować pozostając z boku, pozostając sobą. Problem jest i my jesteśmy, ale pozwalamy mu krążyć, pozwalamy mu spalić swoją energię. Pozwalamy aby emocje, które on w nas wywoływał wracały do niego i tam nasilały się. To spowoduje jego osłabienie a nas tylko wzmocni i upewni. Policjantów pod koniec to nawet bawiła historia z przestępcami. Tak naprawdę z niby problemami bo stają się one problemami za naszą sprawą. To my określamy je jako problemy, to my dajemy im moc działania i sprawiania szkód.
Świadomość jest tym narzędziem które wyzwala. Świadomość jest wyzwoleniem.
czytań: 9571 publikacja: piątek, 23 lutego 2001 - 15:49 
Powrót do działu Porady
|